
Anubis Gate - Horizons
Wydawca: Nightmare Records / MRI
Rok wydania: 2014
- Destined To Remember
- Never Like This (A Dream)
- Hear My Call
- Airways
- Revolution Come Undone
- Breach Of Faith
- Mindlessness
- Horizons
- A Dream Within A Dream
- Erasure
Skład: Henrik Fevres - śpiew, gitara basowa; Michael Bodin - gitary; Kim Olesen - gitary; Morten Gade Sørensen - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: Kim Olesen i Jacob Hansen
Duńska progmetalowa grupa Anubis Gate istnieje formalnie od 2003 r., ale muzycy ją tworzący grali już ze sobą w kilku innych zespołach od połowy lat '80 ubiegłego wieku. W tym roku ukazało sie ich szóste już wydawnictwo studyjne zatytułowane Horizons. Jest to drugi krążek, na którym zaśpiewał dotychczasowy basista Henrik Fevres i zarazem pierwszy, na którym na gitarze gra Michael Bodin.
Z twórczością tej ekipy zetknąłem się po raz pierwszy kilka lat temu. Choć nie pamiętam, która to była płyta, pamiętam, że Duńczycy grali nie najgorzej, acz bez rewelacji. Teraz znalazłem więcej czasu, by bardziej wsłuchać się w ich nowe dzieło, stąd i niniejsza recenzja. Tak więc Anubis Gate specjalizuje się w metalu progresywnym i sili się na różnorodność jakże pożądaną w tym gatunku. Przykładem może być otwierająca album kompozycja Destined To remember, gdzie napotkamy zarówno epickie, klawiszowe klimaty ilustracyjne, spokojne momenty w stylu Fates Warning, jak i cięższe gitarowe zagrywki, których nie unikają Vanden Plas czy Silent Memorial. Gdzieniegdzie dosłyszeć można się i wpływów Dream Theater mniej więcej z czasów Images/Awake. Co do śpiewu, Henrik może nie należy do grona wokalistów wybitnych, za to jego głos pasuje do muzyki i to się liczy. Never Like This (A Dream) już nie robi na mnie takiego wrażenia jak poprzednik, a to choćby za sprawą użytej tu elektroniki. Oczywiście, numer spodobać się może np. fanom ambientu i industrialu, w moim przypadku to jednak nie zadziała. Wprawdzie końcówka ścieżki będzie całkiem niezła, ale to trochę za mało. Trudno, idziemy dalej. Sto razy lepszym nagraniem jest ciężkie i mocno rytmiczne Hear My Call, chociaż tutaj leżą z kolei linie wokalne, a szkoda. Numer ciągną głównie gitary utrzymane w stylistyce Nevermore oraz akustyczna solówka w środku utworu. Airways zaskakuje od samego początku kapitalnymi aranżacjami akustyków - nie powstydziliby się tego Winger i Ugly Kid Joe, gdzieś tam świta mi w pamięci mocno podobna zagrywka od Axxis (Living In A World?), choć ostatnio chyba i H.e.a.t miało coś podobnego w swoim repertuarze. Dalej pojawią się burzące ten spokojny nastrój cięższe gitary, tyle że grają one ciągle wolno. Mamy więc progmetalową balladę i to bardzo udaną. Jest to jedno z najlepszych nagrań na płycie. W Revolution Come Undone grupa krzyżuje ze sobą style Vanden Plas, Nevermore i Sodoma (!) z czasów Better Off Dead. Ścieżka nie jest szczególnie skomplikowana, łatwo wpada w ucho, ale i niestety szybko z niego ulatuje. Za to całkiem niezłym numerem jest kolejne Breach Of Faith. Tutaj jest bardziej melodyjnie, bardziej klimatycznie i bardziej przemyślanie, choć już wolniej. Na myśl przychodzą mi porównania do Circus Maximus, Threshold, Starbreaker i Aspera (aka Above Symmetry). Warto zwrócić uwagę na ciekawe linie wokalne w okolicach połowy ścieżki. Mindlessness rozpoczyna się od genialnego wstępu, którego nie powstydziliby się pewnie Finowie z Anthriel. Dalej jest różnie, najbardziej zadowoleni będą chyba sympatycy przywołanej przed chwilą Aspery. Horizons, czyli kawałek, od którego album bierze swój tytuł, jest kompozycją całkowicie łatwostrawną i dość krótką jak na progesywne standardy. Problem z nią taki, że jest ulotna - im więcej odsłuchań, tym szybciej jej czar pryska. Niestety kolejne w zestawie A Dream Within A Dream też na kolana nie rzuca, a kończąca płytę ballada Erasure jest zwyczajnie słaba i nijaka.
Na Horizons znajdują się 4 utwory-killery, o których można powiedzieć coś pozytywnego, z czego trzy chowają się gdzieś na środku wydawnictwa. Reszta zestawu jest taka sobie, a końcówka dzieła wypada kompletnie słabo. Ze względu na kilka lepszych momentów można uznać krążek Duńczyków za zaledwie przyzwoity. Konkurencja tego roku spisuje się lepiej i chyba warto jednak sięgnąć po coś innego, choćby po Vanden Plas, Transatlantic czy Vanishing Point.
Oficjalna strona zespołu: www.anubisgate.com