
Silent Memorial - Retrospective
Wydawca: LMP Limb Music Products / SPV
Rok wydania: 2009
- Human Mind
- Differences
- Fear
- Retrospective:
Part I - The Birth And The Mother
Part II - The Restless Son
Part III - Theoretical Flashbacks
Part IV - The Mind Chaos (instrumental)
Part V - Retrospective
Part VI - Ending Theme - The Darkest Hour
- TV World
- Lost
Skład: Mike Andersson - śpiew; Christoph Baertschi - gitary; Chris Haenggi - instrumenty klawiszowe; Sugar Burns - gitara basowa; Diego Rapacchietti - perkusja
Produkcja: Chris Haenggi
Różnego rodzaju klony Dream Theater zdają się wyrastać jak grzyby po deszczu. Co ciekawe, jakoś kolejni naśladowcy tej grupy raczej specjalizują się w kopiowaniu jej starych nagrań, dość konsekwentnie ignorując jej nowe poczynania. Jednym z zespołów postępujących według tego wzoru jest szwajcarska formacja Silent Memorial, która mimo wtórności materiału warta jest polecenia fanom progresywnych dźwięków.
Szwajcaria nie słynie wprawdzie z dużej ilości zespołów progresywnych, jak i zresztą w ogóle ze zbyt wielkiej ilości kapel rockowych czy metalowych, ale za to dostarcza światu towary wysokiej jakości (by wspomnieć choćby o takich produktach jakGotthard, Krokus, Shakra, China czy Transit, a nie wymieniać rzeczy tak oczywistych jak sery, czekolady, banki i zegarki). Gdybym miał podać nazwy raptem pięciu grup poruszających się w klimatach progresywnych, a przy tym wywodzących się z tego alpejskiego kraju i które wybiły się na świat, to nie wiem, czy zdołałbym tego dokonać. Tak więc mamy Silent Memorial i ta nazwa wobec istniejącej sytuacji faktycznie może być swego rodzaju pomnikiem szwajcarskiej muzyki rockowo-metalowej. Historia formacji sięga czasów z początku lat '90, kiedy to z inicjatywy gitarzysty Christopha Baertschiego powstał cover band o nazwie Squadron 41. Kiedy z grupy odszedł wokalista, reszta muzyków postanowiła zmierzyć się ze zdobywającym coraz większą popularność progmetalem i rozpoczęła komponowanie autorskich utworów. Najpierw w 1996 r. skład wzmocniony został przez klawiszowca Christiana Haenggiego, potem nagrano demówkę, a po dłuższych poszukiwaniach dobrego wokalisty do współpracy udało się namówić Szweda, Thomasa Vikströma (obecnie na pokładzie ekipy Covered Call). Mając Thomasa w składzie grupa podpisuje kontrakt płytowy z wytwórnią EMI, zmienia nazwę na Silent Memorial i w 1997 r. zabiera się za rejestrowanie debiutanckiego krążka o tytule Cosmic Handball, który ukazuje się rok później, ale niestety tylko w Azji. Wkrótce po jego wydaniu z zespołu odchodzą basista i perkusista, a na początku nowego millennium, również bez wokalisty, gitarzysta i klawiszowiec komponują nowy materiał, czego efektem są kolejne demówki nagrane w 2005 r. Znów muzycy poszukują gardłowego, rozsyłają dema do różnych śpiewaków, w końcu oczarowany ich piosenkami do grupy dołącza kolejny Szwed - Mike Andersson, wcześniej występujący z melodyjnymi metalowcami Cloudscape. Drugi krążek gotowy jest już w 2007 r., ale znowu poszukiwania wytwórni przeciągają się i album o tytule Restrospective ukazuje się dopiero w 2009 r. Pierwsze w zestawie Human Mind to bardzo dopracowana kompozycja, mocno nawiązująca do twórczości Dream Theater z czasu pamiętnych albumów Awake i Images And Words. Podobne, ciężkie brzmienia gitar jak z okresu "awake'owego" i wplatane czasami momenty przywodzące na myśl rozbudowane, bardziej liryczne fragmenty z "Images...". Tym, co od razu odróżnia zespół od znanych kolegów z branży, jest barwa głosu i sposób śpiewania wokalisty. Gardło Anderssona posiada jakby pewną chrypkę, jakiej u LaBrie się nie