
Legion - Tempest
Wydawca: Z Records
Rok wydania: 2014
- Just Can't Stop
- Open Fire
- Steal The Night Away
- More Than Meets The Eye
- Altered State
- Walking In Your Footsteps
- Do Or Die
- Piece Of My Heart
- My Sacrifice
- Crash & Burn
- (We Are) Legion
Skład: Phil Vincent - śpiew, Vince O'Regan - gitary; Gavin Cooper - gitara basowa; Irvin Parrat - instrumenty klawiszowe; Steve Hopgood - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: Vince O'Regan
Amerykański wokalista Phil Vincent to jeden z tych muzyków, których można stawiać za wzór pracowitości. Vincent znany jest z takich zespołów jak D'Ercole, Tragik, Circular Logik, działalności solowej, a w ostatnich latach także z Legion. Z tą ostatnią formacją zdołał w ciągu 4 lat nagrać aż 6 albumów, a niżej recenzowane Tempest to najnowsze dzieło z tej szóstki.
Na początek kilka słów na temat składu grupy. Vincenta wspomaga ta sama ekipa co zazwyczaj, czyli muzycy znani z takich zespołów jak Lionsheart, Paul Di'Anno, Escape UK, Bob Catley, z tym że w szeregi formacji powraca znów znany z pierwszych czterech krążków perkusista Steve Hopgood (Jagged Edge, Persian Risk, Paul Di'Anno). Pod względem stylistycznym na płycie Tempest grupa Phila powraca mniej więcej w klimaty prezentowane na swoich dwóch pierwszych albumach, zatem spodziewać można się melodyjnego, ale zarazem ciężkiego, czasem podchodzącego pod heavy metal hard rocka. Pierwsze w zestawie Just Can't Stop startuje zgrabnym intrem z chórami niemal gregoriańskimi, przed- lub pobitewnym klimatem w tle i uderzeniami w bębny jeszcze ten bitewny klimat wzmagającymi. Dalej numer rusza z kopyta riffem przypominającym mi dokonania Liesegang/White, by wreszcie dołożyć do pieca i zaprezentować coś w stylu Drivera (czyli hard rock grany z heavy metalowym zacięciem). Całkiem niezły kawałek jak na start, jedynym zgrzytem może być tutaj brzmienie całości, co trochę dziwi w czasach, gdy wystarczy usiąść na dłużej przed komputerem i poustawiać kilka suwaków w pierwszym lepszym programie, by uzyskać przyzwoity efekt. W Open Fire ekipa Vincenta robi to, z czego słynęła już wcześniej - klonuje dokonania Dokken. No, jak nic, słyszę tutaj ewidentną kopię Standing In The Shadows, plus jakieś elementy z innych kompozycji Dona i spółki i nic na to nie poradzę. Do tego jeszcze jakieś echa z Wicked Sensation w bridge'ach. Zaznaczę, że wcale mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, tym mnie grupa Vincenta od razu kupiła. W Steal The Night Away krzyżują się wpływy Accept, Wingera, Blue Murder i kto wie, czego jeszcze. Brzmi to jak naprawdę dobry hair metalowy numer, tyle że zagrany ciężej i ostrzej. Paradoksalnie, linie wokalne mogłyby być lepsze i byłby hicior, ale i tak jest cholernie dobrze. Z kolei w takim More Than Meets The Eye znów na myśl przychodzi Winger i to nawet pod względem wokalnym. Jak tu nie polubić tego kawałka, gdy uwielbia się dokonania Kipa i jego kumpli? Tylko stylu solówki do końca nie skopiował pan O'Regan, choć momentami też jest blisko. Początek Altered State też jakbym gdzieś już słyszał (chyba u Dokkena, jak nie z grupą, to solowo, choćby na Up From The Ashes), a gdy za mikrofonem pojawia się Vincent, to jakbym słuchał Kipa Wingera w którymś z wolniejszych nagrań. Kiedy wchodzą ciężkie i wolne gitary, nie trudno o skojarzenia z niektórymi kompozycjami Lionsheart. Z ciekawostek, fajnie się tutaj prezentuje współpraca gitar nieprzesterowanych z tymi zagranymi przy pomocy przesteru. Walking In Your Footsteps od pierwszych już nut zdradza inspiracje Dokkenem i szybszymi nagraniami Wicked Sensation oraz ze szczyptą Pink Cream 69. Doskonałym uzupełnieniem ścieżki jest shredderska solóweczka, co też idzie kawałkowi i muzykom na plus. Kolejne Do Or Die to raz jeszcze klonowanie Dokkena, zwłaszcza z tych szybszych nagrań oraz z solowego Dona, z niewielką domieszką Pretty Maids. Znów ciężko jest się za takie zabiegi obrażać, toteż chyba nikt nie ma takiego zamiaru. Po prostu jeszcze jedna rajcowna kompozycja dla fanów gatunku. Przy Piece Of My Heart musiałbym raz jeszcze wymienić nazwę pewnego zespołu, która padła tu już kilka razy, ale zamiast tego powiem, że w numerze można też zauważyć pewne wpływy Scorpions z okolic połowy lat '80 oraz XYZ z czasów jego debiutu. Cóż więcej mogę powiedzieć... to po prostu jeszcze jeden zgrabny numer, którego trzeba posłuchać. W My Sacrifice powracają w tle te "chóry" znane z pierwszego kawałka, a do tego pojawia się taki fajny, nieco złowieszczy riff, podobny odrobinę do niektórych ścieżek prezentowanych przez Wicked Sensation. Trochę do tego wszystkiego nie pasują linie wokalne, ale ostatecznie idzie się przyzwyczaić. Crash & Burn brzmi tak, jakby ktoś wziął jakiś utwór Whitesnake i zagrał go trzy razy szybciej dozbrajając przy okazji w power metalową galopadę perkusji. Nie przepadam w sumie za takimi zabiegami, lecz ten jakoś szczególnie mnie nie razi (może dlatego, że umieszczono go dopiero pod koniec płyty). Krążek zamyka zgrabne (i powabne ;)) (We Are) Legion. Obowiązkowo czuć tu Dokken na kilometr, ewentualnie XYZ z pierwszego albumu, z tym że wokale są już z innej bajki. Tempo średnie do wolniejszego, z charakterystycznie bujanym rytmem. Piosenka dobra do potupania stopą, ale jestem pewien, że nie tylko do tego.
Pomijając mankamenty brzmieniowe, mamy tu zestaw bardzo dobrych kompozycji i w zasadzie żadnego zapychacza (na siłę może z jeden by się znalazł). Z krążkiem powinni zapoznać się fani Dokken, Winger, Wicked Sensation i XYZ, w mniejszym stopniu także sympatycy Accept i Driver. Żeby nikogo nie dyskryminować powiem tak: niech sięga po album każdy, kto lubi dobrego, melodyjnego, ale ostrego hard rocka.
Oficjalna strona Phila Vincenta: www.philvincentbands.com