
Chickenfoot - Chickenfoot
Wydawca: Redline Entertainment / earMUSIC / Fontana
Rok wydania: 2009
- Avenida Revolution
- Soap On A Rope
- Sexy Little Thing
- Oh Yeah
- Runnin\' Out
- Get It Up
- Down The Drain
- My Kinda Girl
- Learning To Fall
- Turnin\' Left
- Future In The Past
- Bitten By The Wolf [iTunes bonus track]
Skład: Sammy Hagar - śpiew; Joe Satriani - gitary; Michael Anthony - gitara basowa, chórki; Chad Smith - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: Andy Johns
Uwielbiam Satrianiego i nie przepadam za Hagarem. Kiedy usłyszałem, że obaj będą razem grali pod szyldem Chickenfoot, pomyślałem, że takie silne osobowości się nie zgrają i będą razem jak mleko z ogórkiem kiszonym, czyli nic dobrego z tego nie wyjdzie. Myliłem się; wyszła z tego prawdziwa hard rockowa supergrupa. Jej debiutancki, "samozatytułowany" krążek to jeszcze jedna perełka roku 2009, o ile oczywiście ktoś lubi gustowne granie w stylu retro.
Najpierw trochę historii. Joe Satriani to wirtuoz gitary mający za sobą krótki epizod w Deep Purple i liczne sesje nagraniowe dla różnych artystów, bardziej znany jednak ze swych solowych dokonań. Sammy Hagar, aka "Red Rocker", śpiewał niegdyś w Montrose i Van Halen, nagrywał solowe krążki, a w wolnych chwilach oddawał się poszukiwaniom nowych gatunków tequiili. Innym weteranem z Van Halen jest basista Michael Anthony, którego lider grupy Eddie w 2006 r. dyskretnie zastąpił swym synem Wolfgangiem (podobno nie tylko w samym zespole, ale i na okładce pierwszej płyty, co wywołało niezłą aferę). Chad Smith to perkusista funkowo-jazzowy, najbardziej znany z kapeli Red Hot Chili Peppers, chociaż grał też z Glennem Hughesem i prowadził własną formację jazzową. Co połączyło naszych bohaterów w zespół? Podejrzewam, że zakulisowo dokonał tego Anthony, bowiem kilka lat temu, w 2005 r. próbował bezskutecznie stworzyć supergrupę z Georgem Lynchem i Tommym Aldridgem i może tym razem mu wyszło... Tak czy inaczej, czwórka wielkich spotkała się razem na scenie w lutym 2008 r. podczas koncertu Hagara w Las Vegas i zagrała wspólnie trzy piosenki, w tym jeden cover z repertuaru Led Zeppelin. Później z okazji wydania debiutu Chickenfoot Sammy rzucał buńczuczne wypowiedzi, jakoby jego nowa kapela miała być poważnym rywalem dla Zeppów. Oczywiście, kurza stopa, wywołało to oburzenie w muzycznej społeczności, ale oburzenie to przecież dobra reklama dla zespołu i jego wydawnictwa. Dobrą reklamą jest też ciekawe pierwsze wydanie krążka z okładką pokrytą specjalnym termochromicznym tuszem, który po dotknięciu dłonią robi się przezroczysty i ukazuje ukryte pod sobą zdjęcie grupy... A muzyka? Muzyka tworzona przez kwartet faktycznie ma sporo wspólnego z Led Zeppelin, ale i z Jimim Hendriksem, którego fanem jest przecież Satriani, a wiadomo przecież, że w zespole rockowym najbardziej liczy się brzmienie gitary, bo to ono nadaje charakteru kompozycjom. W ogóle sporo tu wpływów hard rocka z lat siedemdziesiątych. Avenida Revolution rozpoczyna się w sposób dość typowy dla ostatnich dokonań Satcha, więc jednak Joe przystawił tu swoją firmową pieczęć, nie zdominował on jednak kompozycji swymi popisami i faktycznie słychać grę zespołową Głos Hagara dobrze się tu wpasował, co szczerze mówiąc mile mnie zaskoczyło. Najwyraźniej w takiej stylistyce i w średnich tempach Sammy poczuł się jak ryba w wodzie. Do Soap On A Rope można już odnieść te odniesienia hendriksowsko-zeppelinowskie. Riff prosty do bólu, ale zagrany bardzo sugestywnie i przy tym na dopracowanym brzmieniu. Wprawdzie chociaż wolę takie utwory jak poprzedni, ten też mnie nie zraża, zwłaszcza że w solówce słychać czystego stylistycznie Satrianiego. W Sexy Little Thing krzyżują się z kolei wpływy Nazareth i Aerosmith. Przy tym wszystkim kawałek jest tak mocno melodyjny, że przy odpowiednio częstej edycji w mediach