
Lillian Axe - Poetic Justice
Wydawca: Music For Nations / Capitol Records / I.R.S.
Rok wydania: 1992
- Poetic Justice
- Innocence
- True Believer
- Body Double
- See You Someday
- Living In The Grey
- Digital Dreams
- Dyin' To Live
- Mercy
- The Promised Land
- No Matter What
- She's My Salvation
- A Moment Of Reflection
Skład: Ron Taylor - śpiew; Stevie Blaze - gitara prowadząca, instrumenty klawiszowe, chórki; Jon Ster - gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe, chórki; Darrin DeLatte - gitara basowa; Gene Barnett - perkusja
Produkcja: Leif Mases
W 1992 r. hard rockowe albumy mogli nagrywać już tylko szaleńcy... albo ci, którzy naprawdę kochają taki typ grania. Po rozstaniu z wytwórnią MCA Records, drobnych zmianach personalnych (o ile tak można powiedzieć o wymianie całej sekcji rytmicznej) i z nowym producentem (Leif Mases, współpracował m. in. z Europe i Led Zeppelin) Lillian Axe nagrywa swój trzeci studyjny krążek dla małej wytwórni Grand Slamm Records. Dość szczególne wydawnictwo, bo z jednej strony sporo na nim nawiązań do genialnego Love & War, z drugiej pojawia się tendencja do pisania bardziej ponurych piosenek w stylu kolejnych płyt grupy.
W celu promocji albumu zespół grał ponoć wszędzie, gdzie się tylko dało, nawet w tak egzotycznych miejscach jak KFC. Co ciekawe, jak na krążek wydany przez tak małą wytwórnię płyta wbiła się do pierwszej setki na liście Billboardu, a pierwszy singiel dotarł nawet do 37 miejsca na radiowej liście R&R. Krążek otwiera bardzo spokojne intro, tytułowe Poetic Justice, na którego brzmienie składają się ilustracyjne klawisze i nastrojowo i wolno wchodząca gitara, potem wchodzi Innocence. Tu już gitary jak najbardziej ostre, sam numer całkiem niezły, rasowy rocker, brzmieniowo aż tak daleko nie odbiegający od poprzedniego studyjnego dzieła. Ciekawe wstawki w środku, jak zwykle wspaniała solówka w wykonaniu Blaze'a, kawałek z pewnością spodoba się fanom zespołu, ja jednak zazwyczaj czekam na jego jeszcze lepszych następców. Wspomniany wcześniej pierwszy singiel promujący wydawnictwo, czyli True Believer to już hicior w stylu utworów znanych z Love & War, zbliżony do nich strukturalnie i melodycznie. Wrażenie robią zaaranżowane ze smakiem wstawki akustyczne w środku numeru. Prawdziwa uczta dla zmysłów, ale dalej jeszcze lepiej. Body Double to jeden z moich faworytów i to z całej dyskografii formacji. Prosty, ale powalający na kolana, hard rockowy riff i marszowe rytmy gitary basowej, numer śmiało mógłby posłużyć za przykład, o co w tej muzyce chodzi. Prawdziwy hard rock to właśnie tak potężnie brzmiące gitarowe riffy i sekcja rytmiczna prąca do przodu z siłą dywizji pancernej. Zaskakuje pierwsza połowa solówki, bardzo luzacko brzmiąca, wzięta jakby z innej bajki. Za takie kawałki kocham tę kapelę. Zespół potrafi jednak nie tylko energetyzować męską część publiczności, zdolny jest też kruszyć serca płci pięknej tworząc takie perełki jak balladowe See You Someday. Wprawdzie jeśli o ballady chodzi, mając wciąż na uwadze twórczość Lilliana, niedoścignionym wzorem jest dla mnie The World Stopped Turning, ale i w tej odsłonie muzycy potrafią przykuć moją uwagę i zawsze z miła chęcią tej pozycji wysłuchuję. Grupa posiada bardzo rzadka umiejętność komponowania niebanalnych pościelówek. Living In The Grey otwiera raz jeszcze rasowy riff celujący w