
Phantom Blue - Built To Perform
Wydawca: Geffen Records / Roadrunner Records
Rok wydania: 1993
- Nothing Good
- Time To Run
- Bad Reputation
- My Misery
- Little Man
- Better Off Dead
- Anti Love Crunch
- Loved Ya To Pieces
- So Easy
- Lied To Me
- A Little Evil
- You're Free
Skład: Gigi Hangach - śpiew; Michelle Meldrum - gitary; Karen Kreutzer - gitary; Kim Nielsen - gitara basowa; Linda McDonald - perkusja
Gościnnie: Marty Friedman - gitara w [11]; John Norum - gitara w [6]
Produkcja: Max Norman
Na początku lat '90 nastała swego rodzaju moda na wyostrzanie brzmienia i sporo grup tej modzie uległo. I tak chociażby drugi album Skid Row był bardziej agresywny od "jedynki", zespoły takie jak Winger, Lillian Axe czy Pretty Maids też zaczęły grać inaczej niż uprzednio, czegoś nowego postanowiły spróbować także panie z Phantom Blue. Po wymianie jednej z gitarzystek, zmianie managementu i podpisaniu kontraktu z większą wytwórnią muzyczną w 1993 r. ukazuje się płyta Built To Perform.
Zmiana w stylistyce gry dziewczyn z Phantom Blue jest od razu do wychwycenia. Brzmienie gitar jest ostrzejsze, cięższe i chyba nawet ich strój został obniżony o pół tonu. Nowe kompozycje lepiej podkreślają głos Gigi Hangach, a po klawiszowych dodatkach z poprzedniego krążka nie pozostał nawet ślad. Również sam image sceniczny Meldrum i spółki uległ sporym przeobrażeniom, by nadążyć za duchem czasu. Płytę otwiera niemal tradycyjnie szybka ścieżka o tytule Nothing Good, która pokazuje, że paniom nie brak temperamentu i nie zamierzają się długo rozgrzewać. Gitary pogrywają ciężko i dynamicznie, wtóruje im równo perkusja i muszę przyznać, że właśnie partie perkusji w tym utworze najbardziej do mnie trafiają. Promowane teledyskiem Time To Run to świetny wybór na singla i zarazem jeden z moich ulubionych kawałków w ogóle z repertuaru tego zespołu. Wschodnio brzmiący riff na otwarciu rozbudza apetyt, dalej kompozycję zaczynają dominować mocne, przytłaczające ciężkością rytmiczne zagrywki gitar, na których tle Gigi wydziera się do mikrofonu jak rasowa "Zocha" ;). Uwierzcie mi panowie, żaden z Was nie chciałby się z taką kobieta kłócić w kuchni (lub tam, gdzie są w pobliżu noże). Dzieła zniszczenia dopełnia dopasowana do potrzeb numeru solówka Michelle Meldrum. Bad Reputation jest z kolei udanym coverem nagrania z repertuaru Thin Lizzy. Ten numer wybrano zapewne ze względu na jego skoczność, co pasuje do stylistyki tego albumu, no i daje możliwość poszalenia nie tylko gitarzystkom, ale i perkusistce. Być może miłośnicy wersji oryginalnej mnie zlinczują, ale bardziej podoba mi się wykonanie Phantom Blue i zaryzykuję twierdzenie, że Hangach za mikrofonem spisuje się tu lepiej niż Lynott. Współautorem My Misery jest nieżyjący już West Arkeen (jedna z licznych w muzycznym biznesie ofiar przedawkowania narkotyków), bardziej znany ze współpracy z Guns N' Roses. Jest to dość udana ballada, jakiej nie powstydziliby się pewnie ani Firhouse, Mr. Big, ani nawet Sheryl Crow - świetna rzecz do posłuchania przy ognisku, ale i w domowym zaciszu bliżej wieczora. Gigi, o dziwo, pohamowuje swoje agresywne zapędy i potulnie dopasowuje się do potrzeb