
Various Artists - SIN-atra: A Metal Tribute To Frank Sinatra
Wydawca: Armoury Records / Eagle Rock Entertainment / Columbia Japan
Rok wydania: 2011
- New York, New York (Devin Townsend)
- I've Got You Under My Skin (Glenn Hughes)
- Summerwind (Geoff Tate)
- It Was A Very Good Year (Dee Snider)
- Witchcraft (Tim "Ripper" Owens)
- Fly Me To The Moon (Robin Zander)
- Lady Is A Tramp (Eric Martin)
- Strangers In The Night (Joey Belladonna)
- High Hopes (Franky Perez)
- I've Got The World On A String (Doug Pinnick)
- Love And Marriage (Elias Soriano)
- That’s Life (Jani Lane)
Skład: Bob Kulick - gitary; Brett Chassen - perkusja; Billy Sheehan - gitara basowa; Doug Katsaros - instrumenty klawiszowe i orkiestracje; Richie Kotzen - gitara prowadząca w [12]; Devin Townsend - śpiew w [1]; Glenn Hughes - śpiew w [2]; Geoff Tate - śpiew w [3]; Dee Snider - śpiew w [4]; Tim "Ripper" Owens - śpiew w [5]; Robin Zander - śpiew w [6]; Eric Martin - śpiew w [7]; Joey Belladonna - śpiew w [8]; Franky Perez - śpiew w [9]; Doug Pinnick - śpiew w [10]; Elias Soriano - śpiew w 11]; Jani Lane - śpiew w [12]
Produkcja: Bob Kulick i Brett Chassen
Ta płyta nie powinna w ogóle powstać. Nawet nie dlatego, że tutejsze przeróbki utworów Franka Sinatry są bardzo dalekie od oryginałów, ale choćby przez wzgląd na to iż Frank kilka razy wypowiadał się w nieprzychylny sposób o muzyce rockowej. Nagrywanie niby-to-hołdu w formie rockowej jest jakby robieniem na złość nieżyjącemu już muzykowi. Jakość tych przeróbek to już inna sprawa, odbiór kompozycji będzie i tak czysto subiektywny.
Frank Sinatra, jedna z czołowych gwiazd ery swingu, to postać dosyć kontrowersyjna. Jakieś konszachty z mafią, podobno także damski bokser, z drugiej strony nieprzeciętny wokalista z własnym stylem - bez dwóch zdań. Nawet jak ktoś nie jest fanem jego talentu, to gdzieś tam i tak musiał słyszeć choćby jedną piosenkę w jego wykonaniu. Tym razem mamy do czynienia z trybutem rockowo-metalowym. Jest to forma żartu, co zdradza już choćby tytuł z zapisem nazwiska piosenkarza jako SIN-atra. Tylko czy ten żart się udał? Kto jest za niego odpowiedzialny? Wydawca kusi znanymi nazwiskami w branży rocka, podpowiada też, że za nagrywanie krążka odpowiada ta sama ekipa, która dostarczyła nam kompilację We Wish You A Metal Xmas. Pomysłodawcą i szefem przedsięwzięcia, a zarazem sprawcą całego zamieszania jest Bob Kulick, gitarzysta współpracujący niegdyś z KISS i Meat Loafem, a wspomaga go cała plejada muzyków, których nazwiska nie są zapewne obce większości czytelników naszego serwisu (w samym składzie podstawowym mamy choćby Sheehana i Chassena, nie wspominając o rzeszy zaangażowanych wokalistów). Ale po kolei.. New York, New York to cover, gdzie za mikrofon chwyta utalentowany wokalista Devin Townsend (Vai, Strapping Young Lad). Od razu powiem, że z oryginałem piosenka nie ma wiele wspólnego, nawet ciężko byłoby poznać, że to przeróbka, gdyby nie słowa utworu. Fani Sinatry pewnie będą zniesmaczeni, mnie się nawet ten numer podoba i duża w tym zasługa właśnie aranżacji wokalnych Devina. Jeśli potraktować to nagranie na luzie i zapomnieć, że miał to być cover, to jest to całkiem udany kawałek. Zmiana na pozycji gardłowego w numerze I've Got You Under My Skin. Jak można się było spodziewać, tu również nawiązania do pierwowzoru raczej luźne. Glenn Hughes to bardzo dobry śpiewak, ale najlepiej sprawdza się on w repertuarze hard rockowo-bluesowo-funkowym. W sumie to nie on jest tu najsłabszym ogniwem, po prostu ekipa od podkładów się zbytnio nie postarała. Zresztą to wada całej płyty, że poszczególne kompozycje brzmią dość bliźniaczo. Summerwind to jeszcze jeden dowód na to, że przerobienie swingu na rocka to nie lada wyzwanie. Odrzucają mnie podkłady raz jeszcze. Głos Geoffa Tate'a (Queensrÿche) wypada