RoadHouse - Roadhouse [2025]

RoadHuse - RoadHuse

RoadHouse - RoadHouse

Wydawca: Pralnya Records
Rok wydania: 2025

  1. Surprise, Surprise!
  2. The Shield
  3. Flushed Down The River
  4. Give Me Money
  5. Scary Eyes
  6. Seekers Of The Truth
  7. Ceramic Blues
  8. The Last Flight

Skład: Szymon Jurkowski - gitara, śpiew; Tomek Wójtowicz - perkusja; Hubert Mazurek - gitara basowa

Produkcja: Piotr Zaleski

Lata chwały klasycznego rocka / hard rocka lat '70 mają swój nieodparty urok i nadal stanowią bogatą inspirację dla kolejnych współczesnych grup typu "vintage" jak choćby The Crystal Caravan, Graveyard, Wolfmother, Greta Van Fleet, The Vintage Caravan, czy Dirty Honey, by wspomnieć kilka. Dobrą wiadomością jest fakt, że na rodzimym podwórku mamy też coś na odpowiednio wysokim poziomie. Proszę Państwa, przedstawiamy RoadHouse.

Zespół uformował się w 2018 r. w Zielonej Górze, działa jako trio i w tak skromnym wydawałoby się składzie daje niezły łomot. Muzycy nie kryją się ze swoimi fascynacjami i jako idoli wskazują Led Zeppelin, Deep Purple, Grand Funk Railroad, Aerosmith, Thin Lizzy oraz kilku innych tuzów rocka. Co w tym wszystkim najlepsze, prezentowane na debiucie kompozycje nie brzmią jak odgrzewany kotlet, wydają się znajome, ale są przy tym przekonujące i świeże. Album rozpoczyna utwór Surprise, Surprise! przeradzający się w dynamiczne granie w iście purplowskio-uriahowym stylu, z tym że nie uświadczymy tu Hammondów. Wokal świetnie pasuje do muzyki, a dopełnieniem ścieżki jest rock'n'rollowa, gitarowa solówka. Znacznie wolniejsze The Shield to z kolei "zeppelinówka", nie tylko gitary, ale i sekcja rytmiczna czerpie z Zeppelinów całymi garściami. Słychać, że w pierwszych trzech płytach Zeppów mają panowie rozeznanie. Flushed Down The River to dla odmiany klimaty southernowe pożenione z jakimiś wpływami The Who. Wieczorem przy piwie wchodzi lepiej niż za dnia, a zagrane na żywo pewnie wypada jeszcze lepiej. Jeszcze prostsze strukturalnie jest Give Me Money, takie niemal "stonesowskie", gdzie muzycy sięgają do korzeni rock'n'rolla. Ogólnie najsłabsza pozycja w secie, co nie znaczy że sama w sobie słaba. Na szczęście po niej dostajemy znacznie ciekawsze Scary Eyes. Jest wolniej, quasi balladowo, nastrojowo, a ścieżka przyspiesza dopiero po czwartej minucie w okolicach solówki. Powrót do klimatów purplowskich następuje w skocznym Seekers Of The Truth. Tę mocno zgrabną kompozycję dodatkowo urozmaicają partie grane na harmonijce ustnej (wyobraźnia dopowiada, że mogłyby tu być Hammondy)... a przy okazji jest to jeden z moich ulubionych kawałków z krążka. Po nim, tuż przed finiszem, następuje instrumentalne Ceramic Blues. Zgodnie z tytułem dostajemy blues rockową kompozycję ze sporą ilością różnych smaczków, wręcz popisem umiejętności poszczególnych muzyków. Dla formalności, stylistyka hendriksowsko-zeppelinowska. The Last Flight - dokąd można by polecieć w finałowym utworze? Zespół z pewnością zadbał o to, by fani Deep Purple czy Uriah Heep znów mogli ucztować w swojej strefie komfortu. W niemal 6-minutowym nagraniu znalazło się też miejsce na bluesową (miejscami niemal jazzową) solówkę, gdzie pozostali instrumentaliści idealnie dopasowali się do stylistyki obranej przez wioślarza - a może vice versa...

Płyta trawa niecałe 40 minut i jest dość różnorodna, dzięki czemu nie zanudza. Kompozycje są zgrabne i profesjonalnie zagrane, a przy tym "żyją" i mają ten retro klimat miły sercom fanów klasycznego hard rocka. Linie wokalne pasują do prezentowanej muzyki, co też nie jest takie oczywiste w dzisiejszych czasach. Lubisz grupy wymienione na początku niniejszej recenzji, z pewnością szybko polubisz debiutancki album RoadHouse.

Oficjalny profil zespołu: www.facebook.com/roadhousebandofficial