
Night Ranger - High Road
Wydawca: Frontiers Records / Avalon
Rok wydania: 2014
- High Road
- Knock Knock Never Stop
- Rollin' On
- Don't Live Here Anymore
- I'm Coming Home
- X Generation
- Only For You Only
- Hang On
- St. Bartholomew
- Brothers
- L.A. No Name [europejski bonus track]
- Mountain Song [japoński bonus track i w edycji deluxe]
- Lay It On Me (live from M3 Rock Festival) [japoński bonus track]
Skład: Jack Blades - gitara basowa, śpiew; Joel Hoekstra - gitara prowadząca i rytmiczna, chórki; Brad Gillis - gitara prowadząca i rytmiczna, chórki; Eric Levy - instrumenty klawiszowe, chórki; Kelly Keagy - perkusja, chórki
Produkcja: Night Ranger
Night Ranger kazał fanom czekać na nowy krążek studyjny aż trzy lata, w międzyczasie wypuszczając tylko koncertówkę 24 Strings & A Drummer. Płytę High Road amerykańska ekipa wydała niemal bez większego rozgłosu, wiadomo było tylko, że ma się na niej udzielać klimat gorącego lata.
Nudnie to zabrzmi, ale nie należy spodziewać się żadnych zmian, ani nastawiać na niespodzianki. Od czasu Somewhere In California nie zmienił się ani skład grupy, ani styl muzyczny, co sympatyków zespołu pewnie ucieszy. W moje ręce przez przypadek trafiło japońskie wydanie nowego dzieła, więc spis utworów może różnić się od tego, co dostępne jest na europejskim rynku. Podobnie jak to miało miejsce przy poprzednim wydawnictwie, piosenka rozpoczynająca płytę jakoś mnie nie urzekła. Tytułowe High Road to taka mieszanka AOR-u i melodyjnego rocka, za jaką akurat nie przepadam. Brakuje mi tu porządnego riffu, zamiast którego dostaję przeciętne granie rytmiczne w stylu, powiedzmy, Harem Scarem. W sumie, jak się dobrze wsłuchać, to i doszukamy się czegoś z country, co nawet nie musi dziwić, biorąc pod uwagę kraj pochodzenia kapeli. Podobać mogą się natomiast solówka i smaczki w postaci aranżacji smyczkowych i klawiszowych. W mój gust trafia za to kolejne Knock Knock Never Stop. Na początek odważne podciągnięcie strun, dalej całkiem śmiały riff i granie trochę pod Aerosmith z początku lat '90 (rytmika i wokale), podrasowane zagrywkami, których nie powstydziłby się Van Halen. Rollin' On to kawał porządnego hard rocka. Z jednej strony bardzo klasycznego, nawet podchodzącego pod Jimiego Hendrixa, z drugiej znów mamy spore wpływy ekipy Stevena Tylera. Myślę, że numer może nawet spodobać się sympatykom zeszłorocznego dzieła The Winery Dogs. W mniejszym stopniu poszukiwacze zapożyczeń doszukać mogą się i czegoś z KISS (chórki, refreny) i ZZ Top (okolice solówki). Wyobrażacie sobie płytę Night Ranger bez ballad? Jasne, że nie i pewnie dlatego grupa prezentuje nam bardzo zgrabne Don't Live Here Anymore. Oczywiście jest wolno, nastrojowo i akustycznie, choć przy solówce klimat zmienia się i nadchodzi coś w stylu Scorpions (jak w Rock You Like A Hurricane) z odrobiną Kansas. Piąty numer w zestawie zatytułowany I'm Coming Home rozpoczyna się hard rockowo, ale już po chwili mamy do czynienia z AOR-em gdzieś z pogranicza Hardreams i Harem Scarem. Sama ścieżka nie jest zła, jednak nie za bardzo pasują mi tutaj linie wokalne. Początek X Generation brzmi jak spadek po Van Halenie, a dalej już otrzymujemy miksturę wspomnianego Hardreams z The Cult i miałbym znów te same uwagi, co przy poprzedniku. Utwór ma w sobie pewien potencjał koncertowy oraz uzbrojony jest w fajną solóweczkę. Only For You Only to kolejna ballada w secie. Pianistyczny wstęp, a potem dużo gitar akustycznych. Nie jest źle, chociaż do tegorocznej czołówki pościelówek jeszcze trochę brakuje. W Hang On robi się nieco tajemniczo i zarazem bardziej hard rockowo i w sumie jest to jedno z najciekawszych nagrań na tym albumie, a nawet w całej dyskografii zespołu. Jeśli kogoś nie odstraszą brzmienia rodem z lat '70, to jak najbardziej polecam. St. Bartholomew to też przedni numer w warstwie muzycznej, niestety całość psują niezbyt przemyślane wokale. Jak nie było pomysłu na nie, może lepiej było zrobić instrumentala? Dla spragnionych ballad chłopaki z Night Ranger przygotowali jeszcze jedną - Brothers. Ta jest ewidentnie utrzymana w stylu country, ale jakoś podoba mi się bardziej od wcześniejszych. Nic skomplikowanego, za to szybko wpada w ucho i to wystarczy. Na japońskim wydaniu krążka znalazły się jeszcze dwa nagrania bonusowe. Mountain Song... hmm, wielu wykonawców miało kawałki o takim tytule, więc pomyślałem odruchowo, że to może być jakiś cover. Nawet jeśli, to żaden z mi znanych. Sama piosenka nie jest najgorsza i pasuje do zestawu, choć wyróżnia się bardziej energetycznym śpiewem i standardowo ma ciekawą solówkę. Drugi bonus to koncertowe wykonanie Lay It On Me, jednego z największych przebojów z poprzedniego krążka i od razu muszę dodać, że wypada bardzo solidnie. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że lepiej od większości tutejszych nagrań studyjnych.
Całościowo płyta jest udana i trzyma mniej więcej poziom Somewhere In California, aczkolwiek w moim odczuciu jest mniej przebojowa i pewnie z tego powodu będę po nią sięgał rzadziej. Fanom oczywiście wydawnictwo polecam, a sympatycy AOR-u i melodyjnego rocka mogą się z nim zapoznać nie ryzykując pokaleczenia uszu.
Oficjalna strona zespołu: www.nightranger.com