
Red Circuit - Homeland
Wydawca: Limb Music
Rok wydania: 2009
- Homeland
- The World Forgotten Sons
- Sun Of Utopia
- Through The Eyes Of A Child
- Absinth
- Fall In The Skies
- Healing Waters
- Canonize Your Sins
- See The Light
- You Can Sleep While You're Dead
- Dead Man On Vacation [bonus track]
Skład: Chitral "Chity" Somapala - śpiew; Markus Teske - instrumenty klawiszowe; Christian Moser - gitary; Andy Klein - perkusja; Tommy Schmitt - gitara basowa
Gościnnie: The SurpriSing-Choir i The Innocence Choir (Christine Wolff, Ines Krautwurst, Anna Krasinska, Harry Muly, Frank Breuninger, Uwe Meyer) - chóry; Andy Kuntz - wstawki wokalne i inne efekty
Produkcja: Markus Teske i Andy Kuntz
Różnego rodzaju mieszanki progresywne są od kilku lat w modzie i desant nowych zespołów dotykających progmetalu wręcz nie ustaje. Większość kapel tego typu jest do siebie podobnych jak dwie krople wody, co akurat dla mnie jest wadą. Z drugiej strony, jeśli szuka się czegoś zbliżonego do tego, co się już zna, bez większego ryzyka można sięgnąć po sprawdzone wzorce.
Bez większych niespodzianek gra dla przykładu niemiecka formacja Red Circuit, którą tworzą muzycy z wieloletnim stażem. Zespół w 2006 r. powołał do życia klawiszowiec Markus Teske, znany producent i inżynier współpracujący wcześniej chociażby z Symphony X i Vanden Plas. Grupa szybko, bo jeszcze tego samego roku, wydała debiutancki krążek o tytule Trance State i zaczęła gromadzić wokół siebie coraz liczniejsze rzesze słuchaczy. Druga płyta w dyskografii kapeli jest bardziej zorientowana na riffy, mocno doprawione partiami klawiszy i z dodatkiem licznych wstawek i efektów. Muzycznie z mojego punktu widzenia jest to po prostu ciężko zagrany heavy metal, plus nieco progresywnego klawisza. W takich ramach prezentuje się chociażby pierwszy na krążku, tytułowy numer Homeland. Słychać, że u podstaw kawałka leżał odpowiednio potężny, gitarowy riff (powtarzany chyba trochę za często), chociaż cały klimat tworzą tu klawisze, przez co całość wypada bardziej symfonicznie. Głos Somapali brzmi potężnie, z mocą, a sekcja rytmiczna dobrze odnajduje się w całym tym metalowym łomocie. Kunszt formacji objawia się jednak moim zdaniem dopiero w następnym w zestawie utworze The World Forgotten Sons. Kompozycja rozpoczyna się wprawdzie balladowo, ale dość szybko przeradza się w utrzymany w średnim tempie numer progresywny. Partie gitar nie są już tak proste jak wcześniej, wokalista zawyżył loty i zdobył się na śpiewanie w sposób bardziej subtelny, natomiast klawisze w dalszym ciągu odpowiadają za tworzenie odpowiedniego nastroju. No i nie zapominajmy o całkiem przyzwoitej, gitarowej solówce. Sun Of Utopia jest nieco rozwlekłe, przy czym dzięki temu zabiegowi ścieżka wypada bardziej monumentalnie. Grupa idzie w dobrym kierunku, zupełnie przeciwnym do otwierającego płytę kawałka i trzeba przyznać, że lepiej spisuje się w wolniejszych piosenkach niż w łupankach. W Through The Eyes Of A Child zespół gra w klimatach melodyjnego heavy metalu, mieszając wpływy z Malmsteena, względnie solowego Vescery (głos Somapali przypomina tu manierę wokalną Michaela Vescery) z wycieczkami na nutę Evidence One (specyficzne połączenia gitar z klawiszami). Ogólnie pozycja udana, chociaż słyszałem wiele podobnych i stąd nie padnę przed nią na kolana. Słabsze numery Silent Call przypomina mi Absinth. Kawałek ma wprawdzie swoje przebłyski, dla przykładu momentami ścieżki gitar wypadają nieźle, lecz sama struktura piosenki nie jest zbyt skomplikowana. Ekipa nadal trzyma klimat znany z poprzedników i dba przy tym o melodykę, więc utwór może się podobać. Fall In The Skies startuje z nutami przywodzącymi na myśl ostatnie dokonania włoskiego DGM i Szwajcarów z Silent Memorial. To takie kopiowanie Dream Theater z czasów Awake i zarazem przy zachowaniu melodyki z epoki Images And Words. Podoba mi się taka stylistyka grania. Tego poziomu nie udało się już utrzymać w kolejnym Healing Waters, a szkoda. Teraz muzycy grają zwykły heavy/thrash metal stylizowany na progres i niestety jak na mój gust brzmi to trochę prymitywnie. Zabrakło mi tu jakichś ciekawszych aranżacji, z którymi zespół wcześniej problemu nie miał. No nic, idziemy dalej. Canonize Your Sins uzbrojone zostało w mocarny początek, czyli w serię gitarowych popisów na miarę Van Halena czy Gianta (załoga Huffa otwierała tak dwie płyty). Reszta kawałka nie dotrzymała kroku wstępowi i wypadła tak sobie. Słuchać się da, jednak bez nadmiernej ekscytacji; sytuacji nie ratuje nawet całkiem zgrabna solóweczka. Pod względem wokalnym wspaniałe jest See The Light - powinno spodobać się fanom Malmsteena czy Rainbow, reszta struktur kompozycji pozostaje za gardłowym nieco w tyle, ale i tak całościowo, właśnie dzięki wokalom, numer trzyma się świetnie. W zasadzie jest to jedna z najlepiej zapamiętywalnych piosenek na albumie. Płytę zamyka oparta na delikatnych klawiszach ballada, utrzymana w jakże charakterystycznym dla Dream Theater stylu (względnie w stylu Savatage, bo i ta grupa grywała podobnie). Tak więc jakiejś hair metalowej pościelówki nie ma się co spodziewać, lecz nic w tym dziwnego, cały krążek z tym gatunkiem wiele wspólnego nie ma. Nie przepadam wprawdzie za takimi kompozycjami, ale toleruję.
Ogólny obraz płyty psuje mi strasznie utwór tytułowy, który jak na złość zespół umieścił na początku wydawnictwa. Sam krążek uważam jednak za udany z racji kilku dobrych kompozycji, a ewentualne wpadki jestem skłonny grupie wybaczyć. Komu mogę album polecić? Fanom Silent Memorial, Silent Call, Evidence One i solowego Michaela Vescery.
Oficjalna strona zespołu: www.redcircuit.de