
Lillian Axe - Lillian Axe
Wydawca: MCA Records / Massacre Records / Metal Mind
Rok wydania: 1988
- Dream Of A Lifetime
- Inside Out
- Vision In The Night
- Picture Perfect
- The More That You Get
- Misery Loves Company
- Nobody Knows
- Hard Luck
- Waiting In The Dark
- Laughing In Your Face
- Dancer [bonus w reedycji]
- Memory Of Me [bonus w reedycji]
- So Far Away [bonus w reedycji]
- You're Gonna Lose That Girl Tonight [bonus w reedycji]
- My Number [bonus w reedycji]
Skład: Ron Taylor - śpiew; Stevie Blaze - gitara prowadząca, instrumenty klawiszowe, chórki; Jon Ster - gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe, chórki; Rob Stratton - gitara basowa, chórki; Danny King - perkusja
Gościnnie: Michael Dorian - instrumenty klawiszowe; Nate Winger - chórki, Paul Winger - chórki
Produkcja: Robbin Crosby
Pochodząca z Nowego Orleanu grupa Lillian Axe zaczynała swą karierę w dość typowy sposób - nagrywając demówki i dużo koncertując po różnych klubach. Jeden z występów u boku Poison i Ratt jest tak udany, że zespołem zaczyna interesować się menadżer ostatniej z wymienionych kapel. Dzięki jego staraniom muzycy podpisują kontrakt z wytwórnią MCA Records, co doprowadzi do poswtania debiutanckiego krążka zatytułowanego po prostu Lillian Axe. W międzyczasie w grupie dojdzie do sporych roszad personalnych - posadę gitarzysty rytmicznego obejmie Jon Ster, po mikrofon sięgnie Ron Taylor, a za gitarę basową weźmie się Rob Stratton, cala trójka udzielająca się wcześniej w lokalnej formacji Stiff.
Nazwa Ratt pojawia się w historii grupy nieprzypadkowo. Nie dość, że właśnie z tym "gryzoniem" Lillian Axe koncertowało, nie dość, że zespołowi pomógł ich menadżer, to jeszcze producentem debiutu został Robbin Crosby, jeden z gitarzystów w ekipie Pearcy'ego. Na tym jednak się nie kończy, sama muzyka też ma sporo wspólnego z Ratt. Przede wszystkim brzmienie gitar jest dość podobne, struktury utworów też zbytnio od siebie nie odbiegają, aczkolwiek Lillian Axe wydaje się grać w sposób bardziej radosny. Słychać to w riffach, a jeszcze bardziej w solówkach Steviego Blaze'a. I jeszcze jedna cecha wspólna dla obu kapel - muzycy grają w sposób prosty, ale robiący wrażenie. Niemal filmowe intro rozpoczyna Dream Of A Lifetime, tak się składa, że najmniej lubianą przeze mnie kompozycję w tym zestawie, ale wybraną akurat przez grupę do promowania całego albumu. Gitarowo numer bliski jest Ratt, a jakże, natomiast odróżnia go zdecydowanie barwa głosu wokalisty, Rona Taylora. Co do samej barwy Taylora zastrzeżeń nie ma żadnych, natomiast linie melodyczne, zwłaszcza w refrenach, coś nie za bardzo do mnie trafiają. Reszta utworu jest bardzo przyzwoita, ale dalsze kawałki będą zdecydowanie lepsze. Tak więc dla mnie płyta zaczyna się dopiero od Inside Out, numeru nieco ostrzejszego, a właściwie cięższego od poprzednika. Wyczuwalne są tu marszowe rytmy jakże charakterystyczne dla Dokken i niewykluczone, że muzycy inspirowali się dokonaniami Dona i spółki. Sposób śpiewania Taylora jest natomiast bliższy twórczości zespołów sleazeowych, jest to słyszalne zwłaszcza na pierwszych trzech wydawnictwach Lilliana. Zaryzykuje twierdzenie, że to właśnie Ron nadawał ton brzmieniu grupy, przynajmniej w jej początkach. Vision In The Night