szybko mógłby się stać hitem. Raz jeszcze plus dla Sammy'ego, znów pozytywnie mnie zaskoczył. No i brawa dla sekcji rytmicznej, która również świetnie się tu spisała. Całościowo mój ulubiony utwór na płycie. Dość ciekawa sprawa z numerem Oh Yeah, pierwszym singlem promującym wydawnictwo. Ma on sporo wspólnego z piosenką o identycznym tytule, jaką na swym trzecim krążku zamieścił Giant. Czyżby inspiracje obu zespołów były podobne? Runnin' Out ma dość specyficzny klimat i, znów ciekawostka, brzmi jak jakiś solowy utwór od konkurenta Hagara - Davida Lee Rotha, gdzieś z czasów spomiędzy Eat'em And Smile i A Little Ain't Enough. Lubię akurat ów okres działalności Davida, więc i na mym obliczu pojawia się wyraz radości. Głos Sammy'ego brzmi tu rewelacyjnie i pomału zaczynam go lubić- pasuje do muzyki. Mieszanki Aerosmith z czymś na nutę Marvina Gaye'a w okolicach gitarowego solo otrzymujemy w Get It Up. Najbardziej podoba mi się tutaj sposób prowadzenia ścieżek wokalnych w zwrotkach i wstawki Satrianiego stylistycznie czerpiące z "Niebieskiego Snu". Niemal mógłbym się założyć, że następny w zestawie Down The Drain chłopaki zmajstrowali podczas jednego z jam sessions. Utwór bazuje na prostych zagrywkach, ale jest niesamowicie technicznie równo zagrany i posiada niesamowity nastrój. Można się poczuć, jakbyśmy stali w tej samej sali prób obok zespołu. Z tego powodu numer wypada niesamowicie i robi nadzwyczaj dobre wrażenie. Jak dla mnie jest to jedna z wizytówek tego krążka. Dla odmiany coś, co nadaje się do jazdy samochodem, a może nawet lepiej - motorem. My Kinda Girl jest oczywiście kompozycja jak najbardziej rockową, niemniej jednak gdzieś tam między nutami pobrzmiewa nieco country, co czyni ten numer bardzo amerykańskim, podczas gdy w uprzednich pozycjach więcej było grania europejskiego. Przede wszystkim piosenka bardzo lekko strawna, może się spodobać publiczności poza rockowej. Na płycie znalazło się i miejsce dla ballady - w tej roli Learning To Fall. Znów coś niesamowitego, w tym jednym kawałku kapeli udało się umieścić wpływy ballad southern rockowych, nieco stylu Bryana Adamsa i Joe Cockera. Satriani zagrał bardzo subtelnie, z nastrojowym wyczuciem (tak, teraz powinno się zrobić głupio wszystkim tym, którzy twierdzą, że wirtuozi gitary to tylko bezmyślnie wymiatają), a Hagar raz jeszcze wzbił się na wyżyny swego kunsztu wokalnego i nagrał ścieżkę idealnie pasującą do tej kompozycji. Turnin' Left jest jakby zbiorem wypróbowanych wcześniej patentów, zatem kompletnie nie da się tu odnotować żadnej wpadki. Refreny może i trochę brzmią banalnie, za to zwrotki rekompensują wszystko z nawiązką, że nie wspomnę o ogólnej melodyce w numerze, który jest po prostu profesjonalnie skomponowany. Nie ma się czemu dziwić, to zrobili przecież zawodowcy. Ostatnia pozycja w secie nieszczególnie mnie do siebie przekonuje, choć obiektywnie muszę stwierdzić, że nie jest zła. We Future In The Past spotykają się Tyketto, Aerosmith i Red Hot Chili Peppers, domyślam się, że funkowe wpływy tego ostatniego to jakaś dyskretna aluzja do przeszłości Chada. Kawałek ujdzie, choć kompletnie nie jest w moim guście.
Jakoś nie brałem poważnie zapowiedzi o współpracy tej czwórki panów, nastawiłem się do płyty na zasadzie "będzie, co będzie" i... trafiony-zatopiony. Zupełnie niespodziewanie debiutancki krążek nie-debiutantów z Chickenfoot wbił się do mojej dziesiątki ulubionych i najczęściej słuchanych wydawnictw roku 2009. Nazwę muzycy wybrali sobie głupawą, ale i niebanalną zarazem, nagranym zaś materiałem potwierdzili swoją klasę i udowodnili, że nie są przypadkowym zlepkiem kolesi, którzy założyli zespół bez dalszego pomysłu na granie. Dla fanów Satcha i Red Rockera pozycja obowiązkowa. Czy grupa może rywalizować z Zeppelinami? Całkiem możliwe.
Oficjalna strona zespołu: www.chickenfoot.us