M.ill.ion - Kingsize

M.ill.ion - Kingsize

Wydawca: Majestic Rock / 3D Japan
Rok wydania: 2004

  1. Eyes Of A King
  2. Backdoor Queen
  3. Room No. 3
  4. Rock N' Roll Nation
  5. On And On
  6. Forbidden Fruit
  7. Zombies
  8. Fight You Forever
  9. Killing The Messenger
  10. Prison Of Power
  11. Those Eyes

Skład: Ulrich Carlsson - śpiew; Jonas Hermansson - gitary; B.J. Laneby - gitara basowa; Johan Bergquist - instrumenty klawiszowe; Per Westergren - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: M.ill.ion

Wymiana wokalisty i gitarzysty nie przyniosła jakichś większych zmian w stylistyce gry M.ill.ion, raczej tylko podkreśliła pewne istniejące wcześniej cechy. Grupa zaczynała z repertuarem niemal AOR-owym, potem zaczęła grać ostrzej, na trzecim krążku zahaczyła nawet o klasyczny hard rock, by na płycie Detonator połączyć wszystkie poprzednie pomysły w całość. Kingsize to jakby kontynuacja tamtego albumu, pojawienie się w zespole nowego klawiszowca w osobie Johana Bergquista jest niemal jak zmiana kosmetyczna.

Tak więc znów będzie ostro i melodyjnie. Eyes Of A King z nastrojowym intrem, jak za starych dobrych lat, rozpoczyna wydawnictwo. Muzycy nie zamierzali przysmucać i na dzień dobry poczęstowali nas dynamiczną mieszanką szybkiego hard rocka z power metalowymi rytmami, coś na wzór licznych kompozycji Axela Rudiego Pella. Jest do czego potupać nogą, numer cieszy ucho, choć jakoś szczególnie w pamięć nie zapada, a to z racji tego, że takich kawałków powstało już tysiące. Backdoor Queen, do którego zresztą nakręcono teledysk, to bardziej typowa ścieżka dla tego zespołu, przypominająca połowę nagrań z kolejnego krążka - Thrill Of The Chase. Takie granie mi odpowiada, jest bliższe hard rockowi z brzmieniem Hammondów, partie wokalne lepiej pasują do podkładów, szkoda tylko, że poszczególne instrumenty brzmią mało selektywnie i zlewają się w ścianę dźwięku. Do tego typu kawałków świetnie nadaje się głos Carlssona. "Kościelnymi" organami wita słuchacza Room No. 3 przeradzając się potem w kompozycję a'la Dio. Bardzo charakterystyczna rytmika utworu dla numerów w stylu Ronniego, różni się za to linia śpiewu, bowiem Ulrich dysponuje po prostu inną barwą głosu, no i akcenty kładzie inaczej, rzadko wyciągając dźwięki. Chyba ze względu na te podobieństwa rytmiczno-aranżacyjne piosenka od razu trafia w mój gust. Wstęp do Rock N' Roll Nation jakoś dziwnie przypomina mi kilka numerów z repertuaru Dokken i trochę utwór Misery Loves Company z pierwszej płyty Lillian Axe, aczkolwiek dalej kompozycja nabiera typowych barw muzyki M.ill.ion. Tak chłopaki będą grać na kolejnym krążku i dobrze, bo właśnie w takiej stylistyce ich najbardziej lubię. Partie gitar zachęcają, by je nucić sobie pod nosem, ogólnie bardzo ciepły kawałek. Umiarkowaną galopadę mamy w On And On, raczej takiej sobie ścieżce. Zespół udowodnił nie raz, że stać go na coś lepszego, a mimo to niemal na każdym wydawnictwie znajdzie się jakiś wypełniacz tego typu. Domyślam się, że ma to przyciągnąć do krążka większą ilość słuchaczy, ale czy da się zadowolić wszystkich? Forbidden Fruit jest obligatoryjną jak na krążki hard rockowe balladą. Tutaj prym wiodą instrumenty klawiszowe i wokalista, reszta zespołu jest zupełnie niesłyszalna. Ballady można lubić lub nie, ale trzeba przyznać, że chłopaki zagrali tu z czuciem, nie przesłodzili i pewnie dlatego numer nie razi, a do tego jeszcze to jedna z najlepszych pozycji na płycie. Ciężki, wolny kawałek mamy w Zombies. Świetnie oddający zawartość tytuł jakoś kojarzy mi się z z tematyką komputerową ;). Podobno co czwarty komputer w sieci to maszyna zombie (kiedy ostatni raz sprawdzaliście swoje blaszaki programem antywirusowym?). Jedyne, co mi tu nie za bardzo pasuje do reszty, to te chórki w refrenach, zupełnie niepotrzebne moim zdaniem. Tak samo można było sobie podarować te odpustowo brzmiące organy w Fight You Forever, znów element psujący tę bardzo przyzwoitą kompozycję, utrzymaną w tempie pomiędzy średnim a wolnym. Takie brzmienie organ zespół wplata czasami na swoich albumach i w chwili obecnej do głowy przychodzą mi co najmniej trzy takie zmasakrowane odpustowością utwory. Wspaniałym numerem wyróżniającym się od reszty jest Killing The Messenger. Rozpoczyna się balladowo od akustycznych gitar, by potem przejść w dość łagodnego hard rocka, momentami podpadającego pod podkłady z klasycznego Dokkena. Tytuł nagrania również bardzo interesujący, wydaje się nawiązywać do starożytnych czasów, kiedy to niejeden posłaniec przynoszący złe wieści oddał za to głowę. Prison Of Power dla odmiany to już ścieżka słabsza, chociaż całkiem nieźle wypada w niej aranżacja głosu Carlssona. Coś dla siebie znajdą też fani brzmień Hammonda, a miłośnicy solówek też nie powinni być zawiedzeni - w solo tutaj wprawdzie wymiatania nie ma, ale za to pasuje ono do potrzeb kompozycji. Bardziej skocznie zespół postanowił zagrać w ostatnim w zestawie Those Eyes. Tempo zostało podkręcone, grupa zaczęła grać bardziej rytmicznie, co jest jakąś odmianą w stosunku do kawałków poprzednich. Niemniej jednak nie przepadam zbytnio za tym numerem.

M.ill.ion to kapela bardzo konsekwentna i niemal na podstawie każdej płyty można wywnioskować, co muzycy zaprezentują na następnej. Powolna, ale dobrze ukierunkowana ewolucja. Kingsize zostało dobrze przyjęte przez krytykę i fanów, ale uważam, że wydając później Thrill Of The Chase chłopaki przebili wszystkie swoje dotychczasowe wydawnictwa. Matematycznie rzecz ujmując, kariera tej szwedzkiej grupy przypomina parabolę, funkcję która poczynając od wysokich wartości na osi współrzędnych malała, do zera jednak nie doszła i powędrowała znowu w górę.

Oficjalna strona zespołu: www.million.o.se