
Overland - Epic
Wydawca: Escape Music
Rok wydania: 2014
- Radio Radio
- If Looks Could Kill
- Stranded
- Rags To Riches
- Liberate My Heart
- Down Comes The Night
- If Your Heart's Not In It
- Rock Me
- So This Is Love
- Wild
- The End Of The Road
- Time For Letting Go
Skład: Steve Overland - śpiew, chórki; Christian Wolff - gitara prowadząca, gitara rytmiczna, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe; Mike Slamer - dodatkowe partie gitar, gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Larry Antonino - gitara basowa; Jay Schellen - perkusja
Gościnnie: Billy Greer - chórki; Billy Trudel - chórki; Fredrik Bergh - dodatkowe partie instrumentów klawiszowych w [5, 6]
Produkcja: Mike Slamer i Christian Wolff
Po pięcioletniej przerwie wypełnionej nagraniami z grupą FM, jej wokalista Steve Overland powraca ze swoim trzecim albumem solowym. Najwidoczniej muzyk wziął sobie do serca pochlebne recenzje płyty Diamond Dealer, bo oto prezentuje słuchaczom dzieło równie wysokiej, ba, nawet wyższej próby.
Jak po tym krótkim wstępie nie trudno się domyślić, Epic jest płytą utrzymaną w stylistyce AOR-owej, więc dominować będą utwory bardzo melodyjne, utrzymane w raczej wolnych i średnich tempach, bez galopad. Ekipa towarzysząca Steve'owi zmieniła się całkowicie, ale szczerze mówiąc jakoś szczególnie tego nie słychać i jest to bardzo dobra wiadomość, która powinna ucieszyć fanów wokalisty i zespołów z nim powiązanych. Szybki rzut oka na skład i już widać kilka znanych nazwisk z kręgu melodyjnych odmian muzyki rockowej, wszak mamy tu członków Hurricane, Kansas, Asia, Seventh Key czy Unruly Child. Słowem, pewnego rodzaju solidna gwarancja jakości. Płytę rozpoczyna dość słodka kompozycja Radio Radio, w której muzycy przenoszą nas do czasów, gdy w stacjach radiowych można jeszcze było posłuchać czegoś przyzwoitego. Mimo iż jestem fanem kilku wyselekcjonowanych zespołów AOR-owych, ta piosenka wydaje mi się ciut przesłodzona, niemniej jednak jest jedna rzecz, która nakazuje mi do tego numeru wracać - gitarowe solo w drugiej połowie nagrania, czyli jazda obowiązkowa. Na drugiej pozycji ulubiona potrawa tygrysów, czyli If Looks Could Kill. Zdecydowanie mniej cukru, a więcej finezji. Podobne kawałki miewało w swojej karierze, nawet tej niedawnej, macierzyste FM. Pięknie prowadzone partie gitar, nastrojowe klawisze i ogólnie marzycielski klimat, to silne punkty tej przepięknej piosenki. Jak dla mnie, zdecydowanie jeden z najjaśniejszych momentów krążka. Wysokim kunsztem grupa Overlanda wykazuje się również w kolejnym Stranded, które przypomina mi coś pomiędzy FM a Marcello/Vestry, z odrobiną Journey, czy nawet Foreignera. Balladowy nastrój może sprawić, że kobieca część publiczności pokocha tę ścieżkę od pierwszego usłyszenia. Do męskiej publiki kierowane jest nieco bardziej rockowe Rags To Riches, mimo iż po ostrzejszym riffie i tak nie uchowamy się przed AOR-owymi aranżacjami. To też jeden z moich faworytów z Epic. Czy wspomniałem już, że płyta ma ogólnie rewelacyjne brzmienie? Jeśli nie, niniejszym to czynię. Wraz z nadejściem Liberate My Heart robi się znów łagodniej i tu nagranie zaczyna nasuwać mi pewne skojarzenia z najłagodniejszymi dokonaniami Kanadyjczyków z Honeymoon Suite. Bardzo dobra ścieżka, gdy szukamy czegoś, by się odprężyć, zrelaksować, odstresować. Zresztą z Honeymoon Suite czy nawet wczesnym klasycznym Bon Jovi jeszcze więcej wspólnego będzie mieć kolejne w zestawie Down Comes The Night. Charakterystyczne tempo, rytmika gitar w podkładach i aranżacje klawiszowe, to było coś, co napędzało multum przebojów z pamiętnych lat osiemdziesiątych. Naprawdę miła dla ucha retrospekcja z łatwo przyswajalnym refrenem. Bluesowo pogrywająca gitara rozpoczyna If Your Heart's Not In It, ale nie dajmy się zmylić, bo znów będziemy mieć tu AOR w stylu znanym z niejednego amerykańskiego filmu lat '80 ("Miami Vice" i tym podobnych). Rock Me to ukłon w stronę fanów gustujących w muzyce FM z ich najlepszego okresu. Na myśl przychodzą od razu nagrania z czasów Aphrodisiac i Takin' It To The Streets, a dla mnie to duży plus, gdyż bardzo lubię te płyty Brytyjczyków. Kwintesencja "delikatnej drapieżności", jakkolwiek może to dziwnie brzmieć, ale chyba tylko dla tych, którzy nigdy nie słyszeli FM. Drugi duży plus to świetna solówka. Przy So This Is Love mógłbym poczynić podobne uwagi, co przy Down Comes The Night, aczkolwiek tutaj wjeszcze większym stopniu unosi się duch jakże specyficznych kompozycji Desmonda Childa. Ktokolwiek obeznany jest z hiciorami lat osiemdziesiątych, od razu będzie wiedział, o co chodzi. Jeszcze ze dwadzieścia kilka lat temu byłby to murowany przebój. Wild ma już aspiracje typowe dla AOR-u, więc jest tutaj nieco spokojniej, ale jeszcze nie balladowo. Fajerwerków nie będzie, ale będzie po prostu gustownie skomponowany i poprawny do bólu utwór. Najbardziej podoba mi się sposób, w jaki zespół przeszedł z gitarowej solówki do śpiewu i ponownie do solówki. The End Of The Road to wprawdzie wciąż AOR, jednak nieco żwawszy, także mający w sobie coś z filmów lat '80. Specyficzne podkłady instrumentów klawiszowych z pogrywającą sobie gitarą i liniami wokalnymi wzbogaconymi o chórki i pogłosy. Album kończy się nagraniem o tytule Time For Letting Go, które kojarzy mi się trochę z solowymi dokonaniami Paula Laine'a (może to przez ten charakterystyczny riff ze wstępu) lub z czymś z klasycznego TNT (z tego lżejszego repertuaru norwesko-amerykańskiej załogi) i w obu przypadkach to akurat zaleta. Gdy kompozycja się już rozkręci, mamy bardziej typowego, AOR-owego Steve'a.
Jak do tej pory jest to najlepszy solowy album Steve'a Overlanda, całkowicie pozbawiony jakichkolwiek wypełniaczy. Ze dwie lub trzy piosenki mogą wydawać się słabsze, ale to tylko dlatego, że w secie stoją blisko prawdziwych killerów. Bardzo udana mieszanka stylistyczna FM, Honeymoon Suite, Foreignera i wcześniejszych solowych dokonań Steve'a. Wśród tegorocznych wydawnictw AOR-owych absolutne "musisz mieć".
Oficjalna strona Steve'a Overlanda: www.overland-shadowman.com