Royal Hunt - Paradox

Royal Hunt - Paradox

Wydawca: Magna Carta / Steamhammer / Majestic Entertainment / Phantom Sound & Vision / Teichiku Japan / Goldrush / Pony Canyon
Rok wydania: 1997

  1. Awakening
  2. River Of Pain
  3. Tearing Down The World
  4. Message To God
  5. Long Way Home
  6. Time Will Tell
  7. Silent Scream
  8. It's Over
  9. Martial Arts [bonus track]
  10. The Final Lullaby [bonus track]

Skład: André Andersen - instrumenty klawiszowe, gitary; D. C. Cooper - śpiew; Steen Mogensen - gitara basowa; Jacob Kjaer - gitary; Allan Sørensen - perkusja
Gościnnie: Maria McTurk - chórki; Lise Hansen - chórki; Kenny Lubcke - chórki

Produkcja: André Andersen

W bardzo niepomyślnym dla melodyjnej muzyki rockowej roku 1997 duńska ekipa Royal Hunt, po raz kolejny wzmocniona obecnością amerykańskiego wokalisty D.C. Coopera, nagrywa swój nowy krążek, teraz już zaliczany do klasyki gatunku. W jeszcze większym stopniu niż uprzednio muzycy wplatają elementy progresywne, utwory stają się dłuższe, a ich tematykę stanowi koncept odnośnie istnienia Boga i sposobu odbierania tegoż przez ludzi.

