Royal Hunt - Moving Target

Royal Hunt - Moving Target

Wydawca: Rondel Records / SPV / Steamhammer / Majestic Entertainment / Magna Carta / Teichiku Records
Rok wydania: 1995

  1. Last Goodbye
  2. 1348
  3. Makin' A Mess
  4. Far Away
  5. Step By Step
  6. Autograph (Instrumental)
  7. Stay Down
  8. Give It Up
  9. Time
  10. Far Away (Acoustic) [bonus track]
  11. Restless [amerykański bonus track]
  12. Double Conversation [bonus track]
  13. Wasted Time (Live) [bonus track]
  14. Flight (Live) [bonus track]
  15. Stranded (Live) [bonus track]
  16. Epilogue (Live) [bonus track]

Skład: D. C. Cooper - śpiew, chórki; Jacob Kjaer - gitary; Steen Mogensen - gitara basowa; André Andersen - instrumenty klawiszowe, gitary; Kenneth Olsen - perkusja
Gościnnie: Maria McTurk i Lise Hansen - chórki

Produkcja: André Andersen

Tuż po zakończeniu trasy koncertowej promującej płytę Clown In The Mirror z zespołu Royal Hunt odchodzi jej wokalista Henrik Brockmann. Jeszcze w 1994 r. posadę gardłowego obejmuje Amerykanin D. C. Cooper, z którym grupa nagra dwa albumy studyjne, oba bardzo gorąco przyjęte przez fanów i powszechnie uważane za najlepsze dzieła formacji w jej dyskografii. Dla mnie nagrane w 1995 r. Moving Target jest płytą o tyle szczególną, że usłyszałem ją jako pierwszą z repertuaru Royala, a było to w czasach bardzo niesprzyjających melodyjnym odmianom rocka i metalu.

Symfoniczność to cecha, którą od razu wychwycimy słuchając otwierającego krążek genialnego Last Goodbye. Drugą będzie dopracowane do perfekcji krystaliczne brzmienie, za które zawsze podziwiałem tę grupę. Wyobraźmy sobie bowiem taką sytuację, że wszystkie zespoły wokół nagrywają płyty jakby w pośpiechu, z brzmieniem jak z fabryki czy garażu, brudnym, nieklarownym, zaniedbanym (grunge, industrial itp.), a tu nagle wynurza się kapela, gdzie jest dokładnie na odwrót - z klarowną jak to tylko możliwe produkcją. Instrumenty grają jak w orkiestrze, każdy robi co do niego należy, a wszystko razem zlewa się w składną sztukę, zupełnie jak w profesjonalnej orkiestrze. Głos Coopera, nowego nabytku w zespole, wydaje się pasować idealnie do tego typu kompozycji i grupa miała naprawdę dużo szczęścia, że znalazła takiego śpiewaka. Te kawałek jest jednym z moich ulubionych numerów RH z całej jego dyskografii, wystarczy go posłuchać, by wiedzieć dlaczego. Nieco mniej symfoniczności w 1348, pojawiają się za to damskie chórki, które mnie nie za bardzo odpowiadają, pewnie dlatego, że przypominają szwedzką Abbę. Brzmienie dalej przestrzenne, do tego dalej dochodzą ostrzejsze gitary i solówka jakby po części skomponowana, po części zaimprowizowana. Dobra kompozycja, aczkolwiek bardziej podoba mi się następne Makin' A Mess. Wstęp nieco jak na starych wydawnictwach Malmsteena, sekcja gra dość umiarkowanie, za to gitary pozwalają sobie na nieco więcej galopu. Ponownie swoim głosem zadziwia D. C., gdyż pasuje jak ulał do potrzeb tego utworu. Z racji tego, że jest on nieco malmsteenowy, bardzo chętnie usłyszałbym Coopera śpiewającego na którymś z krążków Yngwiego, mogłoby to być bardzo ciekawym przeżyciem estetycznym. Według mnie to jeden z klasyków zespołu, ale posłuchajmy, co mamy dalej. Far Away uwielbia japońska publiczność, może dlatego, że inspiracją do powstania tej kompozycji było jakieś azjatyckie trzęsienie ziemi. Jak na mój gust jest to jednak numer nieco za rozwlekły, chociaż refrenu mógłbym słuchać na okrągło. No i następuje Step By Step, kawałek, który przy pierwszym przesłuchania wydawał mi sie nieco infantylny, ale później, a nawet teraz po latach uważam go za jedną z najlepszych pozycji w zestawie. Jeśli nie szukamy niczego szczególnie ambitnego, a po prostu chcemy się rozerwać, to numer doskonale się do tego nadaje. Wystarczy posłuchać go kilka razy i wcześniej czy później będziemy się łapać na tym, że wyśpiewujemy refren razem z zespołem. Tajemnicze dźwięki pianina rozpoczynają instrumentalne Autograph, potem wchodzi reszta instrumentów. Kawałek zaiste brzmi dramatycznie, może nawet niepokojąco i jest prawdziwą ozdobą tego wydawnictwa. Oczywiście osłuchani słuchacze szybko odnajdą w nim barokowe struktury i od razu będą wiedzieć, z czyim stylem gry ten numer im się kojarzy. Stay Down to piosenka poprawna, technicznie nie ustępująca pozostałym, ale ma tę wadę, że nie zapada w pamięć. Może to dlatego, że nie jest tak przebojowa, może dlatego, że sąsiaduje z bardzo dobrymi kompozycjami jawiącymi się jako bardziej wyraziste. Tak czy inaczej efekt jest taki, że po wyjęciu płyty z odtwarzacza patrzymy na spis utworów i nie pamiętamy, co to takiego było, podczas gdy inne piosenki możemy wręcz zaśpiewać. Dla odmiany Give It Up to coś dobrego dla tzw. analityków, czyli słuchaczy lubujących się w wydzielaniu pewnych fragmentów utworu i dywagowaniu nad sensem ich zastosowania. Sam utwór jest wprawdzie prosty, ale zawiera pewne smaczki, których wynajdywanie potrafi sprawić ogromną frajdę. Przy końcu albumu umieszczone zostało Time, dziełko o niezbyt udanym początku, choć na szczęście całkiem zgrabnej treści w swej dalszej części. To nadal dobre Royal Hunt, choć może niezbyt odkrywcze, bo kto zna dwie pierwsze płyty grupy, ten nie usłyszy tu niczego nowego. Ostatnie w moim zestawie jest bonusowe Far Away, zapodane w wersji akustycznej. Całościowo wypada chyba lepiej niż zwykła wersja, aczkolwiek oczywiście wszystko jest kwestią gustu. Teraz, po latach, gdy słucham tego kawałka, niektóre momenty w śpiewie Coopera przypominają mi manierę wokalną Timo Kotipelto, wokalisty zespołu Stratovarius, przy czym Kotipelto śpiewa w jeszcze wyższych rejestrach.

Od momentu wydania krążka aż do niedawna uważałem to wydawnictwo za najlepsze w dyskografii Royal Hunt i nadal uważam za wzorcowe, jeśli chodzi o doskonałe brzmienie. Pierwszy z tych sądów ulega ostatnio weryfikacji, od kiedy spodobało mi się najświeższe jak do tej pory dzieło formacji o tytule Collision Course... Paradox II. Jak na dzień dzisiejszy uważam, że fani muzyki ostrej a zarazem melodyjnej powinni zaopatrzyć się w oba albumy. To naprawdę kawał solidnego grania, do którego chętnie się wraca. Moving Target w moim odczuciu nie zestarzało się ani trochę. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.royalhunt.com