
Vincent - '87
Wydawca: Vincent
Rok wydania: 2026
- Ejtisowy
- Szansę Dałeś
- Magiczny Film
- Ten Świat
- Tak Wiele
- Płomienie
- Samo Życie
- Sam Na Sam
- Krzyk
- Miasto Płonie
- Stały Ląd
- Sięgamy Gwiazd
Skład: Piotr Sonnenberg - śpiew; Jarek"Jafo" Michalski - gitary; Piotr "Laser" Laskowski - gitara basowa; Tomek "Szary" Szarzyński - perkusja
Produkcja: Piotr Sonnenberg, Jarek"Jafo" Michalski i Tomek "Szary" Szarzyński
Istnieją dwa powiedzenia: cudów nie ma oraz cuda się zdarzają i tutaj mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. Po kunsztownej płycie Space z 2021 r. mogło się wydawać, że wrocławska grupa Vincent spocznie na laurach, bo jak tu przeskoczyć wysoko zawieszoną poprzeczkę. Cóż, nie dość, że się udało, to jeszcze dostaliśmy krążek bardziej melodyjny, utrzymany w stylu lat '80, o co wielu fanów prosiło. '87.
Zanim jednak do tego cudu doszło, wypada nieco wspomnieć o historii. Zespół powstał w 1986 r. jako kontynuacja wcześniej istniejącej formacji Vincent Van Gogh. Debiutancki album zespołu zatytułowany Pierwszy Atak ukazał się w 1992 r., a do 2021 r. wyszły jeszcze cztery kolejne płyty, tak więc zamykające dyskografię '87 jest szóstym dziełem studyjnym Wrocławian. Płytę otwiera mocnym uderzeniem znane od jakiegoś czasu nagranie Ejstisowy. Konkretny, "amerykański" riff i jazda do przodu. Najwięcej skojarzeń można mieć chyba z europejskimi wersjami tego amerykańskiego grania takimi jak Pretty Maids i Bonfire. Zachwycają aranżacje, sposób przechodzenia ze zwrotek w refreny i vice versa, silne wokale, klimatyczny bridge przed gitarowa solówką, no i samo solo doskonałe pod względem technicznym i artykulacyjnym. Kolejne Szansę Dałeś, jak to często bywa, to numer wolniejszy, utrzymany w klimacie balladowym. Tutaj najbardziej ukontentowane będą chyba fanki grupy IRA. Jest bardzo "radiowo"i zapewne te 30 lat temu niejedna rozgłośnia biłaby się o wspomniany przebój. Magiczny Film jest jak cios między oczy. Zgrabny, ostry riff, potem zwrotki jakby kontynuujące jeszcze poprzednika, ale gdy wejdzie refren, uderza prawdziwy majstersztyk. Ultra melodyjny, z killerskimi wokalami, słowem "lata '80 jakie kochamy". Przy pierwszym odsłuchu CD poleciał trzy razy z rzędu, bo zdawało mi się, że lepiej się już nie da. Cóż, nie do końca tak. Ten Świat ani trochę od tego utworu nie odstaje i tu też poleciały ponadplanowe 3 odsłuchy! Ogólnie klimaty "irowate", ale dosłuchałem się też motywów podobnych do pamiętnego numeru Ozzy'ego Osbourne'a Shot In The Dark. Celowo lub nie, bez szczególnych dociekań, inspiracja szlachetna. Przedrefren bajka, super wokale, dobrze zaaranżowane chórki, kapitalna gitarowa robota, świetna sekcja rytmiczna. Kolejny ukłon dla twórczosci IRY z jakąś tam domieszką BAJM, czyli Tak Wiele. Po dwóch wcześniejszych kompozycjach może nie robić już takiego wrażenia, ale wzięte wyrywkowo samo z siebie jest naprawdę dobre... no i ma fajne arpeggia wplecione w bluesującą solówkę, co się ceni. Płomienie to kolejny fajny kawałek, spójnie pasujący do reszty materiału. Warto zwrócić uwagę na teksty (zazwyczaj nie zwracam, mea culpa, ale tu tekst jest mądry, co w muzyce rozrywkowej statystycznie nieczęsto się zdarza). W przypadku ścieżki Samo Życie mamy do czynienia z jeszcze jedną balladówką-Irówką, w Sam Na Sam zresztą też, choć jakieś wpływy Lady Pank też się znajdą (w muzycznej Polsce lat '80 święcili największe triumfy, a skoro niniejszy krążek ma być "ejtis" na całego, to czemu nie oddać im hołdu). Początek Krzyku nie do końca do mnie trafia, na szczęście dalej jest znacznie lepiej, a już bezbłędnie przy zamykających utwór nutach. Z kolei Miasto Płonie to akurat jeden z moich faworytów. Nad numerem unosi się duch IRY, a riff napędowy utworu przywodzi mi na myśl ulubiony kawałek grupy Heaven's Edge. Blisko finiszu umieszczono na wpół akustyczną balladę Stały Ląd. Trochę nie moje klimaty, ale szczególną uwagę zwraca ciekawie pracująca sekcja rytmiczna. Ostatnie nagranie jest zgrabnym połączeniem ballady (zwrotki) i rockera (reszta), ale to przecież jeden ze znaków rozpoznawczych Vincenta. Chyba niepotrzebnie wpleciono rapowankę z innej bajki, aczkolwiek specjalnie też nie przeszkadza.
Co tu dużo gadać, z pewnością najlepsza płyta w dorobku zespołu i zapewne jedna z topówek, jakimi obdarzy nas rok 2026. Przebojowa, melodyjna, gustownie zaaranżowana i wyprodukowana. U starszej publiczności rozbudzi miłe wspomnienia, a młodszym słuchaczom uświadomi, co to znaczy porządne, rockowe granie. Martwi mnie tylko jedna rzecz... Ciężko będzie kolejnemu krążkowi przebić to cudo.
Oficjalny profil zespołu: www.facebook.com/vincent.zespol