Meat Loaf - Hang Cool Teddy Bear

Meat Loaf - Hang Cool Teddy Bear

Wydawca: Loud & Proud Records / Mercury Records / Roadrunner Records / Universal Music
Rok wydania: 2010

  1. Peace On Earth
  2. Living On The Outside
  3. Los Angeloser
  4. If I Can't Have You
  5. Love Is Not Real / Next Time You Stab Me In The Back
  6. Like A Rose
  7. Song Of Madness
  8. Did You Ever Love Somebody
  9. California Isn't Big Enough (Hey There Girl)
  10. Running Away From Me
  11. Let's Be In Love
  12. If It Rains
  13. Elvis In Vegas
  14. Boneyard [bonus track na iTunes]
  15. Prize Fighter Lover [bonus w wersji download]

Skład: Meat Loaf - śpiew; Paul Crook - gitara; Randy Flowers - gitara, śpiew; Tim Pierce - gitara; Justin Hawkins - gitara, śpiew; James Michael - gitara, śpiew; Rick Brantley - gitara, śpiew; Rob Cavallo - dodatkowe partie gitar; Chris Chaney - gitara basowa; Kasim Sulton - gitara basowa, śpiew; John Miceli - perkusja; Jamie Muhoberac - instrumenty klawiszowe; CC Coletti - śpiew
Gościnnie: Kara DioGuardi - śpiew w [4]; Jack Black - chórki w [6]; Brian May - gitara w [5]; Steve Vai - gitara (w[5, 7]; Hugh Laurie - pianino w [4]; Patti Russo - śpiew w [11]; 78violet - chórki w [4]; David Campbell - aranżacje smyczków i instrumentów perkusyjnych w [1]

Produkcja: Rob Cavallo

W 2010 r. z tradycyjnym dla swoich wydawnictw rozmachem przypomniał o sobie Meat Loaf wypuszczając płytę Hang Cool Teddy Bear. Album jest ostrożny w eksperymentach i raczej podąża ścieżką sprawdzonych patentów, do jakich ten nieprzeciętny wokalista zdążył już słuchaczy przyzwyczaić. Ale czy to wada? Nie, bo płyta się wybroni.

