Nasty Nuns - Too Much Is Never Enough

Nasty Nuns - Too Much Is Never Enough [EP]

Wydawca: Demon Doll Records
Rok wydania: 2011

  1. Born To Live & Die
  2. Car's Gonna Rockin'
  3. Sleazy, Nasty, Dirty
  4. Come Out Alright
  5. Too Much Is Never Enough

Skład: Julez Gun - śpiew; Mr. Evil - gitary; Niki Nine - gitary; Vic Nasty - gitara basowa; Vight - perkusja

Produkcja: Nasty Nuns

Rzadko opisuję jakieś pozycje glamowo/sleazowe, ale tylko dlatego, że większość z tych obecnie wydawanych krążków nieszczególnie przyciąga moją uwagę. Czasem zdarzy się jednak trafić coś porywającego, albo przynajmniej godnego zainteresowania. Jakiś czas temu przypadkiem natrafiłem na debiutancką EP-kę niemieckiej ekipy Nasty Nuns zatytułowaną Too Much Is Never Enough.

Od razu trzeba pochwalić chłopaków za odwagę - w Niemczech w chwili obecnej sleazowych zespołów jest bardzo niewiele, a przynajmniej niewiele o nich słychać, nawet gdy śledzi się na bieżąco branżową prasę i wyszukuje undergroundowe grupy w Internecie. Zespół powołało do życia w 2005 r. trzech "wioślarzy" Niki Nine (gitara), Mr. Evil (gitara) i Vic Nasty (gitara basowa). Skład ustabilizował się ostatecznie dopiero w 2009 r., kiedy do drużyny dołączyli perkusista Vight i wokalista Julez Gun. Muzycy zdają się nie tylko grać sleaze, ale i żyć w podobnym stylu, na co dzień ubierają się w te same ciuchy co na scenie argumentując, że rock'n'roll to styl życia, a nie praca od dziewiątej do piątej.... Inna sprawa, że jak sami podają, temu życiu nie towarzyszą typowo sleazowe dopalacze jak panienki, narkotyki, imprezy (tu zdarzają się wyjątki, choćby "release party" z okazji wydania debiutu) i inne ekscesy. Nie powiem, że to źle, bo najwidoczniej chłopaki dobrze wykorzystują czas, doskonalą się muzycznie, co pozytywnie wpływa na jakość prezentowanych przez nich kompozycji, poza tym grupa daje wiele koncertów w ojczyźnie i okolicznych krajach (choć nie za wschodnią granicą, niestety). Dotychczas zagrali u boku takich bardziej znanych załóg jak Access, Shameless, Pussy Sister i Star Rats. Opisywana EP-ka Too Much Is Never Enough została już wydana dwa razy - za pierwszym razem w październiku 2010 r. nakładem samego zespołu i ten nakład został całkowicie wyprzedany, za drugim przez wytwórnię Demon Doll Records w roku 2011. Historia podpisania kontraktu z wydawcą nie jest wcale nadzwyczajna, wytwórnia odnalazła zespół na MySpace i zaproponowała współpracę, najwidoczniej na godziwych warunkach. Styl gry Nasty Nuns to nieco patentów zapożyczonych od Tigertailz, upodobanie do melodyki, choć niezbyt przesadne, wzięte z Harcore Superstar, brzmienie gitar wzorowane na wczesnych dokonaniach Guns N' Roses i Mötley Crüe, a niektórzy recenzenci dopatrują się nawet podobieństw do pierwszych płyt Twisted Sister. Degustację mikstury sleazu i glamu zaczynamy od utworu otwierającego EP-kę, Born To Live & Die. Dynamiczny, rock'n'rolowo bujający numer, który gitarowo przypomina mi trochę Guns N' Roses i L.A Guns, aczkolwiek wokale to już inna bajka. Oczywiście nie zapomniano o melodach, kawałek jest melodyjny i przez to bardzo przebojowy. Gdyby ktoś wpompował milion dolarów w produkcję, dałoby się z chłopaków zrobić gwiazdy, przynajmniej te 25 lat temu. W Car's Gonna Rockin' słychać to, co tak bardzo lubię u niektórych kapel, mianowicie kompozycje różnią się od siebie. Z jednej strony podobny klimat, ale już np. w liniach wokalnych więcej dalekich acz wychwytywalnych wpływów z punkowego The Ramones. Do takich ścieżek fajnie się poguje na imprezach. Pewnego rodzaju manifestem jest kolejne Sleazy, Nasty, Dirty. Tutaj doszukać można się wpływów wczesnego Mötley Crüe, Motörhead i kilku mniej znanych glamowych załóg jak Priscilla czy Talks Cheap. Piosenka trochę nierówna, bo niektóre fragmenty są bardziej chwytliwe dla ucha, inne mniej. Come Out Alright od samego początku brzmi bardzo amerykańsko i w życiu nie wpadłbym na to, iż grupa jest z Niemiec, prędzej obstawiałbym już Szwecję, gdzie załóg podobnie grających znalazłoby się więcej. Numer od razu przypadł mi do gustu, zresztą z racji dużej wagi przykładanej do melodii powinien od razu spodobać się fanom kapel typu Hardcore Superstar. Krótką płytkę zamyka tytułowe nagranie Too Much Is Never Enough. Wciąż glamujący sleaze, ale na jego wstępie wyczuwam jakieś nawiązania do irlandzkiej muzyki folk. Piosenka bardzo wesoła, ze specyficznie wyśpiewywanymi partiami wokalnymi, doskonale nadająca się na imprezy, wypisz wymaluj porządny party rock. Gitarowe solo przy tym zmajstrowane według najlepszych amerykańskich wzorców.

Kapela podpina się pod "New Wave of German Sleaze Metal", wprawdzie ta fala wciąż niezbyt liczna, ale mamy nadzieję na więcej. Apetyczny kąsek dla fanów Hardcore Superstar, Tigertailz, Talks Cheap, Mötley Crüe, Guns N' Roses, The Ramones, Pussy Sister i wielu innych. Pozostaje tylko czekać na długogrający album Niemców, który podobno już komponują.

Oficjalny profil zespołu na MySpace: www.myspace.com/nastynuns