
Lillian Axe - Psychoschizophrenia
Wydawca: Music For Nations / Capitol Records / I.R.S. / Grand Slam
Rok wydania: 1993
- Crucified
- Deepfreeze
- Moonlight In Your Blood
- Stop The Hate
- Sign Of The Times
- The Needle And The Pain
- Those Who Prey
- Voices In My Walls
- Now You Know
- Deep Blue Shadows
- The Day That I Met You
- Psychoschizophrenia
Skład: Ron Taylor - śpiew; Steve Blaze - gitara prowadząca, instrumenty klawiszowe, chórki; Jon Ster - gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe, chórki; Darrin DeLatte - gitara basowa; Tommy Scott - perkusja
Produkcja: Leif Mases
Co do płyty Psychoschizophrenia opinie fanów Lillian Axe są podzielone. Jedni twierdzą, że to najlepszy album w ich dorobku, inni że jednak słabszy od poprzedników, ale zasadniczo nikt nie kwestionuje tego, że to po prostu bardzo dobry krążek. Wydawnictwo jest bardziej mroczne, niż to było dotychczas, lecz jest to naturalna konsekwencja tego, co zaczęło się już na Poetic Justice, w warstwę tekstową Taylor włożył jeszcze więcej uczucia, coraz więcej do powiedzenia na temat materiału ma też basista Darrin DeLatte. Zespół zdecydował się na kontynuację współpracy z producentem Leifem Masesem, za to po raz kolejny nastąpiła zmiana na stanowisku bębniarza. Nowym perkusistą został Tommy Scott Stewart, gdyż Barnett zdecydował się dołączyć do grupy Doctor Butcher (projekt członków takich formacji jak Savatage i King Diamond).
Czuć, że lata dziewięćdziesiąte dały już o sobie znać i że Lillian Axe nie pozostało na ten znak czasów obojętne. Brzmienie gitar w Crucified odbiega od tego, co kapela prezentowała na poprzednich studyjnych wydawnictwach. Teraz jest to tzw. crunch, harmonicznymi przypominający dokonania grup grunge'owych i modern rockowych, ale gitarzyści wygrywają na nim typowo sleazowe podkłady. Niezależnie od tego głos wokalisty ma nadal bardzo wiele wspólnego ze stylistyką śpiewania jak np. w All's Fair In Love And War, a pan Blaze nie zapomniał, jak wycinać znakomite solówki. Deepfreeze trafia do mnie mocniej od pozycji pierwszej, może dlatego, że jest tu już więcej kombinowania, podczas gdy numer uprzedni był bardziej jednolity. Ten kierunek rozwoju grupy mnie odpowiada, rozwinięciem tej formuły będzie zresztą album Waters Rising, choć tam wszystko stanie się jeszcze cięższe. Jest więc kilka bardzo dynamicznych zagrywek, chociażby w refrenie, dodam, że świetnie spisuje się tu nowy nabytek zespołu, czyli perkusista. Dość osobliwym numerem jest Moonlight In Your Blood, to tak, jak byśmy połączyli klasycznego Lilliana z grungem, tyle że wszystko i tak wypada radośnie. Rewelacyjnie zaaranżowane linie wokalne, słychać, że Taylor poważnie zabrał się za swoje partie, bo przy poprzedniej płycie pozostawiał trochę niedosytu. Raz jeszcze przebojowa solówka jest jak wisienka na torcie, która sprawia, że dobra kompozycja staje się jeszcze lepsza. Stop The Hate to z kolei utwór klimatyczny, ze świetnym klawiszowym wstępem, który kojarzy mi się z jednym z wydanych w podobnym czasie kawałków Savatage. Patent na przebój wzorowany na sprawdzonych aranżach z drugiej płyty, lecz nie jest to zarzut, bo jak wiadomo, dobre wzorce godne są naśladowania. Talent kompozytorski chłopaków obrazuje wstęp do Sign Of The Times, dalsza część kawałka już nie tak ambitna, wciąż jednak niezła, wokale niczego sobie. Ciekawa rytmika, ale brzmienie mogłoby być cięższe, dodałoby numerowi kopa, a tak to tylko poprawna