Tak się akurat składa, że w roku wydania płyty zetknąłem się z twórczością tej grupy po raz pierwszy i w zasadzie dość przypadkowo. Dostęp do Internetu nie był jeszcze wtedy rozpowszechniony, niemal wszystkie magazyny muzyczne na temat takiej muzyki milczały jak w jakimś spisku, ale w telewizji niektóre stacje emitowały po nocach różne teledyski i czasami można było trafić na coś dobrego. W ten sposób natknąłem się na wideoklip do utworu Message To God, który nawet po latach pozostaje jednym z moich ulubionych kawałków z dyskografii Royal Hunt. Szybko udało mi się sprowadzić poprzedni krążek Duńczyków zamawiając go w ciemno, na Paradox musiałem jednak zaczekać około pół roku, ale czekać było warto. The Awakening ciężko uznać za właściwą kompozycję, jest to raczej pewnego rodzaju intro rozpoczynające wydawnictwo. Odgłosy wiatru wiejącego gdzieś w oddali, potem gitary akustyczne i klawisze stylizowane na coś w rodzaju fletów, potem wchodzi głos Coopera, by na końcu klimat przeniósł się do jakiejś indiańskiej wioski z zawodzącym szamanem. No i majestatycznie rusza River Of Pain, symfoniczny hard rock z inklinacjami progresywnymi znany z poprzednich albumów, jakże charakterystyczny dla tej kapeli. Trzeba przyznać, że muzyka prezentowana przez formację jest bardzo sugestywna, tworzy taki klimat, że po zamknięciu oczu możemy się wczuć i wyobraźnią przenieść w miejsce akcji. Świetne linie melodyczne, dobrze wyważone tło, choć może instrumenty klawiszowe zbyt wysunięte do przodu, ale to przecież specyficzna cecha dla twórczości grupy. Jest w tym coś teatralnego, słuchanie tego kawałka to jak branie udziału w spektaklu. Symfoniczne aranżacje kolejnego Tearing Down The Worldbrzmią, jakby grały smyczki, znów wchodzi D.C. ze swoim wokalem harmonijnie pasującym do potrzeb ścieżki. Szkoda tylko, że śpiewa w sposób trochę rozwlekły, za mało tu dynamiki, co skutkuje tym, że słuchając kawałka pod wieczór zaczynają zamykać się oczy. Granie typowo skandynawskie, nastrojowe, ale do tego fani zespołu zdążyli się już przyzwyczaić. Następna pozycja w zestawie to coś, na co zawsze niecierpliwie czekam, czyli promowane teledyskiem Message To God. Pianistyczny wstęp, a po nim mocarnym riffem rusza gitara basowa Mogensena, która nadaje numerowi odpowiedniej motoryki. Dobry test membran w głośnikach, jeśli przy głośniejszym słuchaniu nie pękają, to znak, że kolumny są solidne. Dlatego też zabieram ze sobą tę płytkę do testów, kiedy jakiś znajomy kupuje nowy sprzęt grający i zawsze zastanawiam się, dlaczego słuchacze kupuja różne subwoofery do podbijania basów w muzyce tanecznej, skoro mogą posłuchać muzyki, gdzie mamy naturalną gitarę basową. Piosenka wprawdzie niemal siedmiominutowa, ale słucha się jej jak przeboju trwającego około czterech minut. Balladowe Long Way Home stanowi jakby rozwinięcie motywu z intra z początku płyty. Kapela tworzy taki klimat, że niemal można poczuć chłód przechodzący po plecach, co zmienia się dalej, około połowy kawałka symfoniczne klawisze grają trochę na styl Malmsteena z numeru Magic Mirror. Tempa oscylują miedzy wolnymi a średnimi, dzięki temu kompozycja nie jest nudna. Time Will Tell rozpoczyna się złowieszczo od pauzowanych dźwięków, ale dalej wszystko toczy się w sposób bardzo przewidywalny, bo niestety Royal Hunt to grupa przewidywalna. Kto zna jej twórczość, bez problemu domyśli się, jak rozwinie się utwór. Tempo będzie oczywiście średnie, momentami będzie przyspieszać, a chwilami zwalniać, oczywiście wszystko będzie podlane symfonicznym sosem. Nie jest to zarzut, raczej spostrzeżenie. Zespół wypracował sobie rozpoznawalny styl i się go trzyma, ma do tego prawo, a sama płyta dzięki temu robi się nadzwyczaj spójna. Silent Scream to rzecz bardzo neoklasyczna w swojej wymowie, ale z racji pędzących centralek perkusji może trafić w gusta fanów power metalu. Najbardziej podoba mi się w tym nagraniu gitarowa solówka wraz z cała otoczką przed i po niej, coś wspaniałego. Coś, dla czego warto zdzierżyć jakoś te perkusyjne galopady. Pierwsze wydanie krążka, jakie miałem w posiadaniu, wieńczył utwór It's Over. Klimat iście ilustracyjny, finalnie prowadzący do uspokojenia, wyciszenia, gdzie pojawiają się raz jeszcze powiewy wiatru znane z początku wydawnictwa. Kiedyś nadarzyła mi się okazja zakupu japońskiego wydania płyty, z dodatkowym CD zawierającym materiał koncertowy. Nie przepadam ogólnie za płytami koncertowymi, a do tego sprzedawca żądał za zestaw kolosalnej kwoty, tak więc szybko wykalkulowałem sobie, że nie ma sensu przepłacać za coś, czego raczej i tak nie będę słuchał. Za to po prawie 10 latach w moje ręce trafiło wydanie krążka z kilkoma utworami bonusowymi. Radiowa wersja Tearing Down The World właściwie nie różni się zbytnio od wersji albumowej, jest po prostu mniej więcej o minute krótsza. To samo mogę powiedzieć o Message To God, gdzie z numeru wycięto wstęp zagrany na klawiszach, także o cały początek krótsze jest też Time Will Tell. Jakichś większych różnic nie widzę w radiowej wersji Silent Scream. Całkiem niezłym dodatkiem jest Martial Arts, dość szybki, instrumentalny utwór utrzymany w klimatach neoklasycznego power metalu, coś na wzór Yngwiego Malmsteena, więc miłośników takiego grania ten prezent powinien ucieszyć. Strasznie słaby jest natomiast kawałek o tytule Restless. Zaczyna się od głupawych przyśpiewek, a jego środek jest bardzo przeciętny jak na poziom gry kapeli. Od razu słychać, że to odrzut z którejś sesji nagraniowej.

Royal Hunt to zespół nie serwujący niespodzianek swoim fanom, za to dostarczający towar o pewnej wysokiej jakości. Jeśli ktoś gustuje w stylistyce rockowo-metalowo-symfonicznej i spodoba mu się którakolwiek z płyt grupy, to już może się nastawić na kompletowanie całej dyskografii Duńczyków. Ten akurat krążek to już klasyka i w zasadzie przygodę z kompozycjami formacji można zacząć właśnie od niego. To jakby łącznik między tym, co muzycy robili wcześniej i tym, co prezentowali później. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.royalhunt.com