
Praying Mantis - Sanctuary
Wydawca: Frontiers Records / King Japan / Zoom
Rok wydania: 1989
- In Time
- Restless Heart
- Tears In The Rain
- So High
- Lonely Way Home
- Touch The Rainbow
- Threshold Of A Dream
- Playing God
- Highway
- Sanctuary
- Turn The Tide [multimedia track, tylko w wersji rozszerzonej]
Skład: Mike Freeland - śpiew; Andy Burgess - gitary, instrumenty klawiszowe, chórki; Benjy Reid - perkusja; Tino Troy - gitary, instrumenty klawiszowe, chórki; Chris Troy - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, chórki
Produkcja: Andy Reilly
Sanctuary to już dziewiąta studyjna płyta w dorobku brytyjskiej formacji Praying Mantis, ale dla mnie jest to pierwsze spotkanie z tym zespołem. Jak to możliwe? Cóż, uległem łatwo pewnej sugestii - nazwa grupy wydawała mi się power metalowa, a tego gatunku (przynajmniej w jego czystej postaci) raczej unikam. Kiedyś wprawdzie przeczytałem, że muzycy grają NWOBHM, ale to też nie jest stylistyka, która by mnie jakoś pociągała. Wreszcie najnowszy krążek Brytyjczyków wpadł przypadkiem w moje ręce i okazuje się, że muzyka na nim bardzo bliska jest AOR-owi.
Zespół założyli w 1977 r. dwaj bracia, Tino Troy i Chris Troy, faktycznie grupę zwykło się zaliczać do nurtu New Wave Of British Heavy Metal, mimo iż powstała, zanim gatunek ten zyskał popularność. Jednym z pamiętnych faktów z owego okresu jest to, że Praying Mantis supportowało Iron Maiden podczas ich pierwszej brytyjskiej trasy koncertowej. Kapela na początku lat '80 wydała dwa studyjne krążki, ale od samego początku borykała się ze zmianami składu, co tez przyczyniło się do utraty kontraktu płytowego, potem rozpadała się i powracała w zreformowanym składzie. Dość powiedzieć, że na samym stanowisku wokalisty w różnych okresach przez zespół przewinęły się takie znane nazwiska jak choćby Bernie Shaw (później w szeregach Uriah Heep), Paul DiAnno (bardziej znany z Iron Maiden), Gary Barden (MSG), czy nawet Dougie White (Rainbow, Yngwie Malmsteen, Cornerstone). Najważniejsze jednak z punktu widzenia słuchacza w tym wszystkim jest to, iż zespół gra bardzo melodyjnie. In Time rozpoczyna się od delikatnej hard rockowej zagrywki, która może nawet uchodzić za AOR. Potem cały urok trochę psuje szybsze wejście perkusji na power metalową modłę i w zasadzie cały patent na utwór opiera się na właśnie takiej mieszance - raz szybko, raz wolno, przede wszystkim zachowując melodykę. Łatwo wpadający w ucho refren czyni z tej kompozycji potencjalny przebój. Piosenką o charakterze ballady jest Restless Heart, więc długo płci pięknej zespół nie kazał czekać na to, czego najbardziej oczekuje. Cóż, ballada jakich wiele, nie odnajduję tu jakoś niczego, co wyróżniałoby ją spośród innych tego typu, zapewne nie wejdzie ona do panteonu pościelówek wszech czasów i nowego kanonu w tej stylistyce nie ustanowi. Znacznie lepsze jest wolne, utrzymane w kołyszącym tempie Tears In The Rain. Właśnie ze względu na rytmikę przypomina mi ono trochę Can't Stop Me Loving You z repertuaru Steelheart, ale numer "modliszki" jest przy tym bardziej delikatny. Wokalista śpiewa niemal aksamitnym głosem i słychać przy tym, że w swoim fachu ma lata wprawy. Może nie jest jakimś wybitnym śpiewakiem, ale pod względem technicznym niczego mu nie można zarzucić. Gitarowa solówka, jak można się spodziewać, ociera się o bluesa. Całkiem fajnym kawałkiem jest kolejne w zestawie So High. Zaczyna się ciekawie od partii instrumentów klawiszowych, które mogłyby sugerować, że będziemy mieli do czynienia z kompozycją progresywną, ale nic z tego. Dalej grupa połączyła nieco rock'n'rolla z klimatami a'la Rainbow z okresu, gdy śpiewał tam Joe Lynn Turner. Niby zatem numer niezbyt zdecydowany z samego założenia, ale słucha się go znakomicie - jedna z moich ulubionych ścieżek na tym albumie. Lonely Way Home musiało być balladą i jest, tym razem lepszą od wcześniejszej. We wstępie kilka taktów wpisujących się w stylistykę średniowieczną, lecz dalej już coś bardziej tradycyjnego, co powinno usatysfakcjonować fanów ballad z połowy lat '80. Raz jeszcze sposób śpiewania Freelanda przypomina mi manierę turnerowską. No tak, skojarzenia miałem dobre i celnie wyczułem inspiracje Praying Mantis, bo w kolejnym kawałku jego tytuł owe inspiracje zdradza - Touch The Rainbow. Pojawiają się nawet w utworze pewne wpływy neoklasyczne na wzór Blackmore'a. Znów kapela utrafiła w mój gust, bo lubię takie nagrania. Stonowany rocker, bez przegięć w żadną ze stron. Całkiem przyzwoitym i miłym dla ucha kawałkiem jest Threshold Of A Dream. To już właściwie typowy AOR i miłośnicy tego gatunku poczują się jak na swoim terenie. Na podbudowie rockowej mamy delikatny numer, zagrany na łagodnym przesterze i na tyle melodyjny, że można go zapodać słuchaczom spoza publiczności rockowej i powinien się on im spodobać. Nie wspomnę już o tym, że do emisji radiowej utwór jak znalazł. Wstęp do Playing God jest jak na mój gust zbyt przesłodzony, zresztą zagrywki te powtórzą się jeszcze przed solówką, ale dalsza część ścieżki jest już lekko strawna i nie powoduje mdłości. Podobają mi się tu aranżacje wokalne i trzeba przyznać, że gardłowy spisał się tutaj znakomicie. Oczywiście wciąż mamy do czynienia z AOR-em, wciąż nienagannie zaserwowanym. Wraz z początkiem Highway znów nadmiar słodyczy, potem jednak nagranie powraca na właściwy tor. Cieszą ucho gitary grające na czystym lub prawie czystym brzmieniu, wzbogacone przestrzennie pogłosami. Gdyby kawałek został nagrany pod koniec lat '80, zapewne często gościłby na falach radiowych. Na końcu płyty umieszczono kompozycję tytułową. Sanctuary z mojego punktu widzenia jest jednym z najlepszych numerów na krążku, gdyż dzieje się w nim nieco więcej niż w przypadku reszty materiału. Interesujące aranżacje instrumentów klawiszowych, trzymające w napięciu partie wokalne (raz bardziej agresywne, raz łagodniejsze) i poprawnie odegrane pozostałe komponenty. Rzecz naprawdę godna polecenia.
Ani nazwa zespołu, ani tytuł płyty, ani tym bardziej jej okładka nie sugerują, że mamy do czynienia z wydawnictwem AOR-owym, a jest to jedna z najlepszych pozycji z tego gatunku, jakie zostały wydane w tym roku. Spragnieni łagodnego grania, delikatnych melodii przyjaznych radiu, czegoś odprężającego i zarazem nie wymagającego zbyt dużej koncentracji podczas słuchania powinni bez wahania po ten krążek sięgnąć.
Oficjalna strona zespołu: www.praying-mantis.com