kompozycja. Ballady zawsze były silną stroną Lillian Axe, także tym razem zespół nie zawiódł. The Needle And The Pain podoba mi się, zwłaszcza brzmieniem akustyków, choć nie robi aż takiego wrażenia jak pościelówy z dwójeczki. Zakładam, że płeć piękna na jej punkcie oszaleje. Powrót w ostrzejsze rejony przychodzi wraz z Those Who Prey, gdzie dźwięk gitar zdaje się powracać do tego, co słyszeliśmy na dwóch poprzednich krążkach - dla mnie to akurat zaleta. Uwagę zwraca całkiem zgrabny refren, tu też znajdziemy kilka miłych dla ucha podobieństw do "Love.." i "Poetic...". Jeszcze lepsze jest Voices In My Walls, podoba mi się tu niemal wszystko, poczynając od samego pomysłu na utwór, poprzez jego aranżacje z dzwonami, a najbardziej chyba sposób rozłożenia akcentów między gitarami akustycznymi a perkusją. Nie jest to jakiś typowy hard rock, są spore naleciałości z innych gatunków (grunge?), ale pasuje wszystko do siebie i wypada miodnie. Poniżej pewnego poziomu muzycy nie schodzą i słychać to w Now I Know. Niby nie jest to jakiś super hit, ale znowu zapychaczem też nazwać go nie można, inne kapele mogłyby się uczyć od Lilliana, jak komponować kawałki. Śmiem nawet twierdzić, że gdyby z takich utworów złożyć całą płytę, to i tak byłaby ona słuchalna i zapewne lepsza od większości wydawanych obecnie krążków. Początek balladowy, dalej po prostu przyzwoita rockowa ścieżka w raczej wolnym tempie, przy każdym kolejnym odsłuchu sporo zyskująca. Deep Blue Shadows to jakby kontynuacja, czy też muzyczne rozwinięcie drugiego i trzeciego kawałka z tego samego albumu. Podobne patenty i rozwiązania, jeszcze więcej radości z grania. No i obowiązkowo muszę dodać, że piosenkę uzbrojono w rewelacyjną wręcz solówkę z cytatami neoklasycznymi, co od razu wywołuje na mojej twarzy wyraz zadowolenia. Miedzy innymi za zabójcze gitarowe sola zawsze tak bardzo wysoko ceniłem Lillian Axe. Nagranie o tytule The Day That I Met You wręcz musiało być balladą. Poziomem nie ustępuje zbytnio takiemu klasykowi jak np. When The Children Cry White Lion, niemal mógłbym się założyć, że spodoba się właśnie tym, których powalił Biały Lew. Jestem pełen podziwu dla tej kompozycji i aż dziwię się, że jakoś nie spotkałem jej na różnego rodzaju składankach. Tytułowa Psychoschizophrenia swym początkiem przywodzi mi na myśl utwór Meltdown Vinniego Moore'a, bardzo zbliżony pomysł na kawałek. Dalej już oba numery się rozjeżdżają, chociaż nie wiadomo, jak by się to wszystko potoczyło, gdyby Vinnie do swojej kompozycji dostawił linie wokalne. Skoro już wirtuozów gitary przywołuję do tablicy, to wspomnę jeszcze, że solówkę Blaze zagrał tu nieco na styl Nuno Bettencourta z pierwszych płyt Extreme. Ścieżka nieco inna niż poprzednie, ale nadal miód-malina.
Ilekroć zabieram się za słuchanie dokonań Lillan Axe, nie mogę się nadziwić, że taka kapela nie zyskała światowej sławy. Owszem, fani hard rocka i hair metalu ją znają, ale jeśli wziąć pod uwagę te wszystkie młodzieżowe pisemka z tamtych lat, które zamieszczały plakaty i krótkie opisy zespołów, to jakoś większej uwagi do Lilliana nie przywiązywano. Ja jednak wierzę w pewną sprawiedliwość dziejów, nic nie stoi na przeszkodzie, by grupę docenić choćby teraz. W tym roku wychodzi Sad Day On Planet Earth, najnowsze dzieło Axe, zatem by narobić sobie apetytu, warto sięgnąć po starsze nagrania zespołu. Gorąco polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.lillianaxe.com