Lars Eric Mattson - Aurora Borealis

Lars Eric Mattson - Aurora Borealis

Wydawca: Lion Music
Rok wydania: 2011

  1. Rising
  2. Bounce
  3. Cold Water Spirit
  4. Forward Thinking
  5. Revolutionary Star
  6. The Heart
  7. Eternal Cycles
  8. Clear Skies
  9. Planetary Strength
  10. Parisienne Etude
  11. Midnight Sun
  12. Starfall

Skład: Lars Eric Mattson - gitary, gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Eddie Sledgehammer - perkusja i instrumenty perkusyjne; The Astral Strings and Woodwinds

Produkcja: Lars Eric Mattson

Neoklasyczny metal jest chyba jednym z najbardziej wyeksploatowanych gatunków w muzyce rockowej, a mimo to wciąż pojawiają się kolejne krążki w jakiś tam sposób nawiązujące do dokonań Yngwiego Malmsteena. Zazwyczaj adepci tej sztuki ograniczają się do kopiowania Szweda, niewiele wnosząc od siebie. Trochę inne podejście do sprawy prezentuje na szczęście pochodzący z Finlandii Lars Eric Mattson.

Ten wirtuoz gitary zakotwiczył się w muzycznej branży już kopę lat temu. Odkrył go w 1985 r. Mike Varney, szef wytwórni Shrapnel Records i dzięki niemu Lars miał okazję wydać swoją debiutancką czteroutworową EP-kę. Później muzyk w ciągu lat dla innych wytwórni nagrywał kolejne solowe albumy, część sygnowana była jego pełnym nazwiskiem, część ukazała się pod szyldem Mattson. Różnie też prezentowała się ich zawartość - czasem były to krążki instrumentalne, innym razem nagrane z wokalistami. Bogatą dyskografię artysty uzupełniają jeszcze jego występy w szeregach takich grup jak m. in prawie AOR-owe Vision, bazujące na bluesie Astral Doors (ten zespół utworzył z wokalistą Björnem Lodinem znanym z Baltimoore), progresywne Condition Red (w jego szeregach m. in. grał też wirtuoz instrumentów klawiszowych Derek Sherinian), czy ostatnio neoklasyczne heavy metalowe Iron Mask. Nie można też pominąć wkładu Larsa w promowanie muzyki wirtuozyjnej, progresywnej i neoklasycznej - jeśli ktoś jeszcze nie wie, Mattson jest od wielu lat szefem wytwórni Lion Music, dla której nagrywają choćby Mindsplit, Alex Masi, Anhriel, Seventh Wonder, czy Borislav Mitic. Nowe solowe i zarazem całkowicie instrumentalne dzieło Mattsona o tytule Aurora Borealis wydaje się być stylistycznie skupione wokół pewnego konceptu. Sam tytuł oznacza mniej więcej tyle co północny świt i trzeba przyznać, że klimatycznie utwory mogą przywodzić na myśl pewne skojarzenia ze Skandynawią. Odwołań progresywnych zbyt wielu w zasadzie w głównym trzonie krążka się nie uświadczy, dominuje natomiast granie neoklasyczne, któremu wtórują rozbudowane orkiestracje instrumentów smyczkowych i dętych. Całość przypomina mi trochę twórczość Uliego Jona Rotha, z tym że Roth inspirował się bardziej graniem operowym, a tutaj mamy więcej gitarowego (i nie tylko) baroku a'la Malmsteen. Płyta rozpoczyna się od najsłabszej moim zdaniem kompozycji w zestawie - Rising. W skrócie można ją określić jako neoklasyczny power metal. Irytuje mnie fakt samego tempa nagrania, bo takich numerów słyszałem już tysiące, podobnie rzecz ma się z partiami gitar i galopadą perkusji. Dodatkowo drażni mnie brzmienie perkusyjnych centralek. Poza orkiestracją smyczków nie znajduję tu niczego szczególnie ekscytującego. Na szczęście dalsza część albumu to już porządne granie. Bounce jest bardzo barokowe, zresztą sam Mattson wyjawił, iż wielką inspiracją były tu dla niego "Koncerty Brandenburskie" Bacha. Nawet gdyby nie było tutaj gitar, to już samych partii orkiestry słucha się wybornie. Świetny kawałek, który nie nudzi się nawet po wielu przesłuchaniach. Po nim następuje Cold Water Spirit, podobno inspirowane filmami, gdzie ludzie z jakichś względów lądują w zimnej wodzie. Mi z kolei przypomina to niektóre fragmenty słynnych "Czterech Pór Roku" Vivaldiego. Klimat