
M.ill.ion - Detonator
Wydawca: Majestic Rock / A2 Records / 3D Japan
Rok wydania: 2001
- I'm Your Blood
- I Know Your Name
- Stronger Than Ever
- Shadow Of The Cross
- Showstopper
- Even The Sun
- Standing Proud
- Bonebreaker
- Ready For The Man
- Race With The Devil
- In Your Dreams
- No Place Like Hell
- In Your Dream (Unplugged) [japoński bonus track]
Skład: Ulrich Carlsson - śpiew; Jonas Hermansson - gitary; B.J. Laneby - gitara basowa; Mikael Böhnke - instrumenty klawiszowe; Per Westergren - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: M.ill.ion
Między wydaniem płyt Electric a Detonator w szwedzkim zespole M.ill.ion doszło do dość istotnych zmian personalnych. Z grupy odeszli jej długotrwali członkowie Wetterlind, Johansson i Rohdell, a ich miejsca zajęli wokalista Ulrich Carlsson i gitarzysta Jonas Hermansson. De facto jedynym oryginalnym muzykiem z pierwotnego składu pozostał tylko basista B.J. Laneby, założyciel formacji. Detonator kontynuuje cięższą stylistykę hard rocka obraną na poprzednim albumie, ale dąży zarazem do jego bardziej melodyjnej odsłony, co będzie drogowskazem dla kilku kolejnych wydawnictw.
Na początek wypada ocenić, jak sprawują się nowe nabytki w zespole. Otóż nadzwyczaj dobrze, kapela gra w sposób bardzo zgrany, jakby grała w takim składzie od początku. Materiał jest ostry, ale i melodyjny, choć mający sporo wspólnego z albumem We, Ourselves And Us. Płyta startuje z kawałkiem o groźnym tytule I'm Your Blood. Potężny hard rock o niskim brzmieniu gitar i basu, z mocną sekcją i melodyjnymi wokalami jako przyprawą. Hermansson dzielnie obsługuje wszystkie gitary, a i solówkę ciosa niczego sobie. Po odgłosach maszerującego wojska rusza oparte na groove'owych rytmach I Know Your Name. Sam początek jakoś jeszcze szczególnie mnie nie rusza, dalej coraz lepiej, chociaż trochę zawodzi mnie głos nowego wokalisty. W poprzednim numerze szło mu bardzo dobrze, ale tutaj brakuje mi pomysłowych aranżacji na linie wokalne. Stronger Than Ever to już kawałek w zasadzie bez wad. Zaczyna się balladowo, ale jak sugeruje tytuł, długo takim pozostać nie może. W rzeczywistości jest to kompozycja ostra i ciężka, chociaż znacznie łagodzą ją ścieżki wokalne i dość łagodnie grające klawisze. Słychać inspiracje szwedzką sceną melodyjnego rocka, a Carlsson próbuje układać swoje aranże w sposób zbliżony do Tempesta z Europe, wokalistów zdają się tylko odróżniać ich barwy głosów. tak czy inaczej, jedna z moich ulubionych piosenek w zestawie. Nie można narzekać też na cholernie dobre Shadow Of The Cross. Po "kościelnych" organach i chórach kawałek nabiera tempa i zamienia się w bardzo dynamiczny numer. Riffy wprawdzie proste, ale posiadające swój urok. Mocarnie musi wypadać to na koncertach w średniej wielkości klubach, ale jeśli pomajstrować w domu odpowiednio z ustawieniem głośników, to można uzyskać ciekawy efekt nawet nie wychodząc z pokoju. Wstęp do Showstopper jest popisem gitarowej sztuki Hermanssona, a zaraz po nim atakuj a nas niskie zagrywki, które z powodzeniem mogłyby się znaleźć na trzeciej płycie Lionsheart. Ale ten kawałek należy nie tylko do Hermanssona, także Carlsson pofolgował sobie za mikrofonem i zaśpiewał w inny sposób niż zwykle, a całości dopełnił swymi pasującymi do reszty partiami Westergren. Klimat zmienia się wraz z akustyczna ballada Even The Sun, zgrabnie kontrastującą z poprzednimi kompozycjami. Wiadomo, jest ballada - jest nastrój. To też jeden z najlepszych utworów na krążku, potrafi zrobić wrażenie nawet na facetach, a kobiety to pewnie skapitulują od razu. No ale po balladzie powrót do grania ciężkiego, choć należy dodać, że muzycy nie zrobili tego w sposób brutalny, po prostu początek Standing Proud zaopatrzony został w gustowną, klawiszową zagrywkę stylizowaną na pianinio/fortepian. Po raz kolejny wokale kojarzą się z Europe przy zachowaniu tych samych co wcześniej zastrzeżeń. Bonebraker przywodzi mi natomiast dokonania ekipy XYZ, podobnie brzmią gitary, brakuje natomiast ścieżek wokalnych na miarę Ilousa, chociaż Carlsson też sobie dobrze radzi. Jest w kawałku coś z przeboju i po kliku przesłuchaniach aż chce się śpiewać refren razem z zespołem. Dość przeciętną kompozycją jest niestety Ready For The Man, ale na każdej płycie grupy znajdzie się jakaś czarna owca. Na początku próbuje coś majstrować ze swoją gitarą wioślarz, ale potem serwuje słuchaczom porcję niezbyt wyszukanych riffów. Zwrotka jest słabiutka, refren taki sobie, broni się tylko bridge miedzy zwrotkami i refrenami, a to głównie dzięki Carlssonowi. Znów dynamiczniej robi się w Race With The Devil, numerze zaiste motorycznym. Może się on spodobać fanom heavy i power metalu, bliżej hard rocka trzymają go tylko stylizowane na Hammondy syntezatory. Rewelacji nie ma, ale nudy też nie. Za to In Your Dreams ucieszy miłośników melodyjnego hard rocka, mniej więcej spod znaku Rainbow. Dobry riff, klasycznie przebojowa aranżacja, no i niemała dawka melodii, zapewne większości słuchaczy numer spodoba się od pierwszego przesłuchania. Na brak hard rocka nie można także narzekać w kończącym płytę No Place Like Hell. Jest tu zaczerpnięty z bluesa drive, ale gitary grają dość ciężko, tak jakby zmieszać jeden bluesowy kawałek Davida Lee Rotha z A Little Ain't Enough z którąś z klasycznych pozycji Deep Purple.
Całościowo chyba płyta nieco lepsza od dwóch poprzedniczek, ale i nieco słabsza od dwóch następczyń. Można uznać ją właśnie jako rozgrzewkę przed wydaniem Kingsize. Warto zauważyć, że zespół jak dotychczas nagrywa krążki średnio raz na 3-4 lata i ta formuła doskonale się sprawdza, chociaż nawet mimo niej na każdym wydawnictwie znajdzie się jakiś zapychacz. mamy teraz rok 2009, ostatni album wydany został w 2008... Strzelam, że kolejnej płyty M.ill.ion można się spodziewać około 2011 r. Póki co nie pozostaje nic innego, jak w oczekiwaniu na nowe dzieło słuchać starszych nagrań kapeli.
Oficjalna strona zespołu: www.million.o.se