
Phantom Blue - Phantom Blue
Wydawca: Shrapnel Records / Roadrunner Records
Rok wydania: 1989
- Going Mad
- Last Shot
- Why Call It Love
- Frantic Zone
- Slow It Down
- Walking Away
- Fought It Out
- Never Too Late
- Out of Control
Skład: Nicole Couch - gitary, chórki; Gigi Hangach - śpiew, chórki; Michelle Meldrum - gitary, chórki; Kim Nielsen - gitara basowa; Linda McDonald - perkusja
Gościnnie: Jennifer Hall - chórki; Mike Mani - instrumenty klawiszowe; Dan Meblin - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Steve Fontano i Marty Friedman
Już w latach '80 ubiegłego wieku istniało kilka zespołów, których skład tworzyły same przedstawicielki płci pięknej, ale mało które z nich odniosły taki sukces jak Vixen i nieco mniej od niego znany Phantom Blue. Ta druga grupa powstała w 1987 r. w Los Angeles w wyniku przyjacielskiej współpracy trzech koleżanek - Michelle Meldrum (gitara), Nicole Couch (gitara) i Lindy McDonald (perkusja). Kontrakt płytowy zapewniła dziewczynom demówka wysłana do Shrapnel Records, czego efektem był wydany w 1989 r. debiutancki krążek, zatytułowany po prostu Phantom Blue.
Trzeba przyznać, że ten żeński kwintet nie miał szczęścia do składu i jego członkinie bardzo często się zmieniały. Aż do momentu rozpadu Phantom Blue w 2001 r. dotrwała w nim tylko perkusistka Linda McDonald. Jak by tego było mało, dwie byłe członkinie grupy zmarły w wyniku powikłań zdrowotnych - najpierw w 2003 r. basistka Rana Ross po serii ataków serca zmarła mając problemy z wątrobą, później w 2008 r. w wyniku wylewu krwi do mózgu odeszła gitarzystka Michelle Meldrum, prywatnie żona Johna Noruma, muzyka znanego z Europe. Wróćmy jednak do czasów debiutu formacji. Producentem krążka został współpracujący ze Shrapnel Records Steve Fontano, pomocny przy produkcji okazał się też związany z tą wytwórnią Marty Friedman (również jako współkompozytor utworu Never Too Late). Wspominam o tym nieprzypadkowo, gdyż np. otwierający płytę numer Going Mad przypomina znacznie shrapnelowskie produkcje z końca lat '80, a zwłaszcza to, co prezentowało w owym czasie Cacophony. Oczywiście gitarowych popisów jest tu znacznie mniej, bo w zasadzie pojawiają się tylko w solówkach, ale pozostaje podobieństwo w brzmieniu instrumentów i w ogólnej strukturze kompozycji. Głos wokalistki przypomina coś pomiędzy paniami śpiewającymi w Heart i Vixen, przy czym Gigi Hangach śpiewa wyraźnie mocniej, ostrzej, wścieklej, z jeszcze większą energią, dlatego zresztą możliwości jej gardła lepiej pasują do materiału z drugiego albumu Phantom Blue. Pierwszy kawałek z krążka jest jednym z najlepszych w zestawie, a po nim następuje taka sobie pozycja o tytule Last Shot. Owszem, jest tu kilka przebłysków, które rozwinięte mogłyby przerodzić się w coś lepszego, niestety potencjał został zmarnowany. Wyszedł z tego zupełnie przeciętny numer, kojarzący mi się nieco z tymi na siłę komponowanymi nagraniami z debiutu Femme Fatale. Mimo wszystko ścieżka posiada dość ciekawy, nieco tajemniczy klimat, a jej ozdobą jest dodatkowo technicznie zagrane gitarowe solo. Why Call It Love, wolniejszy utwór od poprzedników, jest niby delikatny w podkładach i chórkach, ale silnie kontrastuje z tym wizerunkiem mocny głos wokalistki (i jak dla mnie, szczerze mówiąc, jest to strzał w dziesiątkę!). Rewelacja i silny argument za tym, by krążek zakupić. Do piosenki nakręcono promocyjny teledysk, do którego sesja odbywała się w zakładzie karnym w Carson City w Nevadzie. Dość dobrym kawałkiem jest Frantic Zone, choć tym razem również nie obyło się bez brzmieniowych i kompozycyjnych nawiązań do twórczości Cacophony. Dla jednych może to być wadą, dla innych zaletą. Numer mi się podoba, aczkolwiek irytuje mnie to brzmienie, jakby nie było nagrywane w studiu nagrań, tylko w jakimś pomieszczeniu obok niego. Chyba całej płycie przydałoby się zresztą porządne remasterowanie. Przyzwoitą ścieżką jest Slow It Down, może nie jest to jakiś hit, ale nieźle się jej słucha. Pewnie dałoby się z tego zrobić przebój, gdyby lepiej zatroszczono się o brzmienie całości, no i nie zaszkodziłyby jakieś bardziej wyeksponowane klawisze. Dalej zamieszczono Walking Away, które z perspektywy czasu nie wydaje się niczym szczególnym, ale jak na czas swego powstania było po prostu poprawnie zbudowaną i zagraną kompozycją. Najbardziej podoba mi się tu wstęp do solówki, jak i sama solówka będąca naprawdę wysokich lotów. Udał się też dziewczynom kawałek Fought It Out, gdzie wokalistka śpiewa nieco w stylu Janet Gardner z Vixen, tyle że szybciej i jakby bardziej agresywnie. Gitary Meldrum i Couch tworzą tu zgrabne duety i w ogóle numer pod względem składniowym wypada tak, jakby przy jego komponowaniu maczał palce jakiś profesjonalny kompozytor z zewnątrz. Czyżby ten zbawienny wpływ wywarł tutaj kredytowany Peter Marrino? Podczas tworzenia Never Too Late, jak już wspomniałem, udzielał się Marty Friedman i faktycznie można tu wychwycić kilka charakterystycznych zagrywek dla tego gitarzysty, chociaż jeśli ktoś spodziewa się tu czegoś w stylu Megadeth, to trafił pod zły adres. Prędzej natkniemy się na riffy nawiązujące do pierwszego solowego krążka tego artysty. Sama piosenka, głównie ze względu na linie wokalne, bardziej przypomina mi nagrania z repertuaru Lity Ford i de facto jest miła dla ucha. Album zamyka numer zatytułowany Out Of Control, nie pozbawiony pewnych naleciałości charakterystycznych dla wczesnych wydawnictw shrapnelowskich. W sumie mogłoby coś takiego nagrać Cacophony, pewnie nie powstydziłby się tego np. Racer X. Jak na końcówkę krążka ścieżka naprawdę udana. Płyta sprawia wrażenie zbyt krótkiej, lecz jak na rok jej wydania taki czas trwania był w zasadzie standardem. Przy okazji dziewczyny nie zawaliły swego debiutu nadmierną ilością zapychaczy.
Album nie pozbawiony pewnych mankamentów, głównie jeśli chodzi o brzmienie i walory kompozycyjne, słychać jednak, że materiał się broni. Gdyby tak w produkcję wpakować milion dolarów i dopieścić to i owo, to pewnie o formacji byłoby nie mniej głośno niż o Bon Jovi, Vixen, czy Licie Ford. Wraz z wydaniem Built To Perform zespół zarzuci swój hair metalowy image i muzycznie powędruje w kierunku mocniejszego grania. Wiadomo, kobiety zmienne są... Warto posłuchać obu płyt i zobaczyć, jak paniom zmieniają się humory ;)
Oficjalna strona zespołu: www.phantomblue.com