Pagan's Mind - Heavenly Ecstasy

Pagan's Mind - Heavenly Ecstasy

Wydawca: SPV / Steamhammer
Rok wydania: 2011

  1. Contact
  2. Eyes Of Fire
  3. Intermission
  4. Into The Aftermath
  5. Walk Away In Silence
  6. Revelation To The End
  7. Follow Your Way
  8. Live Your Life Like A Dream
  9. The Master's Voice
  10. Never Walk Alone
  11. When Angels Unite
  12. Create Your Destiny [bonus w limitowanym digipaku]
  13. Power Of Mindscape [bonus w limitowanym digipaku]

Skład: Nils K. Rue - śpiew; Jørn Viggo Lofstad - gitary; Steinar Krokmo - gitara basowa; Stian Kristoggersen - perkusja; Ronny Tegner - instrumenty klawiszowe
Gościnnie: Espen Mjøen - chórki; Ole Alexander Wagenius - chórki

Produkcja: Jørn Viggo Lofstad

Gatunek muzyczny w skrócie określany jako prog power jest dość pojemny i podchodzę do niego zawsze z pewnym dystansem. Jedni wykonawcy trafiają w mój gust, inni nie, a w dużym stopniu zależy to od proporcji czy więcej w tym "prog" czy "power". Norweskim Pagan's Mind nie interesowałem się szczególnie, ale po usłyszeniu płyty Heavenly Ecstasy grupa rozbudziła skutecznie moją ciekawość.

