Human - Earth

Human - Earth

Wydawca: MJM Music / Universal Music
Rok wydania: 1993

  1. Słońce Moje
  2. Hey Your Little Lady (4 Rowery Na Wery Kostrzewy)
  3. Jimi
  4. I See
  5. Faith
  6. Amanda
  7. Polski
  8. Rhinoceros
  9. Bardzo Kocham Moją Mamę
  10. Let's Play Funk
  11. Stay

Skład: Maciej Gładysz - gitary; Krzysztof Patocki - perkusja; Piotr Urbanek - gitara basowa; Kostek Yoriadis - śpiew; syntezatory, fortepian
Gościnnie: Edyta Bartosiewicz - śpiew w [5]; Piotr Korzeniowski - trąbka; Marek Romanowski - puzon; Grzegorz Rytka - saksofon; Jurek Słoma - konga w [6]

Produkcja: Kostek Yoriadis i Leszek Kamiński

Jak to było i nadal jest z polską sceną hard rockową, wiadomo. W czasach świetności tego gatunku w Polsce zespołów się w nim poruszających wiele nie było i nadal nie ma. Na szczęście pośród tych kilkunastu (bo chyba nie kilkudziesięciu) wydawnictw znajdzie się kilka interesujących i utrzymanych na przyzwoitym poziomie. Jednym z takich klejnotów naszej rodzimej sceny był działający na koło połowy lat '90 zespół Human.