Trudno mi sobie wyobrazić, by ktoś mógł nie wiedzieć, kto to jest Meat Loaf, ale wygląda na to, że należę do pewnego pokolenia na wymarciu, więc pozwolę sobie na krótką prezentację tego utalentowanego artysty kierowaną do najmłodszej generacji słuchaczy. Otóż jest to piosenkarz i aktor (zagrał w ponad 50 filmach), najbardziej znany z wydanej w 1977 r. płyty Bat Out Of Hell, która jeśli chodzi o sprzedaż, pokryła się kilkukrotnie platyną (w samym USA czternastokrotnie, w Wielkiej Brytanii siedmiokrotnie) i podobno nawet teraz każdego roku sprzedaje się jej 200 tysięcy kopii. Ten niebywały sukces był niewątpliwie dziełem kompozytora Jima Steinmana, wieloletniego współpracownika "Klopsika", lecz akurat na opisywanej tutaj płycie Jima akurat zabraknie. Słuchacze pamiętający jeszcze wczesne lata '90 mogą kojarzyć taką balladę I'd Do Anything For Love (But I Won't Do That), która stała się wielkim hitem, mimo iż w mediach panowała muzyka grunge i techno - to też było arcydzieło stworzone przez Steinmana i Meat Loafa. Wokalista porusza się w gatunku, dla którego ukuto terminy typu rock opera lub też rock wagnerowski, a to z racji zastosowania aranżacji rodem z oper i innych przedstawień teatralnych, mnogości instrumentów, zapadających w pamięć chórków, a nawet zapraszania do współpracy całych orkiestr symfonicznych. Nikogo obeznanego z gatunkiem nie może dziwić obecność pianina czy smyczków. W przypadku Meat Loafa standardem jest też współpraca z licznymi kompozytorami i gwiazdami sceny, tak też jest na Hang Cool Teddy Bear, jego jedenastym studyjnym krążku. Nie po raz pierwszy pojawiają się gitarzyści Brian May i Steve Vai, nie po raz pierwszy słyszymy córkę "Klopsika" Pearl Aday (śpiewała u ojca w chórkach, na potrzeby tego krążka zaśpiewała w utworze Boneyard, który jednak nie wszedł w standardowy skład wydawnictwa, za to został dodany na drugą stronę singla Los Angeloser i pojawił się też na iTunes). Zaciekawia współpraca artystyczna z Justinem Hawkinsem, któremu sławę przyniosły występy w The Darkness, grupie przypominającej młodemu pokoleniu, jak brzmiał hard rock w latach '70 ubiegłego wieku. Hawkins występuje tu w roli zarówno kompozytora, jak i gra na gitarze oraz śpiewa. Zresztą do skomponowania materiału Meat Loaf zaprosił aż 8 kompozytorów (tylu było potrzebnych, by zastąpić genialnego Steinmana ;) ), wśród nich znaleźli się choćby Jon Bon Jovi i stary wyjadacz w tej branży, Desmond Child. Dwa pierwsze nagrania są autorstwa Ricka Bentleya. Zestaw otwiera Peace On Earth, ze świetnym epickim wstępem i orkiestrowymi aranżacjami. Niestety w miarę rozwoju kawałka napięcie opada, robi się on weselszy i moim zdaniem sporo na tym traci. No i z pewnością nie są to szczyty możliwości wokalnych Meat Loafa. Za to kapitalna jest pozycja druga, Living On The Outside, zdecydowanie bardziej rockowa. Gdzieś już słyszałem podobne zagrywki z początku ścieżki, nie pamiętam jednak, co to było (może Sisters Of Mercy, może W.A.S.P., może The Cult, albo jeszcze coś innego). Dalej już "Klopsik" w najlepszej formie. Nie wiem, do czego mógłbym to porównać, bo zazwyczaj jak znajdę coś w takich klimatach, to właśnie z Meat Loafem mi się to kojarzy. Ale powiedzmy, że jest w tym coś z Queen, Eltona Johna i trochę chórków z muzyki pop w jednym. Uwielbiam ten numer i mogę go słuchać "na okręta". Trzeci kawałek z płyty to singlowe Los Angeloser autorstwa Jamesa Michaela. Coś z country bluesa i generalnie z muzyki typowej dla USA. Może i ścieżka nie jest zła, rzecz w tym, że dość przeciętna, niczym nie wyróżniająca się w gatunku, do którego próbuje nawiązywać. Bardzo słabiutki wstęp do If I Can't Have You, za to reszta piosenki po prostu kapitalna. Podobają mi się tutaj partie wokalisty, chociaż słyszałem już podobne aranżacje linii wokalnych u różnych wykonawców, by wspomnieć Nazareth i Sugar Babes, a nie szukać dalej. Za nagranie odpowiada tercet kompozytorski w postaci Paula Freemana, Raine