No właśnie. Początkowo Pagan's Mind grało bardziej progresywnie, ale szybko dodało do swojej muzyki liczne elementy charakterystyczne dla power metalu. Może dzięki temu zrobiło się bardziej przystępne dla typowego słuchacza (a co za tym idzie, również bardziej komercyjne) i zyskało większą sławę, ja jednak wolę ten progresywniejszy wizerunek zespołu. Grupę powołało do życia w 2000 r. trzech członków Silverspoon - wokalista Nils K. Rue, perkusista Stian Kristoffersen i gitarzysta Thorstein Aaby. Do dnia dzisiejszego muzycy nagrali z pewnymi zmianami w składzie sześć albumów, w tym jeden koncertowy, mieli też okazję występować na wielu prestiżowych festiwalach jak choćby ProgPower Europe, ProgPower USA czy Sweden Rock Festival i grać u boku takich grup jak Sonata Arctica, Fates Warning, Brainstorm i Stratovarius. Warto dodać, że kunszt wykonawczy członków formacji doceniły i inne kapele - Lofstad współpracował choćby z Jørnem Lande, Rue dołączył do Kanadyjczyków z Eidolon, a Kristoffersen dostał się do Firewind. Historycznym formalnościom poczyniłem zadość, więc już z czystym sumieniem mogę przejść do opisywania piątego dzieła studyjnego Pagan's Mind zatytułowanego Heavenly Ecstasy. Jest to pierwszy krążek wydany dla wytwórni SPV Records i choć słyszałem go dopiero kilka razy, wydaje mi się on najlepszym jak dotąd daniem zaserwowanym przez tę norweską ekipę. Płytę otwiera zgrabne, choć krótkie intro zatytułowane Contact pełne wschodnich motywów i przywodzące na myśl skojarzenia z muzyką arabską i piaskami pustyni. Potem płynnie wchodzi wciąż wschodnio brzmiące Eyes Of Fire, czyli pierwszy utwór właściwy. Naturalnie moje skojarzenia wędrują od razu w kierunku Tunezyjczyków z Myrath, ale dalej wszystko przechodzi już w bardziej tradycyjnie europejskie granie. Na brak melodii narzekać nie można, szczególnie melodyjnie wypada w refrenach głos wokalisty Nilsa. Gitarowo trochę podobieństw do załóg typu Coldspell czy StoneLake. Elementów progresywnych trochę mało, życzyłbym sobie ich zdecydowanie więcej. Zaskoczyć może kompozycja o tytule Intermission, gdzie da się wyczuć nostalgię za latami '80. Nie owijając w bawełnę, mamy tutaj mieszankę melodyjnego hard rocka z AOR-em i czegoś takiego nie powstydziłoby się zapewne np. Brother Firetribe. Tutaj wstawek progresywnych jeszcze mniej niż u poprzednika, chociaż tym razem i tak byłyby raczej zbędne. Bardzo lekko strawny i szybko wpadający w ucho kawałek. Po nim już bardziej typowy dla progmetalu utwór Into The Aftermath. Jakieś echa po Dream Theater (bez nich nie może obejść się większość współczesnych płyt progresywnych) i ich naśladowcach typu Silent Memorial. Fajna rzecz, tym bardziej że odmienna od pozycji wcześniejszych. Jedyne, co mi tu nie odpowiada, to te chwilami ostrzejsze zaśpiewy wokalne, nawet bliskie growlingu czy brzmiące industrialnie. Walk Away In Silence to ścieżka kierowana do... fanów Dokken! Od samego początku dokkenowo chodzą tu gitary i tylko linie wokalne ciążą ku... no właśnie, jeszcze jedna niespodzianka, ku Queensrÿche! Kapitalna i świetnie sprawdzająca się mikstura. Podobne terytoria penetrowało dekadę temu również w udany sposób Wycked Synn. Znalazłoby się i coś z Pink Cream 69, względnie z Eden's Curse. Bomba. Revelation To The End rozpoczyna się heavy metalowo, by wraz z wejściem wokali zrobić ukłon w stronę Dream Theater. Raz jeszcze jakieś podobieństwa do StoneLake. Ogólnie można to wszystko nazwać czymś w rodzaju progresującego melodic metalu. Follow Your Way startuje tak, jakby ze smyczy spuszczono klawisze, mamy trochę przestrzennych brzmień i oczywiście ostre gitary. Cały zabieg przypomina mi trochę dokonania szwedzkiej Andromedy i kto wie, czy nie jest to w istocie ukłon w stronę skandynawskich kolegów. Główne struktury opierają się na instrumentach klawiszowych i liniach wokalnych, reszta jakby tworzy tło lub uzupełnia kompozycję. Najbardziej podoba mi się tu piękna, przyozdobiona bluesową artykulacją gitarowa solówka. O wilku mowa, bo Live Your Life Like A Dream też ma w sobie bluesowy feeling. Tak poza tym to jest to ballada z klawiszowymi podkładami. Może nie przypomina klasycznej pościelówki, bo gitar akustycznych tu brak, niemniej jednak swój klimat z pewnością ma. Jakoś tak od stylistyki całej płyty odbiega "patatajująca" galopada o tytule The Master's Voice. Niby jakieś elementy progresywne tu i ówdzie się przewiną, niby i riffy mają w sobie coś hard rockowego, ale ogólnie jest przede wszystkim szybko. Linie wokalne zmieniają się znacznie, bo znajdziemy tu nawet black metalowe skrzeki na miarę Children Of Bodom czy Cradle Of Filth. Podoba mi się ten zabieg, choć jestem zaskoczony, bo nie spodziewałem się takowych wycieczek na tym wydawnictwie. Łagodniej robi się w Never Walk Alone, utworze w sumie takim sobie. Wprawdzie poprawnie zagranym i nie posiadającym jakichś zgrzytów, jednak jakoś tak mało zapamiętywalnym. Może z małym wyjątkiem dla całej sekwencji wprowadzającej odpowiedni nastrój przed solówką, która akurat przypadła mi do gustu. Standardowe wydanie krążka zamyka When Angels Unite, bardzo króciutka, bo dwuminutowa ballada. Takie całkiem udane, nie zawierające już żadnych niespodzianek wyciszenie po jakże przecież dotychczas zaskakującym materiale. Limitowana edycja w digipaku zawiera jeszcze dwie pozycje. Create Your Destiny to taki sobie kawałek, jednak mogący spodobać się fanom Dream Theater (jakoś przypomina mi niektóre zagrywki z czasów Metropolis Part 2), względnie sympatykom Pink Cream 69 z racji brzmienia gitar i partii wokalnych. Druga piosenka bonusowa ma w sobie coś z ballady, ale i symfonicznego rozmachu. Chyba głównym celem zespołu było tym razem stworzenie przestrzeni. Całkiem miły dla ucha utwór.

Heavenly Ecstasy to album bardzo melodyjny, pełen smaczków i w wielu miejscach zaskakujący. Jeszcze jedna perełka roku 2011, którą mogę z czystym sumieniem polecić fanom melodyjnego grania, zwłaszcza jeśli lubią mieszanie stylistyk takich wykonawców jak Vanden Plas, Coldspell, StoneLake, Dokken, Serenity, Threshold, Queensryche, Dream Theater, Eden's Curse i Pink Cream 69.

Oficjalna strona zespołu: www.pagansmind.com