M.ill.ion - Thrill Of The Chase

M.ill.ion - Thrill Of The Chase

Wydawca: Metal Heaven
Rok wydania: 2008

  1. Thrill Of The Chase
  2. Menace To Society
  3. Slave To You
  4. The One Above
  5. Lonely In A Crowded Room
  6. U.F.O.
  7. From Heaven To Hell
  8. Son Of The Son
  9. Through The Eyes Of A Child
  10. Beware Of The Wolf
  11. Fires Of Siberia
  12. Need To Believe

Skład: Ulrich Carlsson - śpiew; Jonas Hermansson - gitary, chórki; B.J. Laneby - gitara basowa; Johan Bergquist - instrumenty klawiszowe, organy Hammonda, chórki; Per Westergren - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: M.ill.ion

Każdy popełnia błędy. Moim błędem było to, że usłyszawszy kilka lat temu jedną z płyt zespołu M.ill.ion, która nie przypadła mi jakoś do gustu, olałem tę formację i nie sięgałem już po jej kolejne krążki. Błędy można jednak naprawiać. Przypadkiem niedawno dane mi było usłyszeć sample z ostatniego wydawnictwa szwedzkiej kapeli z Goteborga i czym prędzej postanowiłem zaopatrzyć się w ten album. Okazuje się, że chłopaki istnieją już od początków lat '90 i udało im się jakoś przetrwać wszystkie kataklizmy muzyczne tamtej dekady, a także pozostać wiernymi wyznawcami melodyjnego grania aż po dzień dzisiejszy. Tym większą radość sprawia, że grupa nadal istnieje i nagrywa tak dobry materiał jak tutaj opisywany.