uświadczy, ale i tak podobieństwa między obydwoma zespołami są aż nadto słyszalne. Sytuacja dużo nie zmienia się wraz z Differences, drugim utworem na płycie. Progmetalowa jazda z początku nagrania z pewnością ucieszy maniaków tego gatunku, a łagodniejsze partie następujące dalej mogą spodobać się fanom wolniejszych ustępów z Queensrÿche i Fates Warning. W głosie Anderssona następuje pewna zmiana maniery wokalnej, barwą i pomysłami aranżacyjnymi bliżej tym razem do Magnitude Nine, czy nawet Pink Cream 69, a wrażenie to potęgują jeszcze odpowiednio dobrane chórki. Osobliwą, ale i zarazem udaną mieszankę stylistyczną, wciąż oscylującą w klimatach progmetalowych, grupa prezentuje w Fear. Uważne ucho dosłyszy się zapewne zapożyczeń od Savatage, Fates Warning, tegorocznego Pantommind, a nawet od Yngwiego Malmsteena (ten ostatni najbardziej słyszalny jest w monumentalnych partiach klawiszy). Ogólnie rzecz ujmując, jeśli ktoś lubuje się w melodyjnym progresie, to jest to zdecydowanie pozycja dla niego. Tytułowe Retrospective kompletnie niczym nie zaskoczy, skoro znamy poprzednie kawałki. Gdyby tak wyobrazić sobie po raz kolejny "awake'owy" Dream Theater, lecz zagrany z większą melodyjnością jak z epoki "Images...", to właśnie ten utwór doskonale oddaje ów klimat. Niby kompozycja składna, udana i ciesząca ucho, a jednak jakoś wolę poprzedniczki. Może to za sprawą linii wokalnych, które tym razem nie są aż tak porywające. Na początku kolejnego The Darkest Hour zespół próbuje zdecydowanie oderwać się od stylistyki obecnej we wcześniejszych nagraniach, tyle że efekt ten jest raczej mało imponujący. W dalszej części utworu przewija się ponury nastrój (zapewne w odniesieniu do tytułu ścieżki), lwią część roboty odwalają klawisze, na których numer bazuje, ale trzeba przyznać, że raczej niewiele się w tej piosence dzieje. Jak na progres, to za mało zmian tempa, za mało zaskakujących rozwiązań (o ile w ogóle coś tu może słuchacza zaskoczyć). Podobne rozwiązania miało na swoim debiucie szwedzkie Silent Call, lecz tam trwało to z reguły krócej, więc i nie mogło nużyć. Po dwóch kawałkach, do których można było mieć jakieś obiekcje, nadszedł czas na coś lepszego. TV World rozpoczyna się od hard rockowych riffów, choć zagranych z większym naciskiem na rytmikę i już robi to lepsze wrażenie. Dalej struktura ścieżki opiera się na sprawdzonych patentach, czyli przeplataniu spokojniejszych momentów z tymi bardziej agresywnymi. Chciałoby się rzec, zupełnie jak w Fates Warning. Kopiowanie dobrych wzorców nie może być złe. W mój gust trafia także ostatnie w secie Lost. Poszczególne składowe tego kawałka wypadają różnie, jeśli chodzi o stylistykę gry, ale zawsze ciekawie. Początek kompozycji jest dość mroczny i wolny, jak w wielu nagraniach Silent Call, lecz połowa utworu to prawdziwa niespodzianka. Nagle robi się bardziej melodyjnie i radośnie, nuty wyraźnie wędrują w stronę stylistyki AOR-owej, w klimaty rodem jak z Sunstorm, czy Place Vendome ( w porównaniu do ich ostrzejszych numerów). Całościowo piosenka warta wysłuchania.
Siedem utworów to w sumie niewiele jak na dzisiejsze standardy, nawet jeśli są to kompozycje dłuższe niż zwyczajowe piosenki, ale liczy się fakt, że płyta jest bardzo spójna i przede wszystkim cholernie dobra. Pięć numerów wspaniałych i zaledwie dwa raptem dobre - zaiste niezły wynik. Album polecam wszystkim fanom melodyjnego progmetalu, którzy lubią zapożyczenia od Dream Theater, Fates Warning, Magnitude Nine i sporadycznie od innych zespołów oraz tym, którym podobał się debiut Silent Call.
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/silentmemorial