Dynazty - Knock You Down

Dynazty - Knock You Down

Wydawca: Stormvox Records / Playground Music / Avalon Marquee
Rok wydania: 2011

  1. Sleeping With The Enemy
  2. Get It On
  3. Mr. Money
  4. Throne Of China
  5. The Devil’s Playground
  6. Brand New Day
  7. Hunger For Love
  8. Knock You Down
  9. New Sensation
  10. Wild Nights
  11. The Great Delusion
  12. This Is My Life [skandynawski bonus track]
  13. A Girl Like You [skandynawski bonus track]
  14. Too Much Is Not Enough [japoński bonus track]
  15. One In A Million [japoński bonus track]
  16. Stand As One [japoński bonus track]

Skład: Nils Molin - śpiew; Rob "Love" Magnusson - gitary; Joel Fox Apelgren - gitara basowa; George Egg - perkusja

Produkcja: Chris Laney

Wszyscy już chyba zdążyli się przyzwyczaić do tego, że największym dostawcą melodyjnego rockowego grania jest Skandynawia. Co rusz pojawia się jakiś zespół z tej części Europy, który potrafi sprawić, że fani muzyki stylizowanej na lata osiemdziesiąte poczują się jak w złotej epoce hair metalu. Tym razem przedstawiamy drugi już krążek w dyskografii szwedzkiej formacji Dynazty.

