
Driver - Sons Of Thunder
Wydawca: Metal Heaven
Rok wydania: 2008
- Titans Of Speed
- I'm A Warrior
- Fly Away
- Heart's On Fire
- Sons Of Thunder
- Never Give Up
- Change Of Heart
- Dark World
- Winds Of March
- Only Love Can Save Me Now
- Tears That I Cry
- I Believe In Love
Skład: Rob Rock - śpiew; Roy Z - gitary; Reynold 'Butch' Carlson - perkusja; Ed Roth - instrumenty klawiszowe; Aaron Samson - gitara basowa
Gościnnie: Matt Sinner - gitara basowa
Produkcja: Roy Z
Interesujące bywają losy niektórych zespołów. Pod koniec lat osiemdziesiątych do życia powołany został projekt o nazwie Driver, utworzony przez wokalistę Roba Rocka (m. in. w Impellitteri, Axel Rudi Pell, Avantasia, solo) i gitarzystę, a później także producenta Roya Z (współpracował m. in. z Halford, Judas Priest, Helloween, Sebastianem Bachem i Brucem Dickinsonem), do których dołączyli perkusista Reynold Carlson (Tribe After Tribe, Rob Rock, Kollarbone), klawiszowiec Ed Roth (Glenn Hughes, Ronnie Montrose, Rob Halford, Impellitteri) i basista Aaron Samson (znany z występów u boku George Lyncha, Rowan Robertsona i John 5). W 1990 r. muzycy wydali pięcioutworowe demo bardzo entuzjastycznie przyjęte przez fanów i prasę muzyczną, materiał ten jednak nie ukazał się w formie płyty CD. W 2008 r. panowie zebrali się ponownie razem w oryginalnym składzie i zarejestrowali rewelacyjny album o tytule Sons Of Thunder, na którym znalazły się m. in. dopieszczone wersje utworów z legendarnej demówki.
W pierwotnym zamierzeniu krążek miał być następcą wydanego w 1987 r. debiutanckiego albumu M.A.R.S. zatytułowanego Project: Driver. Jak już wspomniałem, pięć kompozycji to nowo nagrane wersje kawałków znanych z demówki, a siedem pozostałych to zupełnie nowe nagrania i co zaskakuje, płyta jest po prostu bardzo spójna, mimo że kompozycje się od siebie różnią, fani zespołu powinni być maksymalnie usatysfakcjonowani. Grupa stylistycznie łączy kilka gatunków muzycznych, ale wszystko oscyluje gdzieś pomiędzy hard rockiem, hair metalem, heavy metalem i melodic metalem. Już otwierający dzieło pierwszy utwór o majestatycznym tytule Titans Of Speed dowodzi, jak umiejętnie muzycy potrafią mieszać te gatunki. Instrumentalny numer pełniący rolę intra zaopatrzony został w perfekcyjnie odegrane partie dość ostrych gitar, przywodzące na myśl słynny riff z Waysted Tears Iron Maiden i potężne klawisze, jakich pełno było na hair metalowych wydawnictwach dwie dekady temu. Bardzo dobra wizytówka dla całego krążka, a to tylko przedsmak tego, co będzie dalej. I'm A Warrior to kawałek po prostu miażdży swoją siłą i to ze wszystkich stron, zawiera w sobie niemal wszystkie elementy, które uwielbiam w nagraniach innych kapel. I tak otwiera go riff podobny do słynnego Far Cry z repertuaru Icon, tyle że z dodanym do gitary phaserem, Rob śpiewa z większym wyczuciem niż to robił np. w Impellitteri, partie gitar riffami i solówkami przypominają wszystko to, co zawsze powalało mnie na kolana w twórczości Fifth Angel, brzmieniowo blisko temu do drugiego albumu Wicked Sensation, a stylistycznie gra Roya zbliżona jest do tego, co Jake E. Lee prezentował na Bark At The Moon u Osbourne'a. Jest ostro, melodyjnie i z wyczuciem, numer z pewnością zaimponuje fanom hard rocka, hair metalu i melodic metalu. Potęga, lodołamacz, tysiąc ton stali. Następne w kolejności Fly Away zaczyna się dość spokojnie od neoklasycznie wystylizowanych instrumentów klawiszowych (coś na wzór klawesynu), dalej znów ostro, ale też zagrane z umiarem, bez przegięć w żadną ze stron, wszystko w odpowiednich proporcjach. Solówka wymiatana, w której znajdą się też bardziej przemyślane momenty. Sporo flażoletów znalazło się w strukturze kawałka, jak dla mnie bomba. Na wstępie Heart's On Fire trochę oklepany riff, chyba panowie nie mieli dobrego pomysłu na otwarcie, ale dalej już znacznie lepiej, melodie robią wrażenie i po raz kolejny mógłbym wymienić kilka grup, u których podobne patenty pozytywnie wpływają na mój zmysł słuchu, poczynając od Piątego Anioła, a na Magnitude Nine kończąc. W dzisiejszych czasach zwykło się nazywać taki typ gry melodic metalem, ale w sumie nie jest to nic innego jak melodyjne