zagorzałych hardrockowców. Środek nie jest już tak agresywny, za to pełno w nim zagrywek utrzymanych w stylistyce "Miłości i Wojny", przez co utwór brzmi jak jedno z zaginionych nagrań z sesji do tamtego krążka. Jedna z moich ulubionych ścieżek w tym zestawie. Kolejna pozycja nie jest kawałkiem sensu stricto, Digital Dreams to czyste brzmienia gitar z dodanym pogłosem przypominającym gitarę hawajską, do tego kilka naturalnych flażoletów. Całość trwa niespełna minutę i zaraz po tym startuje Dyin' To Live. Niezwykle poruszający numer, gdzie Taylor swymi liniami wokalnymi w znacznym stopniu nawiązuje do sprawdzonej receptury z Love & War. Komu podobały się kompozycje z tamtej płyty, do tej ścieżki tez zapała miłością od pierwszego usłyszenia. Warto zwrócić uwagę, że na całej płycie materiał jest dość różnorodny i pomimo wspólnego brzmienia poszczególne kompozycje się od siebie różnią, jak nie tempami, to aranżacjami. Mercy to znów kawałek pisany "pode mnie". Czarująco czyste akustyki we wstępie i potem groźne gitary rytmiczne na przesterze to dość prosty trick, by zwrócić moją uwagę. Prosty, ale skuteczny. Cieszą uszy również pewne smaczki zastosowane wewnątrz, mianowicie pogłosy tak ustawione, jakby zespół grał na jakimś basenie, no i wspaniała, melodyjna, ale i ostra solówka. Znane frazy słowne otwierają balladę The Promised Land, jest to jedna z anglosaskich modlitw, której użyła też rok wcześniej Metallica w swoim przeboju Enter Sandman. Szkoda, że nie zdecydowano się na wypuszczenie tej balladki w formie teledysku, jestem niemal pewny, że ruch taki przysporzyłby grupie licznego grona nowych wielbicielek. No Matter What to podobno cover jednej z kompozycji zespołu Badfinger, nie słyszałem jednak oryginału, więc nie wiem czy i jak bardzo różnią się obie wersje między sobą. Z pewnością natomiast utwór wyróżnia się w tym zestawie, jest jakby strukturalnie prostszy, nie ma tu tych charakterystycznych dla kompozycji Lillian Axe smaczków. Numer nie jest zły, może się podobać, na kolana raczej nie powali. Wprawdzie po She's My Salvation też niczego skomplikowanego spodziewać się nie można, jak na kapelę to dośc średnie nagranie, ale za to powraca danie firmowe Lilliana, czyli wspomniane smaczki. Numer przypomina mi nieco kawałki z debiutanckiego krążka, tam takich "średniaków" było więcej. Ostatnie na płycie A Moment Of Reflection zamyka klamrowo wydawnictwo, gdyż jest dłuższym rozwinięciem tematu z intra Poetic Justice. Dodatkowa część to rozbudowany instrumentalny temat na gitarę akustyczną. Ilekroć patrzę na ten tytuł, zawsze zastanawiam się, do jakiej niby refleksji ma on słuchaczy pobudzać...
Jeśli brać pod uwagę całość materiału na tym krążku, to wydaje się on być nieco słabszy od kultowego już Love & War, ale to nadal kawał wyśmienitej muzy. Kilka numerów z płyty jest jak dla mnie wręcz nieśmiertelne i stanowi doskonały przykład na to, że gdyby hair metal nie został zniszczony przez grunge, to jeszcze przynajmniej przez kilka lat powstawałyby w tym gatunku zacne wydawnictwa. Nie wiem, czy album był w ostatnich latach wznawiany, ale wciąż można zakupić go z drugiego obiegu po rozsądnych cenach. Mnie udało się wprawdzie trafić na używany egzemplarz, ale bez żadnej ryski i z książeczką w stanie jak nowa, tak więc szukać warto. Gorąco polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.lillianaxe.com