
Lessdress - Love Industry
Wydawca: SM Rock / Schubert Music / Koch
Rok wydania: 1993
- Cornfield Blues
- Keep On Walking
- Hometown
- I Hate The Way U Look
- Hangovers
- Love Industry
- Stroke The Pussy
- Out Of The Rain
- Lawfully Bedded
- U Can't Arrest Me
- Susies On Fire
Skład: Paweł Nowakowski - śpiew, gitara; Krzysiek Faliński - gitara; Sławek Onacik - gitara basowa; Radek Marcinkowski - instrumenty klawiszowe; Arek Nosarzewski - perkusja
Produkcja: Rafał Paczkowski
Lessdress to grupa w pewnych kręgach kultowa. W czasach jej największej aktywności niewiele było polskich zespołów, które można było postawić obok wykonawców zza oceanu, grających hard rocka czy hair metal, bez większego zażenowania zarówno pod względem samego materiału, jak i poziomu wykonawczego.
Zespół uformował się w 1984 r. i działał początkowo pod nazwą Ferrum. Głośniej zrobiło się o nim dwa lata później z racji występów na Metalmanii i w Jarocinie, choć publiczność wciąż pozostawała obojętna na twórczość grupy grającej, jak by nie było, mało popularny w Polsce gatunek muzyczny. W 1989 roku formacja zmieniła nazwę na Lessdress i podpisała kontrakt z wytwórnią Koch International. Debiutancki album zatytułowany Dumblondes ukazał się z dużym opóźnieniem i dostępny był jedynie w formie kasety (do czasu, aż po wielu latach wydała go wreszcie australijska wytwórnia Suncity Records). Nie da się ukryć, że muzycy zapatrzeni byli w ówczesny rynek amerykański, w dodatku śpiewali po angielsku. Teraz może się to wydawać dziwne, ale wtedy mało kto w kraju nad Wisłą mówił po angielsku i karierę lokalną robiły raczej zespoły używające rodzimego języka. Z drugiej strony, wokalista Paweł Nowakowski dzieciństwo spędził w Wielkiej Brytanii, dzięki czemu jego angielski pozbawiony jest charakterystycznego "polskiego akcentu". Drugi album zatytułowany Love Industry został zarejestrowany już w 1991r., ale do jego wydania doszło dopiero dwa lata później. Płyta uchodzi za mniej przebojową od debiutu, chociaż oscyluje w podobnej stylistyce grania. W 1995 r. Lessdress rozpadło się, by po kolejnych dwóch latach się reaktywować. 1999 r. miał przynieść materiał na trzeci album studyjny grupy, ale zmarł jej basista Sławek Onacik i znów zamilkła, tym razem na 8 lat, kiedy to ukazała się płyta Sugarfree, stylistycznie odbiegająca od klasycznych dokonań zespołu. Tyle historii, przejdźmy do Love Industry. Probując znaleźć jakieś podobieństwa do innych wykonawców z podobnego gatunku, ciężko jest wymienić jakiś konkretny zespół, chociaż odnaleźć można elementy muzyki Grand Funk Railroad, Roxxi, wczesnych nagrań Boston czy Thin Lizzy, może trochę Lillian Axe z czasów ich czwartej płyty, Extreme i kilku grup z USA mniej znanych polskim słuchaczom. Pierwszy numer w secie, Cornfield Blues, jest dokładnie tym, na co wskazuje jego tytuł. Akustyczny blues silnie inspirowany Ameryką, ale co dość istotne - odśpiewany z artykulacją typową dla melodyjnych grup hard rockowych z lat '80. Mógłby coś takiego zrobić David Lee Roth na solowych płytach, być może i Warrant czy Cinderella. Dla mnie takie rozważania są mało ważne, grunt, że kawałek mi się podoba. Klimat zmienia się na już typowo rockowy w Keep On Walking, do którego nakręcono teledysk. Kilka