połączenie hard rocka i heavy metalu. W tytułowym Sons Of Thunder muzycy moim zdaniem nieco przegięli, zamiast ambitnie kontynuować wcześniejszą stylistykę, nagrali przeciętny power metalowy numer z wokalami podchodzącymi pod Dickinsona z Ironów. Fakt, że pewnie spora grupa miłośników grania w manierze powiedzmy co szybszych kompozycji Axela Rudiego Pella powinna być zachwycona, ja jednak uważam, że prędkość i galopady same w sobie, bez umiejętnego ich zastosowania, nie stanowią żadnej wartości artystycznej. Pamiętacie taki kawałek Pella o tytule Cry Of The Gypsy? Riff do niego niemal bliźniaczy, tyle że wolniej zagrany, jest motywem przewodnim utworu o tytule Never Give Up. Tutaj też to brzmi neoklasycznie, a Rock śpiewa inaczej niż dotychczas, bardziej jego głos przypomina teraz Vescerę i jego wokalowanie u Malmsteena. Solówka także nie ustrzegła się wpływów neoklasycznych. Tego numeru trzeba słuchać głośno, wtedy naprawdę potrafi poruszyć. Zgadnijcie, skąd wiedziałem, że Change Of Heart będzie balladą? Pytanie retoryczne. Tak, to ballada, a jakże, lecz nieco inna niż większość Wam znanych. Zamiast czystego brzmienia gitar i akustyków zdecydowano się na użycie bardzo lekko przesterowanej gitary elektrycznej z niewielką nutką bluesa i pogłosami przypominającymi trochę gitarę hawajską, również wokalista śpiewa inaczej, z pewnymi nawiązaniami do ballad Rainbow. Ma to swój urok. Największą zaletą kolejnego Dark World jest chyba to, że nie przypomina poprzedników. Bardzo dobrze, zespół nie pozwala nam się nudzić, sami muzycy pewnie też się nie nudzą. Kompozycję określiłbym jako taki ostrzejszy hair metal, tempo raczej wolne, klawisze przez większość czasu tworzą tło dla reszty pozwalając wokalom płynnie i starannie posuwać się do przodu, a gitarom harmonijnie łączyć się z pozostałymi instrumentami. Numer może nie genialny, ale z pewnością udany i robiący wrażenie. Winds Of March swym tytułem doskonale oddaje zawartość. Tempo marszowe, linie wokalne podniosłe i patetyczne, jest w tym coś z Judas Priest z czasów Painkillera, myślę, że i takie Manowar nie powstydziłoby się tego kawałka. Solówka chyba trochę za mało pzemyślana, ale poprawna i technicznie zagrana. Dalej całkiem niezła, bardziej typowa już ballada w postaci Only Love Can Save Me Now, bo są akustyki i podbarwienia klawiszami, lecz słuchacze oczekujący czegoś drapieżnego niech nie skreślają jej z góry. W środku pojawiają się ostrzejsze gitary przy zachowaniu spokojnego śpiewu oraz odjechana w kosmos solówka. Chłopaki starają się nie być sztampowi i nie muszę chyba dodawać, że idzie to im tylko na plus. A teraz zmyłka taktyczna. Spodziewamy się następnej ballady, gdy widzimy tytuł Tears That I Cry, a tu taka niespodzianka. Numer jednak ostry, gitary chodzą w riffach trochę malmsteenowo, zawodzi nieco Rob, jako że w jego liniach wokalnych zabrakło przekonania, feelingu, czy jak to nazwać. Z drugiej strony nie jest to aż tak bardzo istotne, bo sama kompozycja jest po prostu bardzo dobra, a braki w wokalizach zrekompensuje nam wyczesana solówka. Balladą będzie jednak ostatnie w zestawie I Believe In Love. Jest to taka ballada nieco w stylu malmsteenowym, tutaj Rock znów w wysokiej formie, a partie wszystkich instrumentów dobrane zostały w odpowiednich proporcjach i odegrane ze smakiem. Nie da się ukryć, że kawałek chwyta za serce.
Kto by pomyślał, że płyta zespołu o banalnej nazwie, z pretensjonalnym tytułem i taką sobie okładką będzie jednym z najlepszych wydawnictw A.D. 2008. Trzeba naprawdę bardzo się starać, by doszukać się tu jakichś słabych punktów. Moim zdaniem Driver swoim materiałem zadowoli bardzo sporą grupę słuchaczy i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Czy to możliwe, by w jednym krążku ująć wpływy takich wykonawców jak Icon, Iron Maiden, Rainbow, Yngwie Malmsteen, Axel Rudi Pell, Judas Priest, Ozzy Osbourne i Fifth Angel, równocześnie łącząc to w taki sposób, by miało ręce i nogi? Oczywiście, że można i Sons Of Thunder jest na to najlepszym dowodem. Gorąco polecam, album można kupić w ciemno.
Strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/driver1990
Oficjalna strona Roba Rocka: www.robrock.com