ścieżki faktycznie chłodny, przy tym melodie bardzo miłe dla ucha. Jedną z moich ulubionych pozycji na krążku jest Forward Thinking. Orkiestracje tutaj poczynione przypominają mi w pewien sposób niektóre rzeczy zagrane przezMarty'ego Friedmana na jego trzecim solowym wydawnictwie Introduction. Już tam takie zabiegi bardzo mi się podobały, więc i tutaj muzyczna potrawa musi smakować wybornie. Dodam jeszcze, że gdzieniegdzie spomiędzy neoklasycznych dźwięków gitara Larsa pobrzmiewa trochę hendrixowo. Revolutionary Star odbiega nieco stylistycznie od poprzedników. Więcej tutaj grania progresywnego/fusion i więcej shredderskiego wymiatania, ale i fani stylu neoklasycznego na wzór Malmsteena też znajdą coś dla siebie. Odmienność tego numeru sprawia, że również on jest nadzwyczaj apetyczny. The Heart początkowo wydawało mi się trochę rozwlekłe, ale po kilku przesłuchaniach polubiłem ten utwór. Najbardziej podobają mi się aranżacje orkiestrowe, gitara jest tu w sumie tylko dodatkiem. Rzecz dla słuchaczy, którzy lubią wolniejsze i bardziej nastrojowe kompozycje. W Eternal Cycles jest już żwawiej i w zasadzie mamy tutaj dość typowe granie neoklasyczne, niestety przewidywalne. Domyślam się, że jest to wynikiem studiowania przez neoklasyków partytur do tych samych utworów, a takie inspiracje muszą przecież odcisnąć piętno na "nowych" ścieżkach. Lepiej trafia do mnie Clear Skies, może dlatego, iż jest mniej generyczne i czuć, że gitarzysta przemyślał każdy dźwięk. Numer bardziej nastrojowy, ilustracyjny i co tu dużo mówić, relaksujący. Mattson chwali się, że gra tutaj tappingiem i faktycznie takie fragmenty wprawne ucho może wychwycić. Planetary Strength rozpoczyna się od aranżacji fletowych jak z jakiegoś "Cyrulika Sewilskiego", potem przechodzi w progresywne pochody barokowe gitar rytmicznych, by wreszcie poprzeplatać trochę partii instrumentów smyczkowych i elementów symfonicznych. W sumie dużo się tutaj dzieje, bo należy jeszcze wspomnieć o mniej typowych podziałach rytmicznych (np. siedem ósemek na takt), ciekawych harmoniach i shredderskich popisach Larsa. Bardzo rozbudowana i zarazem fantastyczna kompozycja. Parisienne Etude już tytułem zdradza, czego można się spodziewać. Jest to etiuda zagrana na gitarze akustycznej zaopatrzonej w nylonowe struny. Kojarzy mi się trochę z nagraniami, jakie na zaliczenie semestru odgrywają adepci konserwatoriów muzycznych. Bez jakichś szczególnych fajerwerków, za to z pewnością miła dla ucha rzecz. Od samego początku Midnight Sun mamy do czynienia z symfonicznym rozmachem, w dodatku nieco mrocznym. Uspokajająco działają za to partie gitary prowadzącej Mattsona, które łatwo dałoby się zastąpić np partiami skrzypiec. Tu i ówdzie pojawiają się zresztą smyczki (najwięcej jest chyba brzmień wiolonczelowych). Raz jeszcze Lars Eric Mattson udowodnił, że nie brak mu muzycznego wyczucia i talentu do komponowania pięknych melodii. Zestaw zamyka bardzo nastrojowe Starfall, gdzie słyszymy tylko orkiestrę i gitarę Larsa. Chwilami mam miłe skojarzenia z płytą Perspective Jasona Beckera. Takich ścieżek dobrze się słucha, kiedy chce się uciec od tego wszechogarniającego buractwa na ulicach. Oczami wyobraźni widzę Diogenesa chodzącego ze świecą za dnia i próbującego znaleźć człowieka...

Zrealizowane z wielkim rozmachem dzieło fińskiego wirtuoza, które można śmiało postawić na półce obok słynnej płyty Malmsteena z orkiestrą i obok solowych albumów Uliego Jona Rotha. Masa przepięknych aranżacji orkiestrowych i oczywiście spora doza neoklasycznego wymiatania gitarowego, zapodanego w bardzo wyszukany sposób. Zdecydowanie jeden z najlepszych neoklasycznych krążków, jakie dane mi było usłyszeć w ciągu ostatniej dekady.

Oficjalna strona artysty: www.larsericmattsson.com