nawet ciekawie i zapewne całość wypadłaby o niebo lepiej, gdyby jednak zdecydowano się podłożyć tło na stylistykę swingową. Przy okazji muszę pochwalić tutejszą gitarową solówkę - jest naprawdę niezła. Jeszcze przed usłyszeniem It Was A Very Good Year przeczuwałem, że piosenka ta z Dee Sniderem, starym jajcarzem za mikrofonem, to może być jakaś profanacja. Nastrojowy numer przerobiony na wersję hard rockową wyszedł jednak dość przyzwoicie, o ile oczywiście podejdzie się do niego bez uprzedzeń (na marginesie, partie Dee jakoś dziwnie przypominają mi niektóre zaśpiewy Freddiego Mercury'ego z Queen). Jak słychać, Snider potrafi nie tylko się wygłupiać. Znów całkiem niezła gitarowa robota Kulicka. W Witchcraft Tim "Ripper" Owens (ex- Judas Priest) naśladuje Halforda, jak chyba nigdy przedtem. To niezbyt istotne, ważniejszy może być fakt, że w tej pozycji aranżacje i podkłady są bliższe oryginałowi, choć oczywiście bardziej rockowe. Może być. Lećmy dalej... Fly Me To The Moon z Robinem Zanderem (Cheap Trick) wypada nieźle, aczkolwiek znów powiązania z wersją oryginalną piosenki są bardzo luźne. Fanom muzyki rockowej może przypaść do gustu, aczkolwiek miłośnicy Sinatry uznają to za profanację. Lady Is A Tramp to jeden z najlepszych utworów Franka. Przerobienie tej kompozycji przypadło w udziale Ericowi Martinowi (Mr. Big). Kto spodziewa się czegoś bliskiego oryginału, może być zawiedziony, ale od razu muszę dodać, że tutejsza rock'n'rollowa wersja też łatwo wpada w ucho i ma znamiona hitu. Po prostu potraktujmy ja jako rzecz niezależną, nie doszukujmy się tu Sinatry... Za Strangers In The Night Joey Belladonna (Anthrax) ma u mnie wielkiego plusa. Ostatni kontakt z tym wokalistą miałem przy okazji słuchania jego macierzystej kapeli jeszcze gdzieś koło połowy lat '90. Tutaj muzyk ten śpiewa inaczej niż wtedy, jakby bardziej się wczuwa. Swoją rolę wypełnił bardzo dobrze, szkoda tylko, że same podkłady nie są już takie ekscytujące. Bardzo daleko od pierwowzoru odbiega metalowo-groove'ująca wersja High Hopes w wykonaniu Franky'ego Pereza (Scars On Broadway). Jeśli potraktować to jako niezależne nagranie i zapomnieć, że to miał być cover, piosenka może się spodobać. Mimo swej ciężkości, czuć tu sporą dawkę rock'n'rolla. I've Got The World On A String to jedna z najbardziej znanych piosenek Sinatry i ciekawiło mnie, jak upora się z nią Doug Pinnnick (King's X). Jak można się było spodziewać, powiązania z wersją oryginalną są raczej niewielkie. Mimo ciężkich gitar, cały numer brzmi dość lekko, właśnie za sprawą głosu Pinnicka. Love And Marriage, też znana nuta, wszak wykorzystana w "Świecie wg. Bundych". Początek w wykonaniu bliżej mi nieznanego Eliasa Soriano (Nonpoint) wydawał się być wierny pierwowzorowi, ale wraz z wejściem gitar i wokali wszystko zmieniło się diametralnie. Po przeróbkach to zupełnie inny numer. Zresztą niezbyt ciekawy, można było sobie go darować. Zanim jeszcze poznałem That's Life śpiewane przez Franka Sinatrę, najpierw załapała się do mojej wieży udana wersja Davida Lee Rotha. Konkurencja była silna, ale bardziej bluesujące wykonanie Janiego Lane'a (ex- Warrant) też jest bardzo przyzwoite. Dodatkową atrakcją jest gitarowe solo zagrane przez Richiego Kotzena. I koniec albumu. To,co się na nim znalazło, wystarczy jednak do wycenienia wartości artystycznej krążka.
Pewne jest to, że nie jest to nawet w ułamku cala płyta dla fanów klasycznych kompozycji Franka Sinatry. Sam Frank pewnie przewraca się teraz w grobie. Ciężko tu znaleźć choć jeden utwór, który trzymałby się blisko swego oryginału (najbliżej był Lane). Z drugiej strony mamy tu kilku ciekawych wynurzeń wokalistów i możemy usłyszeć ich w nietypowym repertuarze. Czy warto po krążek sięgnąć? Chyba tak, ale na własną odpowiedzialność.
Brak oficjalnej strony projektu