kawałka. Jednym z najlepiej zapamiętanych przeze mnie utworów na całe lata było Little Man. Jakoś najbardziej własnie ten numer zapadł mi w pamięci. Może ze względu na te wznosząco-opadające linie gitar i swą rytmikę... Teraz nie robi na mnie juz takiego wrażenia jak kiedyś, ale wciąż jest to pozycja, która mi się podoba. W Better Off Dead gościnnie za gitary chwycił John Norum i wyszło z tego coś pomiędzy Feed My Frankenstein Alice Coopera a Dr. Feelgood Mötley Crüe. Właśnie sympatykom tych kawałków z czystym sumieniem mogę polecić tę ścieżkę. Wprawdzie linie wokalne mogłyby być tu bardziej chwytliwe, ale i tak piosenka się broni. Za Anti Love Crunch jakoś nigdy nie przepadałem, pomysł na to nagranie zawsze wydawał mi się mało zmyślny, mimo iż zwrotka tutaj przypomina mi lubiany przeze mnie refren ze Slave To The Grind Skid Row. Kompozycji w moim mniemaniu nie ratuje nawet łatwo wpadająca w ucho solówka. Tendencje spadkowe w formie zdradza też następne w kolejności Loved Ya To Pieces. Wypełniaczy tego typu słyszałem już setki (może nawet tysiące). By całkowicie nie dyskredytować tej piosenki dodam, że refreny tutaj są całkiem znośne i Michelle ratuje całość jak zwykle niezłą solóweczką. So Easy dziwnie przywodzi mi na myśl dokonania Lynch Mob i to nie tylko pod względem partii gitarowych. Cała kapela gra tak, jakby inspirowała się ekipą Lyncha. W zasadzie nie jest to tym razem zarzut, bo kawałek jest całkiem przyzwoity i może się podobać. Początek Lied To Me ze swym charakterystycznym riffem mógłby sugerować jakiś ukłon w kierunku Megadeth z początku lat '90, ale dalej mamy niemal punkowy numer. I tym razem też daje się wychwycić pewną modę z wczesnych lat '90, gdyż z punk rockiem flirtowali w owym okresie i Vince Neil i Skid Row i Warrant... W A Little Evil gościnnie pojawia się Marty Friedman, lecz jego obecność wyczuwalna jest tylko w genialnej solówce. Sam utwór jest szczerze mówiąc taki sobie i nie trzeba być jakimś szczególnie utalentowanym muzykiem, by takie rzeczy wymyślać na poczekaniu. Na końcu płyty zamieszczono za to dobry numer w postaci You're Free. Jego początek mimo iż jest dość ciężki, jednak nacechowany jest silnie bluesowym feelingiem. Resztę nagrania przeplatają balladowe motywy zagrane z użyciem delikatnego przesteru i ciężkich, wolnych fragmentów, gdzie na przód wysuwa się wokalistka. Gdybym to ja układał listę piosenek, dałbym tę pozycję gdzieś bliżej środka albumu. Z drugiej strony, dobra kompozycja na zakończeniu jest sprytnym wabikiem, by po płytę sięgnąć ponownie...
Wydawnictwo różni się stylistycznie od debiutu, lecz jak dla mnie jest to akurat zaletą, gdyż nie przepadam za zespołami stojącymi w miejscu. Obie płyty udowadniają, że i kobiety dobrze odnajdują się w muzyce rockowej czy metalowej, o ile oczywiście tylko tego chcą i Phantom Blue właśnie może być tego znakomitym przykładem. Krążek nie odniósł jakiegoś oszałamiającego sukcesu, bo po prostu ukazał się zbyt późno. Panowały wtedy już dźwięki ze Seattle, gdzie muzykom nie chciało się doskonalić warsztatu, a fanom robić czegokolwiek, nawet prania brudnej, kraciastej koszuli ;).
Oficjalna strona zespołu: www.phantomblue.com