ponownie zbliża się do brygady Crosby'ego, chociaż sam początek piosenki jest jeszcze weselszy. Przede wszystkim zespół nie szarżuje, gra w średnim tempie, solówka Blaze'a dość techniczna, choć jeszcze nie na granicy jego możliwości. Ucho cieszy zakończenie, gdzie wpleciono czyściej brzmiące gitary (kilka lat wcześniej de facto podobnego patentu użyło... Ratt). W Picture Perfect zespół jakoś szczególnie nie zabłysnął, zagrał dość przeciętnie, jak wielu innych, chociaż momentami są pewne przebłyski, np. początek refrenu wypada całkiem nieźle. Znacznie lepiej będzie w The More That You Get, gdzie słychać inspiracje wczesnym Van Halenem i aspiracje do występowania na stadionach. Wciąż nie jest to muzyka najwyższych lotów, ale postęp jest słyszalny. Misery Loves Company udowadnia, że nie trzeba jak Koziołek Matołek szukać daleko, tego co jest całkiem blisko. Bez specjalnego kombinowania, prostym efektem osiągnięto coś wspaniałego. Ostry hard rockowy riff plus dokkenowskie marszowe tempo i zgrabnie zaaranżowane linie wokalne czynią z tego numeru porządny hit. Mój ulubiony kawałek w secie i zarazem jeden z najlepszych moim zdaniem utworów w całej karierze grupy. Rzecz porównywalna z Unchain The Night Dokken, czy z Lack Of Communication Ratt - niby melodie inne, ale te same środki wyrazu. Dla odmiany coś spokojniejszego, czyli ballada Nobody Knows. Chłopaki udowadniają tutaj, że mogą iść śmiało w szranki z najpopularniejszymi w owym okresie twórcami pościelówek. Umiejętności kompozytorskie Blaze'a i Lillian Axe zresztą zawsze bardzo mnie zadziwiały, bo poza udanymi rockerami potrafili komponować urzekające ballady. Nietypowym jak na kapelę utworem jest Hard Luck, aż się człowiek zaczyna zastanawiać, czy ktoś mu nie podmienił CD w wieży. To coś w klimatach jakby ciężej zagranego Honeymoon Suite i wolniejszych numerów Aviatora, względnie Coney Hatch. Biorąc pod uwagę fakt, że kilka piosenek z początku płyty było do siebie dość podobnych, jest to taka miła odmiana od przyjętej stylistyki. Jeszcze jedna ballada, tym razem mniej typowa, czyli Waiting In The Dark. Partie gitar akustycznych przeplatają się tu z elektrycznymi, także perkusja wybija nietypowe jak na balladę rytmy. Wszystko pasuje jednak do siebie, a zastosowany tutaj układ brzmień powoduje, że kompozycja nie pozwala nam się nudzić. Płytę zamyka radosne Laughing In Your Face, znów coś na modlę Ratt. Świetny numer i mógłby on otwierać krążek, a tak po prostu w moim odczuciu poprawia niekorzystne wrażenie pozostawione przez Dream Of A Lifetime. Interesujący riff napędowy, powtarzający się jeszcze w podkładach refrenu i jakby zapowiadający kolejna płytę, która takich zagrywek będzie miała więcej.
Jak na debiut jest to pozycja bardzo udana, bo pokazuje, na co stać zespół. Po niej grupa nagrała serię nadzwyczaj dobrych krążków i szkoda tylko, że nie zyskała większej sławy. Album świetnie się prezentuje na półce obok wydanych w tym samym roku płyt Wingera (też debiut) i Ratt (Reach For The Sky), to mniej więcej te same rejony stylistyczne. Wprawdzie preferuje późniejsze nagrania Lillian Axe, ale i do tego krążka czasem wracam, by posłuchać tych kilku zaprezentowanych tu killerskich numerów. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.lillianaxe.com