Pierwsze dźwięki tytułowego Thrill Of The Chase jeszcze nie robią na mnie szczególnego wrażenia, zwłaszcza że bliźniacze riffy słyszałem już w jednym z utworów rosyjskiej formacji Volnaya Staya na jej zeszłorocznym debiucie. Muzyka ta klasyfikuje się gdzieś między szybszym hard rockiem, heavy metalem i power metalem, czyli jest to taki dość typowy melodic metal. Prawdziwa bomba nadchodzi wraz z pojawieniem się refrenu. Rewelacyjne melodie i aranżacje linii wokalnych jak w najlepszych hiciorach, a głos wokalisty brzmi jak Tempest z wczesnego Europe, tyle że tutaj jest w tym jeszcze więcej energii. Prawdziwa bomba, a do tego jeszcze w środku kawałka dochodzą klawisze w stylu klasycznego Deep Purple. Klimat zmienia się wraz z Menace To Society, tu jest zdecydowanie wolniej i więcej tu nowoczesnego hard rocka. Trochę za mało melodyki jak na mój gust, chociaż numerowi nie można w sumie nic zarzucić, ale spokojnie, najlepsze jeszcze przed nami. Slave To You swym początkiem z jednej strony nawiązuje gdzieś do stylistyki dalekowschodniej, potem przechodzi w coś podobnego do klasycznego hard rocka i myślę, że kompozycja powinna trafić głównie w gusta fanów Głębokiej Purpury. Bardziej podoba mi się tu zwrotka, bo refren kojarzy mi się z mniej lubianymi przeze mnie kawałkami Hammerfalla. Solówka wprawdzie nie olśniewa, ale jest na tyle zgrabna i pasująca do piosenki, że można uznać ją za udaną. Komu mało było Hammondów, tego powinno ucieszyć kolejne purplowe The One Above. Jedną z atrakcji kawałka jest brzmienie, które w porównaniu z tym klasycznym z lat '70 jest dużo bardziej klarowne. Refren to już ukłon w stronę lat '80 i epoki hair metalu, całość wypada bardzo ciekawie i mnie takie połączenie odpowiada. Gitarowa solówka swym stylem przypomina wczesne dokonania Johna Noruma i nie wydaje mi się, by to wszystko mogło być tylko przypadkiem. Mógłbym się założyć, że muzycy w młodości zasłuchiwali się twórczością swoich rodaków z Europe. I oto nadchodzi absolutne mistrzostwo świata w postaci Lonely In A Crowded Room, najlepszej pozycji w całym zestawie. Zupełnie jakby chłopaki czytali w moich myślach i wiedzieli, że właśnie na taki numer czekam. Hard rock w jego najwspanialszej postaci, tempo średnie, mocne riffy, podbarwione Hammondami, ponadto Carlsson śpiewa z manierą Tempesta po raz kolejny. Numer tak głęboko zapadł w moją pamięć, że często będąc gdzieś poza domem i zajmując się czynnościami nie związanymi z muzyką "odtwarzam" go sobie w głowie. Coś niesamowitego i zarazem godnego zakupu tej płyty, nawet dla tego jednego utworu (na szczęście dobrych kompozycji jest tu więcej). Balladowo zaczyna się kolejne U.F.O., ale to tylko pozory, bo dalej zachciało się chłopakom pognać w stylu niemalże power metalowym, tyle że w sposób zbliżony do tego, co prezentował na swych starych krążkach Yngwie Malmsteen. Najlepszy jest tu refren, zdecydowanie bliższy hard rockowi i to w jego skandynawskim wydaniu. Znowu można by wokalnie wspomnieć Tempesta, Joe Lynn Turnera, czy Görana Edmana. Po raz kolejny jakieś odwołania do Malmsteena, tym razem jednak do nowszych jego płyt, plus dodatkowe podbarwienia Hammondami. Ponownie najsilniejszym momentem w numerze jest refren, nie ustępujący zresztą tym z lat '80. Całościowo jedna z lepszych piosenek w zestawie, aczkolwiek słychać powielanie pomysłów z wcześniejszych utworów. Hard rockowo w Son Of The Son, sam tytuł zupełnie bez przyczyny przywołuje mi na myśl Ironów, ale nie ma tu oczywiście żadnych podobieństw do ekipy Dockinsona. Dobry kawałek z jeszcze lepszym refrenem, gdzieś już słyszałem podobne patenty, lecz nie pamiętam gdzie. Jakąś krzyżówkę Purpli z hard rockiem charakterystycznym dla połowy lat '90 przynosi Through The Eyes Of A Child. Niby wszystko poprawnie zagrane, jednak czegoś tu brakuje, jakiegoś smaczku, który powodowałby, że utwór zapadnie w pamięć. Niestety, choć kompozycji nie można niczego formalnie zarzucić, raczej szybko zapomnimy o niej po przesłuchaniu krążka. Po prostu jest trochę bezbarwna. Ilustracyjny wstęp, potem ballada i znów mamy ten sam schemat, z którym mieliśmy do czynienia w poprzedniej pseudo-balladzie. Zespół przyspiesza, gra trochę jak pod Whitesnake (taki jest gitarowy riff), tyle że perkusista nie mógł jakoś powściągnąć swoich zapędów w kierunku power metalu. Przy odrobinie tolerancji jakoś to zniesiemy. Zdecydowanie lepiej jest w Fires Of Siberia, kiedy to muzycy przypominają sobie swoje hard rockowe inspiracje. Oczywiście nie znajdziemy tu niczego oryginalnego, jest to raczej taki przysłowiowy odgrzany kotlet, przy czym jednak otrzymujemy danie, które starym fanom powinno zasmakować. Nie oszukujmy się, po tylu latach w tak schematycznej muzyce jak hard rock ciężko jest wymyślić coś nowego, pozostaje więc tylko powielanie dobrych wzorców. Zapomnijmy teraz o tym, co przed chwilą napisałem i posłuchajmy genialnego kawałka o tytule Need To Believe. Jeden z najlepszych numerów na płycie i przypadła mu rola zamykacza całego wydawnictwa. Sam wstęp już mnie rozwala, wyobraźmy sobie, że jesteśmy w jakimś budynku i kilka pomieszczeń dalej zespół odbywa próbę, zaczynając jakby z falstartem. Zatrzymuje się w połowie taktu, robi sekundę przerwy i oto znów słyszymy ten sam wyczesany riff, ale już w dopracowanej wersji studyjnej. Wyszło świetnie i pozostało tak do końca kawałka i zarazem płyty.

Kilka pozycji killerskich, kilka dobrych, jest też kilka zapychaczy, co jest chyba nieuniknione, gdy na krążku jest więcej niż 10 pozycji. Po płytę powinni sięgnąć ci, którzy lubią granie w stylu ostatnich wydawnictw Pink Cream 69 i Jaded Heart oraz cenią drugi album Wicked Sensation, bo to bardzo zbliżona stylistyka. Jeśli ktoś gustuje w podbarwieniach organami Hammonda, preferuje bardziej hard rock niż AOR, ale też spodziewa się wokali jak we wczesnym Europe i jest w stanie przymknąć oko na pojawiające się tu i ówdzie power metalowe dodatki, powinien sięgnąć po ten album tym bardziej. Jeśli tak ma wyglądać kierunek ewolucji hard rocka, to ja nie mam nic przeciwko temu. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.million.o.se