Ron Keel - Metal Cowboy

Ron Keel - Metal Cowboy

Wydawca: Wild West Media Productions
Rok wydania: 2014

  1. Long Gone Bad
  2. Wild Forever
  3. My Bad
  4. What Would Skynyrd Do?
  5. Just Like Tennessee
  6. The Last Ride
  7. When Love Goes Down
  8. Singers, Hookers & Thieves (duet with Paul Shortino)
  9. Evil Wicked Mean & Nasty
  10. The Cowboy Road
  11. 3 Chord Drinkin’ Song (featuring the Sin City Sinners)
  12. My Bad (radio version) [bonus track]
  13. Just Like Tennessee (unplugged) [bonus track]
  14. Singers, Hookers & Thieves (solo acoustic version) [bonus track]

Skład: Ron Keel - śpiew, gitary, gitara akustyczna w [11]; Frank Hannon - gitary, dobro w [4]; Mike Vanderhule - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Keith Robert - gitara prowadząca w [1,3,6], solo w [5]; Travis Toy - dobro w [1,5,6,8]; Ronnie Mancuso - gitara basowa, instrumenty klawiszowe w [1,3,7]; Joe Spraker - pianino w [4,5,8]; Kenn Tonn - gitara basowa w [4]; Carol Lyn Liddle i Renée Keel - kowbojki w [4]; Geno Arce - gitara basowa w [5,8,9,10]; Ditch Kurtz - pedal steel guitar w [5]; Paul Shortino - śpiew w [8]; Brent Muscat - gitara prowadząca w [9], gitara prowadząca i chórki w [11]; Louie Merlino - harmonijka w [9]; Zach Throne - gitara basowa i chórki w [11]; Rob Cournoyer - instrumenty perkusyjne i chórki w [11]

Produkcja: R. Bernard Mann i Ron Keel

Fani grupy Keel pewnie z niecierpliwością oczekują kolejnego krążka tej formacji (już od 4 lat), a tymczasem jej frontman, wokalista Ron Keel wydał w 2014 r. swój pierwszy prawdziwy album solowy. Tytuł wydawnictwa mówi sam za siebie, na Metal Cowboy dostajemy ni mniej ni więcej, tylko mieszaninę hard rocka z muzyką country. Całkiem niezłą mieszankę.

