Fatal Smile - White Trash Heroes

Fatal Smile - White Trash Heroes

Wydawca: FS Records / GMR Music Group
Rok wydania: 2014

  1. White Trash Heroes
  2. Like A Rockstar
  3. Heartache & Pain
  4. Dirty Little Secret
  5. Alive & Kicking
  6. I'm The Gun
  7. Down & Out
  8. Reflections From The Past
  9. Gave It All
  10. Hip MF

Skład: MR.Y - gitary; Blade - śpiew; Alx - gitara basowa; Philty - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Douglas Blair - gitara w [10]; Paul Sabu - chórki

Produkcja: Mr. Y

White Trash Heroes to już piąte dzieło studyjne szwedzkiej formacji Fatal Smile i zarazem jej ostatnie, bo grupa kilka tygodni temu się rozpadła. Poczynań Szwedów nie śledziłem wcześniej zbyt szczegółowo, słyszałem tylko jakiś album, który nie przypadł mi do gustu, teraz za to skuszony dość ciekawą, a przynajmniej rzucającą się w oczy okładką, próbuję nadrabiać zaległości.

Zespół Fatal Smile został powołany do życia w Katrineholm w 1995 r. przez gitarzystę Mr. Y. Muzyk ten wraz z basistą Marcusem Johanssonem postanowił przenieść się rok później do Sztokholmu i zająć się graniem "na poważnie". Wśród inspiracji członkowie grupy wymieniają jednym tchem takie nazwy jak Whitesnake, Dio, Accept, Metallica, W.A.S.P. i Dokken. Debiutancki krążek o tytule Beyond Reality ukazał się w 2002 r. nakładem GMR Music, potem przez kolejnych kilka lat formacja zmieniała skład, nagrywała nowe krążki, kręciła teledyski, dużo koncertowała (występy pełne pirotechniki, dymu i ognia), zyskiwała stopniowo coraz większą popularność i jeśli wierzyć zapewnieniom z oficjalnej strony, sporo rozrabiała (uzależnienia od narkotyków i seksu, pobyty w więzieniu, oskarżenia o gwałt, demolki hoteli, bijatyki w barach, wypadki samochodowe spowodowane alkoholem itp.). Tyle historii w skrócie, zajmijmy się muzyką. Tytułowe i zarazem singlowe White Trash Heroes to numer dość ciężki brzmieniowo i rytmicznie. Już tutaj można łatwo i szybko określić styl obrany przez zespół po prostu jako hard rock, nazywany przeze mnie barowym/pubowym. Można odnaleźć sporo podobieństw do Black Label Society, Wig Wam, Lordi, Roba Zombie (tego najwięcej w liniach wokalnych), M.ill.ion, może nieco nowszego Lizzy Borden i ewentualnie do W.A.S.P.. Utwór jest poprawny, ale ciężko znaleźć w nim coś oryginalnego czy nadzwyczajnego. Bardziej podoba mi się inny singiel Like A Rockstar, który wprawdzie też jest dość ciężki i oparty na podobnych inspiracjach (plus może coś na wzór Fozzy), ale znajduje się w nim więcej melodii. W drugiej połowie nagrania, a w zasadzie pod jego koniec, pojawia się riff jakby zapożyczony od AC/DC i wypada to całkiem fajnie. Heartache & Pain z pewnością przypadnie do gustu fanom Accept i grania w podobnym "teutońskim" stylu. To taki hard rock mocno ocierający się o heavy metal i to właśnie w wydaniu niemieckim, nieco patetycznym, odegrany z bitewnym zapałem. Początek Dirty Little Secret mógłby zdradzać pewne fascynacje Krokusem i Treat, ale dalej robi się ciężej i wolniej, dużo bliżej do dokonań Zakka W. i jego ekipy, słowem zespół powraca do stylistyki, w której najwidoczniej czuje się najlepiej. Podobnie będzie i w następnych ścieżkach Alive & Kicking i I'm The Gun, choć tutaj melodii mamy jeszcze mniej i znów na myśl może przyjść Rob Zombie i coś z klimatów industrialnych. W tym drugim numerze nawet za bardzo nie ma śpiewu, tylko industrialne recytacje. Down & Out to ostry kawałek z nieco szybszym początkiem, potem jeszcze powtórzonym i dużo wolniejszą resztą. Całościowo taka mieszanina sleazu ze stylem pana Zombiego. Domyślam się, że po prostu muza musiała pasować do shock rockowego wizerunku chłopków, stąd takie a nie inne granie. Prawdziwą perłą mocno wyróżniająca się na plus z całego zestawu jest Reflections From The Past. Bardzo ciekawy riff napędowy, intrygujący nastrój, a do tego jakby większa dawka melodii w porównaniu z wcześniejszymi kompozycjami. Życzyłbym sobie takich kawałków dużo więcej! Wstęp do Gave It All od razu przywołuje do tablicy dokonania KISS, zresztą dalej jest też nader melodyjnie jak na Fatal Smile. Wygląda na to, że pod koniec albumu wreszcie się Szwedzi rozkręcili. Miła dla ucha dawka nieco wolniejszego rock'n'rolla. Na zakończenie dostajemy jeszcze całkowicie melodyjny i łatwo wpadający w ucho numer Hip MF, który przypomina niektóre dokonania W.A.S.P.. Nie jest to kompozycja nowa, bo pochodzi jeszcze z czasów debiutanckiej płyty zespołu, gdzie stanowiła utwór bonusowy. Gościnnie na gitarze gra tutaj Douglas Blair, gitarzysta W.A.S.P.... i już wiemy, skąd te podobieństwa do ekipy Blackiego.

No cóż, zagorzałym fanem Fatal Smile raczej już nie zostanę. Połowa ścieżek jest taka sobie, za to całość ratują trzy ostatnie kawałki, plus nieliczne przebłyski "czegoś lepszego" tu i ówdzie. Niemniej jednak płytę mogę z czystym sumieniem polecić fanom Black Label Society, Lordi i Roba Zombie, bowiem miłośnicy takiej stylistyki grania z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

Oficjalna strona zespołu: www.fatalsmile.com