Maida i Kary DioGuardi (zaśpiewała tu również gościnnie, aczkolwiek wypadło to tak sobie), ponadto na pianinie zagrał Hugh Laurie, na co dzień parający się aktorstwem. Następna ścieżka także ma kilku współautorów, w tym wspomnianego jakiś czas temu Hawkinsa, który też zaśpiewał tutaj chórki. Mowa o Love Is Not Real / Next Time You Stab Me In The Back, gdzie swych gitar użyczają panowie Brian May i Steve Vai. Steve jest mało ekspansywny, nie występuje przed szereg i to akurat idzie mu w tym wypadku na plus (w końcu to nie jego solowa płyta), za to jego gra przypomina mi niektóre klimaty z czasów, gdy występował w Whitesnake. Przy pierwszym przesłuchaniu nie byłem do końca przekonany co do tego nagrania, ale po kilku kolejnych wszelkie wątpliwości pękły jak bańka mydlana. Like A Rose to niestety porażka i kompletne nieporozumienie. Wyobraźmy sobie coś w rodzaju muzyki country, do której dodano głupawe rapowanki w stylu Beastie Boys czy Run DMC. To po prostu do siebie nie pasuje. Nadzwyczaj ciężko zaczyna się Song Of Madness, można by było podejrzewać "Klopsika" o jakieś nu-metalowe zapędy, ale zakładam, że to zwyczajnie Vai chciał przypomnieć słuchaczom, że gra na gitarach siedmiostrunowych. Dalej ścieżka balansuje między takimi ciężkimi gitarami a lżejszymi aranżacjami innych instrumentów, ale co zaskakujące, wspaniale spisuje się tu sam Meat Loaf za mikrofonem. Bomba. Jeszcze słówko o solówce Steve'a - pierwsza część wyraźnie improwizowana i raczej taka sobie, druga przednia i miodna, trzecia, trochę później zagrana, raptem przyzwoita. Później mamy Did You Ever Love Somebody, coś pomiędzy balladą a country, skomponowanego przez mniej znaną mi ekipę. Bardzo przeciętny numer, a przecież "Klopsik" miewał już bardziej "killerskie" pościelówy. No nic, idziemy dalej do California Isn't Big Enough (Hey There Girl), gdzie znów kompozytorsko udzielił się Justin Hawkins do spółki z Ericiem Seanem Nallym. To granie bliskie The Darkness, ale zaprezentowane na dużo łagodniejszym brzmieniu, co z kolei zbliża je do klasyków glam rocka, zespołu Slade. Wszystko okraszone jeszcze dla smaku klawiszami rodem z lat '80. Ogólnie niczego sobie, choć rewelacji chyba nie ma. Running Away From Me skomponowane przez Jona Foremana jest jak z innej bajki, stylistycznie odcina się od wszystkich swoich poprzedników. Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem, do jakiego gatunku muzycznego miałbym to przyporządkować, bo bardzo rzadko trafiam na takie utwory, ale spoiwem wszakże jest głos Meat Loafa, który się po prostu w takiej roli sprawdza. Spokojne, choć gdzieniegdzie z mocniejszymi akcentami Let's Be In Love jest niczego sobie balladą. Autorami kawałka są Gregory Becker, John Paul White i Mathius Wollo, ekipa zupełnie mi nieznana. Zakładam, że inspiracją dla nich były jakieś ballady Lennona. If It Rains, czyli jeszcze jedna ballada. Mogłoby jej nie być, bo ileż można słuchać utworów podobnych w nastroju pod rząd... Z drugiej strony, gdyby tak wyrwać ją z kontekstu, może okazać się, że jest to nagranie całkiem przyzwoite. Bardzo byłem ciekawy, co tam zmajstrują Desmond Child i Jon Bon Jovi do spółki z Billym Falconem. Na "pechowej" pozycji trzynastej zamieszczono Elvis In Vegas. Hmm, nie wyczuwam tu nic z Presleya, może chodziło o innego Elvisa, jest za to coś z Bon Jovi z czasów płyt Keep The Faith i These Days, jeśli tylko wybierać co wolniejsze i co bardziej balladowe kompozycje. Ciekawie wypada w tym repertuarze sam Meat Loaf - wokalista czuje się tu chyba jak ryba w wodzie.

Jedno jest pewne, fani twórczości Meat Loafa mogą bez zastanowienia kupić ten album w ciemno i na pewno nie będą zawiedzeni. Płyta trzyma poziom poprzedniczek, sporo na niej momentów genialnych, ale nie obyło się i bez kawałków dość przeciętnych, jak to bywało i przy wcześniejszych krążkach "Klopsika". W mojej opinii jedno z najlepszych wydawnictw roku 2010.

Oficjalna strona artysty: www.meatloaf.net