Ron Keel (Keel, IronHorse, Steeler, Fair Game) nie ukrywał, że muzyka country była od zawsze jego pasją. Do hard rocka też go ciągnęło, co widać i słychać po jego dokonaniach z formacjami macierzystymi. Na Metal Cowboy wspomaga go całkiem imponująca czereda muzyków z branży, by wspomnieć choćby perkusistę Mike'a Vanderhule (Y&T), gitarzystę Franka Hannona (Tesla), basistę Geno Arce (IronHorse, Keel), basistę Ronniego Mancuso (Red Dragon Cartel), gitarzystę Brenta Muscata (Faster Pussycat, LA Guns) i Paula Shortino (Rough Cutt, King Kobra, Quiet Riot). To, że mamy tu muzyków rockowych, nie oznacza, że będzie nudno, koledzy Rona zadbali, by w utworach pojawiło się i inne instrumentarium. Album otwiera jeden z najlepszych kawałków w całym zestawie, mianowicie szybkie i dynamiczne Long Gone Bad. Zamiar Keela został zrealizowany, mamy tu bowiem i hard rocka i solidną dawkę dobrego country. Najbardziej podoba mi się wstęp odegrany na gitarze akustycznej i wstawki zagrane na dobro, choć reszta tez jest wysokich lotów. Sam Ron w bardzo dobrej formie wokalnej. Wild Forever brzmi jak mieszanka IronHorse, pierwszej płyty Gianta i sporej części kawałków Bon Jovi, zwłaszcza tych z ostatniego dwudziestolecia. Znów hard rock spotyka się z country. Tutaj może nie jest już tak ostro, bliżej temu do AOR-u, no i oczywiście do country. Myślę, że ekipa może śmiało liczyć na jakieś radiowe emisje piosenki w Stanach, przynajmniej w tych mniejszych stacjach. Wstęp do My Bad kojarzy mi się trochę ze słynnym Dead Or Alive Bon Jovi, dalej jest już inaczej, choć też mamy nieco ponury klimat. Warto zwrócić uwagę na głos Rona, który mocno przypomina możliwości gardłowe Kipa Wingera. Dla mnie to plus, tym bardziej, że i gitarki w pewien sposób do Wingera nawiązują. What Would Skynyrd Do?, cóż, ten tytuł popsuł całą zabawę. Southernowy klimat rodem z Lynyrd Skynyrd, tyle że z jeszcze większa dawką country rocka i fajnie pracująca sekcją basu. Doskonałym uzupełnieniem są damskie chórki - robia dobre tło, nie dominują w nagraniu, a także saloonowo pogrywające pianinko. Fajnie też wypada moment, gdy Ron wola "Come on, Frankie" i na zawołanie pojawia się solówka Hannona. Just Like Tennessee to już czysta jak łza ballada country, coś, czego chłopaki z Poison mogliby Keelowi pozazdrościć. Na co dzień takich rzeczy nie słucham, ale powiem jedno, gdyby wszystkie kawałki country brzmiały jak ten, mógłbym śmiało słuchać. Kolejne w secie The Last Ride powraca do stylistyki znanej już z pierwszego numeru. Wprawdzie pozostajemy w klimatach country, ale też dostajemy swoja porcję hard rocka. Sama ścieżka jest co najmniej niezła, chociaż wokale Rona mogłyby być bardziej melodyjne, tymczasem są zaledwie poprawne (w porównaniu z poprzednimi kompozycjami). When Love Goes Down nastraszył mnie swoim ambientowo-klawiszowym początkiem, na szczęście dalsza część utworu nie ma już z nim nic wspólnego. Raczej jest to mikstura country, bluesa i AOR-u. Wokalista stara się tu też śpiewać w wyższych rejestrach. Singers, Hookers & Thieves to country-bluesowa ballada odśpiewana wspólnie z Paulem Shortino i wypada kapitalnie. Partie Shortino podobają mi się ciutkę bardziej, ale to akurat rzecz gustu. Dalej mamy Evil Wicked Mean & Nasty, czyli cover znanego już nagrania grupy Keel. Z jednej strony nadal strukturalnie jest to hard rock ze znacznymi podobieństwami do KISS, jak wcześniej, ale całość brzmi jakby mocniej, no i jest dodatkowo okraszona jakimiś elementami muzyki country. Cholernie dobrze wypada numer zatytułowany The Cowboy Road, będący kapitalną mieszanką AOR-u z country. Może to złudzenie, ale wydaje mi się, że sama produkcja ścieżki jest dużo lepsza, jakby bardziej kryształowa od reszty utworów. No i jest to zarazem jeden z największych hiciorów tego roku. 3 Chord Drinkin’ Song to nagranie country z efektem pogłosu, jak gdyby piosenkę zarejestrowano gdzieś w poczekalni na dworcu. Można w nim usłyszeć muzyków zespołu Sin City Sinners. Fajnie to wypada, słychać, że nie zabrakło im poczucia humoru. Na tym kończy się oficjalna część albumu i rozpoczynają się bonusy. My Bad w wersji radiowej prawie niczym nie różni się od edycji zwykłej (chyba że coś uciekło mojej uwadze) i jest równie dobre. Just Like Tennessee zagrane w całości akustycznie wydaje się słabsze od pierwowzoru, ucieka gdzieś ta magia kawałka. Na końcu dostajemy akustyczną wersję Singers, Hookers & Thieves, tyle że tym razem śpiewa sam Ron. Efekt jest taki, jakbyśmy słuchali zupełnie innej piosenki.

Czas na podsumowanie, a to wypada na szczęście cholernie dobrze. Mieszanka country z hard rockiem wyszła Ronowi Keelowi miodnie i już widzę oczami wyobraźni, jak Ron podbiera Poison fanki ;). Na płycie nie brakuje ani kawałków składnych, ani niekwestionowanych przebojów, a do tego jest to wydawnictwo nadzwyczaj równe i wzbogacone odpowiednią dawką smaczków. Ktokolwiek nie ma nic przeciwko country w hard rocku, niech po Metal Cowboy sięga śmiało.

Oficjalna strona Rona Keela: www.ronkeel.com