Grupa powstała pod koniec roku 2007 w Sztokholmie. Utworzyli ją muzycy wcześniej udzielający się w takich zespołach jak Foxey, Sharp i Zan Clan. Do dnia dzisiejszego zyskała sobie nieco sławy nie tylko poprzez bardzo melodyjne hard rockowe granie, lecz także dzięki żywiołowym koncertom u boku takich bardziej ugruntowanych w branży marek jak The Poodles, Hardcore Superstar czy Brother Firetribe. Debiut Dynazty wydany dla Perris Records i ochrzczony tytułem Bring The Thunder ukazał się w 2009 r. i zawierał mieszankę muzyczną stylistycznie nawiązującą po trochu do Crazy Lixx i H.e.a.t, ale przede wszystkim mocno naznaczoną wpływami brzmień Chrisa Laneya, który też de facto był producentem owego krążka. Nie spoczywając na laurach Szwedzi na kolejny rok szykują swą drugą płytę zatytułowaną Knock You Down, której wydawcą jest tym razem szwedzki Stormvox. Uwidacznia się tendencja do grania mocniejszego, co słychać choćby w ostrzejszym brzmieniu gitar. Teraz coraz bardziej muzyka grupy upodabnia się do takich wykonawców typu Crashdïet i Hardcore Superstar. Płytę otwiera żywiołowe Sleeping With The Enemy. Gdzieś już słyszałem podobne melodie i bliźniacze aranżacje, ale nie pamiętam dokładnie gdzie. Może było to nasze rodzime Joy Machine, może u Brytyjczyków z King Lizard... Istotne, że spełnia się pomału zapowiedź z tytułu albumu i ta muza naprawdę kopie dupsko. W Get It On mamy bardziej typowego melodyjnego hard rocka, choć oczywiście ostrego. No, tutaj już Szwedom bliżej do Crazy Lixx i Chrisa Laneya. Jakichś nadzwyczajnych kaskaderskich wyczynów tu wprawdzie nie ma, niemniej jednak piosenka od razu trafia w ucho i to się liczy najbardziej. Dobry, zabawowy numer. Mr. Money trochę zostaje w tyle za poprzednikami, choć to wciąż udany kawałek. Najlepiej się chyba sprawdzi na jakiejś imprezie, przednio się go zresztą słucha po dwóch browarach. Throne Of China rozczarowuje swoim "brudnym" początkiem, potem jest już lepiej. Coś na wzór "gniewnie" wyśpiewanych zwrotek i już bardziej melodyjnych refrenów. Dość przyzwoita solówka. OK, całościowo może być. Zmiana klimatów na bardziej bluesująco-bujające w The Devil’s Playground. Więcej kołysania i specyficznego feelingu, nadal jednak pozostajemy w kręgu mocnego grania. W zasadzie nie ma się tu do czego przyczepić. W Brand New Day sposób śpiewania Nilsa przywodzi mi na myśl pewne nuty wygenerowane przez gardło Coverdale'a na whitesnakowym Slip Of The Tongue, przynajmniej melodycznie, bo jednak barwy głosów obu śpiewaków są odmienne. Myślę, że utwór przypadnie do gustu fanom Whitesnake z tamtego okresu. Hunger For Love strukturalnie przypomina kompozycje z debiutu Dynazty, z tym że tym razem mamy więcej brudnych brzmień gitar, przez co całość automatycznie nabiera ostrości. Ale i jest w tym utworze coś z ballady, może to przez łagodniej odgrywane i odśpiewywane refreny, gdzie z kolei Molin podpada pod manierę wokalną Tempesta z Europe i Martenssona z Eclipse. Nadszedł czas na tytułowe Knock You Down. Numer bardzo dynamiczny, sunący do przodu i do samych melodii się nie przyczepię. Trochę nie bardzo pasuje mi natomiast barwa głosu Nilsa, który bezsprzecznie dobrze się sprawdzał we wcześniejszych kompozycjach, a tutaj jego próba dorównania w wysokich rejestrach Tony'emu Harnellowi chyba nie bardzo mu wychodzi. No nic, rzecz gustu. Dalej leci New Sensation, utworek wciąż hard rockowy, ale z jakimś dodatkiem funku, powiedzmy, że coś na wzór Glenna Hughesa. Podejrzewam, że ekipa Lynch Mob też by się go nie powstydziła. Dla mnie największą zaletą jest mimo wszystko fakt, iż zamieszczone na krążku kawałki się od siebie różnią. W Wild Nights prym wiedzie ciekawa partia gitary basowej, choć linie gitar rytmicznych dodają jeszcze ścieżce "pałera". Znów nie bardzo pasują mi tutaj wokalizy Nilsa, jednak z drugiej strony jakieś szczególnie rażące to one też nie są. Niech każdy sam posłucha i wyrobi sobie własne zdanie. The Great Delusion - no cóż, chyba najsłabsza pozycja w zestawie. Podobają mi się tylko partie perkusji i basu, plus wstawka ze świata zewnętrznego przed dość przyzwoitą solówką, reszta kompletnie nie w moim guście. Numer ujdzie, nawet można go polubić, choć bez większej ekscytacji. Japończycy dostali jeszcze trzy utwory bonusowe. Too Much Is Not Enough mogłoby tytulaturą zapowiadać ostry numer, a jednak to ballada, całkowicie akustyczna. Trochę kowbojska, trochę jak do ogniska, ale ma swą siłę wyrazu i powiem szczerze, że mi się to nawet podoba. One In A Million, hmm, też przyzwoita rzecz. Też słychać, że chłopaki czerpią ze stylistyki lat '80 pełnymi garściami. Ten kawałek dobrze sprawdzi się na koncertach. Na koniec jeszcze jedna ballada - Stand As One. Także zasadniczo akustycznie, lecz już z dodatkiem perkusji, no i nie zabrakło również solówki. Tutaj coś dla siebie znajdą fani takich kapel jak Tyketto. Trzeba przyznać, pofarciło się Skośnookim i to potrójnie.

Do genialnych czy odkrywczych krążków Knock You Down zapewne nie należy, bez wątpienia mamy tu natomiast masę solidnych i porządnych numerów czerpiących z najlepszych wzorców melodyjnego hard rocka lat '80. W porównaniu z debiutem Dynazty pozycja wyraźnie ostrzejsza, może nieco inna, ale to wciąż skandynawskie melodyjne granie. Jak najbardziej polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.dynazty.com