Grupę powołał do życia mulitiinstrumentalista i producent Kostek Yoriadis, doświadczony muzyk, mający za sobą współpracę z Izraelem, Papa Dance, Maanam, Lady Pank, a jako muzyk sesyjny również z wieloma innymi wykonawcami. Trzeba przyznać, że do kapeli dobrał sobie odpowiednich kompanów, bo podstawowy skład zespołu to trzech muzyków znanych z niemal kultowej formacji Syndia - gitarzysta Maciej Gładysz (można by o nim książkę napisać; dość wymienić, że udzielał się w takich kapelach jak Wilki, później także w zespołach Edyty Bartosiewicz, Kasi Kowalskiej, Beaty Kozidrak, Budce Suflera, IRA, Vino), basista Piotr Urbanek (wcześniej w Lady Pank, później w Perfect i u Kasi Kowalskiej) oraz perkusista Krzysztof Patocki (później w zespołach Seba, Bracia, jako muzyk sesyjny m. in. grał z Małgorzatą Ostrowską i Justyną Steczkowską). Jako że członkowie grupy nie byli w branży nowicjuszami, na efekt ich pracy nie trzeba było długo czekać. Wkrótce w 1993 r. Human wydał debiutancki i jedyny zresztą w swej dyskografii album noszący tytuł Earth. Przyglądając się okładce i zamieszczonym na niej napisom, można sobie pomyśleć, że płyta to część jakiejś kampanii na rzecz ochrony środowiska, jakie modne były w owym czasie. Zawartość muzyczna to głównie ostry, gitarowy hard rock, z tym że dla smaku dodano też wstawki z innych gatunków, głównie funku. Od razu zaznaczę, że krążek został wydany dwa razy, w pierwszej edycji wypuściło go MJM Music, a w 2005 r. płytę zremasterował i wznowił polski oddział Universal Music, dodając przy tym utwór bonusowy - pochodzące z 1994 r., singlowe nagranie Słońce Moje. Od niego właśnie zaczyna się drugie wydanie albumu. Jest to ballada, w całości oparta na pianistycznym brzmieniu klawiszy i głosie Kostka, bez towarzyszenia sekcji rytmicznej i gitar. Yoriadis nie jest może jakimś wybitnym śpiewakiem, ale dysponuje silnym głosem i w jego wykonaniu linie wokalne brzmią po prostu szczerze. Pierwsze wydanie krążka rozpoczynało się natomiast od kawałka Hey Your Little Lady (4 Rowery Na Wery Kostrzewy). Tutaj z kolei czuć już solidną dawkę hard rocka, niby wyczuwa się w tym coś polskiego (mimo liryków prezentowanych w języku angielskim), chociaż brzmieniowo słyszałem wiele zachodnich kapel grających podobnie (choćby Trouble Tribe). Wyróżnia się poza gitarami partia basu, prowadzona w stylu bardziej funkowym niż hard rockowym, w owym okresie, kiedy dla wielu tradycjonalistów było to nie do pomyślenia, rzecz wciąż ryzykowna. Z Jimi sprawa ma się podobnie, tym razem zagrano coś na styl Hendriksa, ale oczywiście znów z funkowym przykopem. Trochę heavy bluesa, trochę "starodawnego" rocka, z dodatkiem sekcji dętej (trąbka, puzon, saksofon) i z daleka od zawsze modnego popu. Sam numer jakoś mnie na kolana nie powala, jednak podziwiam tu kunszt Gładysza, który wygrywa bardzo zawodowe solówki. Wpływy muzyki funk są aż nadto wyraźne w kolejnym kawałku - I See. Muzycy musieli się w owym czasie najprawdopodobniej zasłuchiwać w Red Hot Chili Pepperes. Za funkiem jakoś szczególnie nie przepadam, to nagranie mimo wszystko mi się podoba. Po ostrzejszym graniu przychodzi czas na coś bardziej nastrojowego. Faith to spokojny, delikatny rock, gdzie również Kostek nie szaleje, może uspokoiła go tak bliska obecność Edyty Bartosiewicz ;). Chociaż w głównych strukturach nie ma tu gitar akustycznych, można utwór potraktować jak balladę. Jest to, de facto, rzecz na światowym poziomie. Pewnego dżunglowego kolorytu dodaje płycie numer Amanda. Pierwsze skrzypce grają tu instrumenty perkusyjne, a konkretnie konga. Piosenka wzbogacona o plemienne zaśpiewki od razu kojarzy się z Czarnym Lądem. Muszę przyznać, że wypadło to znakomicie - trzeba być niezłym ryzykantem i mieć wielkie jaja, by porwać się na coś takiego na płycie rockowej. No i nadciąga główny punkt programu, promowany teledyskiem (miłym, bo z sympatyczną panią na ekranie) kawałek o wdzięcznym tytule Polski. Nadzwyczaj udał się Gładyszowi napędowy riff, którego pozazdrościć mogą mu koledzy po fachu zza oceanu. Niby jest prosty, a jakże wymowny, jak dla nie taka hard rockowa perełka, że o solówce już nie wspomnę. Trochę dziwnie brzmią tu wokale Kostka, z akcentowaną niemal każdą sylabą, lecz do tego idzie się akurat przyzwyczaić. Rhinoceros to powrót do anglojęzycznych tekstów i pianistycznego pokazu Yoriadisa, przynajmniej na początku nagrania. Dalej to już bardziej tradycyjny hard rock w klimatach lat '70, choć melodyki też mu nie brakuje. Takie piosenki są w zasadzie ponadczasowe, bo dobrze się tego słuchało w latach '90 i teraz ponad dekadę później nadal kompozycja wydaje się świeża. Bardzo Kocham Moją Mamę mimo polskiego tytułu jest piosenką odśpiewaną po angielsku. Raz jeszcze całe nagranie opiera się na klawiszach (elektroniczne pianino?), więc numer należy do Kostka. Kobiety się wzruszą, a dzieci ucieszą, co zresztą słychać u końca ścieżki... Jajcarskim kawałkiem jest Let's Play Funk. Zaczyna się od jazzowej improwizacji, po czym przekrzykujący wszystkich głos wzywa do grania funka. Numer bardzo skoczny, gdzie najwięcej popisów wychodzi spod palców Urbanka i teraz już wiadomo, kto był tym fanem Red Hot Chili Peppers ;). Choć z drugiej strony takie same patenty miewało i Extreme, więc przy okazji dodam, że Gładysz pozwolił sobie na figle po gryfie wzorem Bettencourta. Album zamyka jeszcze jedna ballada w secie, tym razem bardziej typowa, bo odegrana na gitarach akustycznych. Stay ze wszystkich pościelówek tutaj zawartych najlepiej do mnie trafia, bo sporo się w niej dzieje. Większa ilość instrumentów, bardziej rozbudowane aranżacje, ponadto mocniejsze wstawki tu i ówdzie, a do tego jeszcze profesjonalna solówka w wykonaniu Maćka. Palce lizać.

Zespół niestety zbyt długo nie poistniał, muzycy zwinęli się po roku wspólnego grania i zajęli się innymi projektami. Yoriadis rozpoczął karierę solową, Gładysz wsparł swym talentem Edytę Bartosiewicz, Patocki zabrał się za muzykowanie sesyjne, a Urbanek wylądował w Tadeusz Nalepa Band. Przede wszystkim Human wystartowało dość późno, w tamtym okresie grunge szalał w najlepsze. Pokazać się kilka lat wcześniej i kto wie, może chłopaki zrobiliby karierę na miarę IRA. Płytę polecam.

Brak oficjalnej strony zespołu