Sanction X - The Last Day

Sanction X - The Last Day

Wydawca: Metal Heaven
Rok wydania: 2010

  1. The Calling
  2. When Fire Will Touch The Night
  3. Demon's Dance
  4. Eyes Of A Stranger
  5. Alone Again
  6. Feelings Came To Me
  7. Reason Why We Were Born
  8. The Eyes
  9. The Last Day
  10. Eternal Light
  11. Fly Away

Skład: Ebby Paduch - śpiew; Robby Böbel - gitara; Roberto D'Amico - gitara basowa; Ben Eifert - instrumenty klawiszowe; Peter Langer - perkusja

Produkcja: Robby Böbel

Tworzenie się tzw. supergrup nie jest tylko domeną muzycznego świata za oceanem, dotyka także naszego europejskiego podwórka i jest szczególnie widoczne w Szwecji i Niemczech. Z tego ostatniego kraju pochodzi formacja Sanction X, która właśnie wydała swój debiutancki krążek zatytułowany The Last Day. Album jest bardzo wyważony, zdominowany przez kompozycje wolniejsze i średnie (raptem dwa szybsze utwory w zestawie), nastawiony przede wszystkim na tworzenie odpowiedniego nastroju.

Za kulisami całego przedsięwzięcia stoją muzycy dość dobrze znani na niemieckiej scenie rockowo metalowej, na czele z Robbym Böbelem, gitarzystą i producentem kojarzonym głównie z takimi grupami jak Frontline i Evidence One. W styczniu 2008 r. Robby powołał do życia projekt Sanction X do spółki z wokalistą Ebbym Paduchem, związanym wcześniej z zespołami Stonefield, D.T.F. i Infinity's Call. Resztę obsady wypełnili basista Roberto D'Amico (D.T.F., Eternal Darkness), klawiszowiec Ben Eiffert (Constantine) i perkusista Peter Langer (Stormwitch, Armada). Razem panowie zdecydowali się grać klimatyczną muzykę z pogranicza hard rocka i melodic metalu, plasującą się gdzieś pomiędzy tym, co Böbel tworzył w swoich macierzystych kapelach, ponadto z delikatną domieszką elementow progresywnych. Zaserwowane na starcie The Calling to wolny kawałek, co nie znaczy, że nic się w nim nie dzieje. Jego początek składa się z serii sprzężeń i wibrowanych dźwięków, dalej robi się ponuro, ale i zarazem melodyjnie, co nadaje kompozycji odpowiedniego klimatu. Takie aranżacje uwielbiam, toteż z miejsca numer zyskuje moją akceptację i pozostaje moim faworytem na krążku. When Fire Will Touch The Night plasuje się z całego zestawu najbliżej dokonaniom Frontline, chociaż znajdziemy tu też takie dodatki jak marszowe tempa, czy zagrywki sugerujące inspiracje całym szeregiem niemieckich grup heavy metalowych. Ścieżka wypada ponadto znakomicie m. in. ze względu na dopieszczone brzmienie albumu, co nie pozostaje bez znaczenia. Lata wprawy Robby'ego w roli producenta zaprocentowały. Najszybszym, a właściwie to jedynym z dwóch naprawdę szybkich utworów na płycie jest Demon's Dance. Jemu z kolei najbliżej jest stylistycznie do dokonań Evidence One, niestety do tych słabszych piosenek niemieckiej kapeli. Nuży mnie tu jednostajny dyliżans perkusyjny, duża ilość sztampowych zagrywek (taki power metalowy standard), a ciekawa barwa głosu Paducha to trochę za mało, by przykuć moja uwagę na dłużej. Nie jest coverem Queensrÿche następny w secie Eyes Of A Stranger, jak sugerowałoby to pierwsze wrażenie związane z tytułem piosenki. Numer jest całkiem przyzwoity, jego najsilniejszą stroną są refreny i solówki stylistycznie bliskie temu, co gitarzysta prezentował w swoich poprzednich grupach, całościowo jednak nagranie pozostaje w tyle za dwoma kompozycjami otwierającymi wydawnictwo. Znacznie lepiej jest w Alone Again, kawałku utrzymanym w stylistyce niemieckiego hard'n'heavy. Wspaniałe, tajemnicze intro od razu nastraja pozytywnie do odsłuchiwania, a riffy, choć wprawdzie znajomo brzmiące, dają uszom słuchacza ukojenie. Formułę albumu rozszerza pojawienie się pozycji zatytułowanej Feelings Came To Me, gdzie do głosu dochodzą wstawki neoklasyczne i epickie (miewały takowe starsze krążki Stratovariusa) dodane do podkładów rodem z Frontline. Nic odkrywczego, wszystko słyszeliśmy już na innych płytach z udziałem Böbela, nie zaszkodzi jednak posłuchać jeszcze raz. Reason Why We Were Born brzmi ciężkawo, bardziej metalowo niż rockowo, lecz wciąż melodyjnie. Z potężnymi gitarami kontrastują linie wokalne, całość łagodzi też solówka. Utwór może się spodobać fanom metalu gotyckiego, bo i w sumie jakoś daleko od niego nie odbiega. Wokół średniego tempa oscyluje ogólnie The Eyes, chociaż w refrenach grupa pozwoliła sobie na odrobinę galopad. Nie są one aż tak nachalne, niemniej jednak zbędne. Najlepiej wypada tu klawiszowy wstęp i linie wokalne w zwrotkach. Spodziewałem się jakiejś rewelacji po tytułowym The Last Day, lecz kawałek okazał się być dość typowym numerem na tym wydawnictwie, nie wybijającym się ponad pozostałe. Tempo raczej wolne, sporo ciekawych orkiestracji i właściwie to one głównie odróżniają utwór od reszty. W manierze wokalnej Paducha zauważyłem pewne podobieństwa do Steve'a Grimmetta z Lionsheart, kiedy obaj wyśpiewują wolniejsze fragmenty. Eternal Light niewiele się różni od swego poprzednika, wprawdzie zniknęły owe orkiestracje, nadal jednak partie Ebby'ego brzmią niemal identycznie. W środku kompozycji pojawiają się nieco cięższe gitary, co znów przywodzi mi na myśl metal gotycki. Ostatnie na płycie Fly Away, jak nie trudno zgadnąć, to też pozycja wolna. Ma w sobie coś z ballady, nawet mimo faktu, że większa część numeru opiera się na przesterowanych brzmieniach gitar. Niby i tym razem nic specjalnego, a podoba mi się dużo bardziej od dwóch wcześniejszych kawałków.

Album zaczyna się obiecująco, potem pojawia się seria utworów wprawdzie przyzwoitych, ale nie powalających, utrzymanych w podobnych tempach i w ogóle sobie bliźniaczych, płytę zamyka udana ballada... Jak na mój gust, to zbyt mała różnorodność kompozycji i aranżacji świadczy trochę na niekorzyść krążka, wolałbym, by tempa częściej się zmieniały i by wokalista prowadził swoje ścieżki na wiele sposobów. Dla 3-4 kawałków warto po płytę sięgnąć, reszta to pozycja tylko dla zagorzałych fanów.

Oficjalna strona zespołu: www.sanction-x.com