przejść na perkusji, potem pląsanie basu i wreszcie wchodzą rock'n'rollowe riffy. Nie wiem, czy przypadkiem gdzieś tam nie słychać odległego echa po dokonaniach Aerosmith. Bardziej trafia do mnie jednak kolejne Hometown, gdzie w strukturach również słychać solidnego rock'n'rolla. Numer jest bardziej melodyjny i uzbrojony w przebojowy refren. Przy okazji warto wspomnieć o dobrym brzmieniu, a nawet jak na polskie warunki i czas powstania brzmieniu wręcz idealnym. Nadzwyczaj przyzwoitą kompozycją jest I Hate The Way U Look, wypadające trochę tak, jak byśmy skrzyżowali Lillian Axe z Extreme. Gdzieś tam pomiędzy taktami można wyłowić gitarowe wstawki, które bardzo cieszą ucho. Doskonale spisuje się też sekcja rytmiczna. Aż dziwne, że taka kapela pojawiła się na lokalnym rynku, a jeszcze dziwniejsze, że nie zrobiła w swoim czasie kariery. Udanym nagraniem jest też Hangovers, chociaż chętnie widziałbym tu bardziej przebojowe aranżacje linii wokalnych. Przydałby się jakiś zapamiętywalny refren, który można by było wyśpiewywać razem z zespołem. Tytułowe Love Industry słusznie wybrano do reprezentowania płyty, bo ścieżka to nader przebojowa. Niezłe zwrotki, fajne linie wokalne, udane refreny i co chyba najważniejsze, nie brakuje rasowego, hard rockowego riffu napędzającego kawałek. Chętnie bym widział więcej takich utworów na tym wydawnictwie. Zawsze bawił mnie tytuł Stroke The Pussy, gdzie nie zabrakło czaderskich gitar, co mnie akurat cieszy. Znów rock'n'roll pełną parą i szkoda tylko, że wokalista nie zaaranżował swoich partii w sposób bardziej melodyjny, jak to miało miejsce w poprzedniej kompozycji. Czymże byłby zespół hard rockowy, gdyby nie zamieścił na płycie ballady? No i mamy Out Of The Rain, najbardziej skomercjalizowany utwór na całym wydawnictwie i zarazem ścieżkę z największą szansą na radiową emisję. Co ciekawe, brzmi ona nadal amerykańsko i nie ma ani trochę wspólnego z balladami prezentowanymi przez polskie formacje. Kilka rajcujących ucho fana rockowej muzy sprzężeń zwrotnych i rusza podbitym tempem Lawfully Bedded. Co tu dużo mówić, kto ma ochotę pobujać się na parkiecie, proszę bardzo. Magiczne słowo - rock'n'roll. U Can't Arrest Me ma sporo z tego bardziej popowego oblicza Van Halen, czyli gdzieś z czasów 1984, a spora w tym zasługa specyficznie użytych klawiszy. Amerykański charakter piosenki podkreślają jeszcze chórki. Kto wie, czy gdyby ktoś tego nie promował za oceanem, nie byłby to jakiś hit. Na sam koniec krążka naprawdę solidna robota całej grupy w postaci Susies On Fire. Tu cieszyć można się niemal każdym instrumentem i każdą nutą, no może poza kilkoma pierwszymi, gdzie perkusja brzmi trochę syntetycznie. Ten kawałek nie mógł powstać przypadkiem, słychać, że każda jego część jest dokładnie przemyślana jak u amerykańskiego Extreme.
Cała płyta trzyma równy poziom i ciężko wyróżniać jakieś konkretne kompozycje, a jednak w mój gust najbardziej trafiają Conrfield Blues, Love Industry i Susies On Fire, kiedy myślę o tym krążku, zawsze właśnie je mam w pamięci. A tak poza tym, to ten album uważam za lepszy od debiutu wbrew opinii innych recenzentów.
Oficjalna strona zespołu: www.lessdress.pl
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/lessdresslessdress