
Diamond Lane - World Without Heroes
Wydawca: Diamond Lane
Rok wydania: 2011
- All Rebels Welcome
- I Know Who You Did Last Summer
- City Of Sin
- Sundress City
- All The Pretty Things
- Needle Down
- Time Bomb
- Heaven's Falling
- Never Going Home
- Endgame
Skład: Brandon Baumann - śpiew; Jarret Reis - gitary; Ray Zhang - gitara basowa; Jonah Nimoy - perkusja
Produkcja: Diamond Lane
Istnieje dość pokaźna grupa zespołów, których muzyka może nie jest jakoś szczególnie genialna czy skomplikowana, a mimo to całkiem nieźle się ich słucha. Do tego grona można zaliczyć pochodzącą z Kalifornii ekipę o nazwie Diamond Lane. Zespół specjalizuje się w dość melodyjnym, nieco nowoczesnym hard rocku i oczywiście próbuje szturmować rynek.
W 2008 r. młoda grupa z San Jose wydała swoją debiutancką EP-kę o tytule Save This City, której producentem został Johnny Lima. Na pełnometrażowy album trzeba było czekać trzy lata, bowiem w międzyczasie zmieniła się cała sekcja rytmiczna. Zespół zdążył też okrzepnąć grając koncerty m. in. u boku Aerosmith i ZZ Top, wystąpił też na kilku prestiżowych festiwalach, w tym na Sunset Strip Music Festival. Na wspomnianej EP-ce podobno chłopaki grali melodyjnego hard rocka wzorowanego na latach '80 (piszę "podobno", gdyż tej płytki nie słyszałem), na nowym krążku mamy już mieszanie stylistyki z lat '80 z pewnymi dodatkami z modern rocka, na szczęście tych ostatnich nie jest aż tak dużo. Ciężko całkowicie odciąć się od korzeni i tym razem idzie to akurat na plus. Zanim zabiorę się za opisywanie poszczególnych kawałków, wspomnę o okładce. Czyż nie przypomina ona słynnego obrazu z "palcem bożym"? Owszem, ale tutaj ewidentnie mamy palec diabelski ;). Pierwsze w zestawie All Rebels Welcome rozpoczyna się od ciekawej zagrywki, która na myśl przywodzi mi albo samo The Cult, albo któregoś z ich naśladowców. Zresztą jak na klimat opisywanej płyty, to nagranie i tak jest dość spokojne. Jego dalsza część cierpi trochę na brak porywających i wpadających w ucho melodii, choć wspomniany wstęp mocno rozbudził mój apetyt. Mocnym punktem ścieżki jest jeszcze techniczna i dość melodyjna solówka. Napędowy riff z I Know Who You Did Last Summer jest po prostu świetny, delektować można się już samym brzmieniem gitar. Dalej odrzuca mnie niestety modern rockowa maniera śpiewania wokalisty (uprzedzałem, że będzie trochę nowoczesności na albumie), aczkolwiek np. takie przedrefreny wypadają całkiem nieźle. Potem powtórki tego zgrabnego riffu i raz jeszcze profesjonalne gitarowe solo. City Of Sin startuje głupawym bębnieniem na perkusji, ale spoko, gdyby to zagrało KISS, wszystkim by się to podobało. Znów fajne zagrywki i znów w dalszej części kawałka linie wokalne rujnują klimat, z tym że tym razem nie jest to tak irytujące jak w poprzednim utworze. Potencjalnym hitem z krążka może być dużo lepiej w szczegółach dopracowane w stosunku do poprzedników Sundress City. Gdzieś już słyszałem podobne zagrywki i melodie, ale pal licho, wtórność nie jest tu istotna. Mamy tu mieszaninę stylistyczną AC/DC, Rattlera, Skid Row (wokalista śpiewa z manierą podobną do Bacha, z tym że dysponuje inną barwą głosu), może coś z pierwszej płyty China i coś z Krokusa. Super ścieżka i o więcej takich proszę. Nagranie All The Pretty Things jest jakby cięższe i ostrzejsze, tu już klimaty a'la Rattler pomieszane z odrobiną Black Label Society. Kompozycja ma swój niewątpliwy urok, mnie tutaj najbardziej odpowiada progresywna wstawka tuż przed solówką. Tylko refreny mogłyby być lepsze... Needle Down jest numerem ciężkim, ale zarazem bardzo dynamicznym, przynajmniej w zwrotkach. Środek kawałka z refrenami niby całkiem melodyjny, a jednak jakoś tak grany i śpiewany na modern rockową nutę. Chyba chłopaki mają taki sam pomysł na granie jak np. Bombay Black. Da się piosenki słuchać, choć bez szczególnej ekscytacji. Dla sympatyków czegoś w klimatach lat '80 ekipa przygotowała fajny numer o tytule Time Bomb. Dość oryginalny początek, potem riffy, których mogliby zespołowi pozazdrościć jego niemieccy koledzy z Kissin' Dynamite. No i bardzo udany "bridge" do solówki. Dałoby się z tego zrobić przebój przy odrobinie promocji w mass mediach. W Heaven's Falling grupa miesza trochę wpływów Rattler i Bombay Black, nie zapominając oczywiście o łatwo strawnych melodiach. Tu i ówdzie nieco nowocześniej, jednak jest to tak zgrabnie połączone z resztą nutek, że nawet nie chce się narzekać. Może tylko wyrzuciłbym te raczej słabe chórki, które ciągną ścieżkę w dół. Nie rewelacyjną, jednak dość przyzwoitą piosenką jest Never Going Home. Tutaj trochę zapożyczeń z ostatniej, najbardziej hard rockowej płyty Eclipse, może też co nieco z drugiego krążka XYZ, plus elementy trochę nowocześniejsze, z lekka modern rockowe. Bez nadmiernych zachwytów, ale ujdzie. Ciężko, ale zarazem melodyjnie kończy krążek kompozycja zatytułowana Endgame. Wokalista śpiewa trochę inaczej niż dotychczas, przywodzi mi na myśl podobne rozwiązania z Bombay Black. Numer w miarę udany, z pewnością w uszy nie gryzie i nie czeka słuchacza żadna trauma po jego wysłuchaniu.
Najlepsze pozycje Diamond Lane poupychało w środku płyty. Gdzieniegdzie można się przyczepić do szczegółów i zazwyczaj chodzi o te nieszczęsne nowoczesne wstawki. Niemniej jednak mogę z czystym sumieniem polecić wydawnictwo fanom Bombay Black, Rattler, Skid Row, Krokusa i Kissin' Dynamite. Album z każdym kolejnym przesłuchaniem podoba się coraz bardziej
Oficjalna strona zespołu: www.diamondlanerocks.com