
Joe Satriani - Unstoppable Momentum
Wydawca: Epic Records / Red Ink / Sony BMG
Rok wydania: 2013
- Unstoppable Momentum
- Can't Go Back
- Lies And Truths
- Three Sheets To The Wind
- I'll Put A Stone On Your Cairn
- A Door Into Summer
- Shine On American Dreamer
- Jumpin' In
- Jumpin' Out
- The Weight Of The World
- A Celebration
Skład: Joe Satriani - gitary, instrumenty klawiszowe, harmonijka ustna; Vinnie Colaiuta - perkusja i instrumenty perkusyjne; Chris Chaney - gitara basowa; Mike Keneally - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Joe Satriani i Mike Fraser
W ostatnich latach, jak zwykle zresztą, Joe Satriani nie próżnuje - przede wszystkim dużo koncertuje, nagrywa płyty (przed wydawnictwem właśnie opisywanym zdążył nagrać drugi krążek z Chickenfoot), w tym i koncertowe (Satchurated: Live in Montreal, 2012 r.). Niejako "w przerwie" uszczęśliwił wreszcie fanów nowym, czternastym już pełnowymiarowym studyjnym dziełem solowym, podniośle zatytułowanym Unstoppable Momentum.
W składzie ekipy towarzyszącej wirtuozowi zaszły drobne zmiany. Na basie zagrał znany choćby z Jane's Addiction muzyk Chris Chaney, a za perkusją zasiadł Vinnie Colaiuta (Jeff Beck, Frank Zappa, Sting). Płytę rozpoczyna tytułowe Unstoppable Momentum będące takim Satrianim w pigułce. Zaraz po spokojnym, ilustracyjnym wstępie dostajemy serię dźwięków złożoną z flażoletów i techniki legato, by dalej przejść w klimaty bluesowe, jakie znamy już z wcześniejszych wydawnictw. Za połową robi się ciężej i jakby bardziej mrocznie - to akurat mój ulubiony moment tego kawałka. Utwór nie zawodzi, bo najzwyczajniej w świecie opiera się na wielokrotnie sprawdzonej recepturze. Can't Go Back rozpoczyna się dość skocznie, by po chwili nieco się uspokoić, czyli nic innego jak słynne żonglowanie nastrojami, do których Joe zdążył już nas przyzwyczaić. Z biegiem czasu gitarzysta zaczyna zagęszczać dźwięki, poprzez riffowe wariacje przechodząc do szybszego, bardzo zgrabnego bluesiora. Mniej więcej w połowie w podkładzie pojawia się cięższy i zarazem radosny motyw, który tak mi się spodobał, że kilka razy nawracałem ścieżkę, by posłuchać go ponownie (skąd Satch bierze takie pomysły?). Kolejne Lies And Truths startuje raczej niepozornie i mogłoby się wydawać, że będzie to jakiś przeraźliwie wolny i może nawet nudny numer. Ani trochę, jest to bowiem kompozycja progresywno-eksperymentalna, w której słychać inspiracje Hendrixem, plus oczywiście odrobina wymiatania jak najbardziej od Satrianiego. Poprzednikom nie dorównuje już Three Sheets To The Wind, chociaż intrygować może środek z tak chorymi melodiami, jakby były one układane pod wpływem mocnych prochów ;). To może być w pewnych okolicznościach zaleta, o ile mamy odpowiedni nastrój i jesteśmy miłośnikami eksperymentów. I'll Put A Stone On Your Cairn ma w sobie coś z muzyki baletowej i dobrze sprawdziłoby się jako podkład dźwiękowy dla tych pań, które lubią stawać na paluszkach. Ścieżka jest bardzo krótka, trwa niespełna dwie minuty. A Door Into Summer słyszałem jeszcze, zanim krążek wpadł w moje ręce, gdyż utwór wypuszczony był promocyjnie do Internetu jako taki singlowy "apetyzer". Jest to bardzo typowy dla Satrianiego kawałek z ogrywanym motywem przewodnim, na którego tle wirtuoz gra sobie solówki. Solówki takie, do jakich już się przyzwyczailiśmy, czyli zazwyczaj wolne z szybszymi momentami. Tempo przyspieszy nieco w Shine On American Dreamer. Jakichś większych szaleństw nie będzie, znajdzie się jednak kilka ciekawych melodii. Z racji swego klimatu nagranie świetnie spisze się, gdy będzie wykonywane na żywo, no i deskorolkowcy powinni również po niego sięgnąć (kiedyś takie ścieżki leciały w TV jako podkłady pod ich wyczyny). Nie wiem, dokąd Satch chce wskoczyć w Jumpin' In, ale trzymam za niego kciuki, bo to udana kompozycja. W podkładach pojawiają się dyskretne rytmy funkowe, za to gitary od czasu do czasu zajadą stylistyką ZZ Top. Część linii melodycznych sprawia wrażenie solidnie ułożonych, część z kolei wygląda na improwizacje, efektem jest nader zgrabny mariaż z pewnością warty posłuchania. Jumpin' Out z założenia miało być chyba sekwelem Jumpin' In. W tamtej części było więcej łatwostrawnych melodii, tutaj pojawią się momenty niemal psychodeliczne, na szczęście jednak nie będzie ich zbyt wiele. Kompozycja dobra, lecz nie genialna, w każdym bądź razie nieco słabsza od części pierwszej. Z pewnością niezłym numerem jest The Weight Of The World, gdzie pojawia się kilka motywów przypominających wczesne dokonania Satcha. Bogactwo artykulacyjne, obecne zwłaszcza w drugiej połowie utworu, robi silne wrażenie. Mało kto potrafi tyle wycisnąć ze swojego wiosełka, a dla Satrianiego to przecież pestka. A Celebration to już ostatnia propozycja muzyka na tym wydawnictwie. Brzmi trochę jak jakiś dalszy ciąg Ceremony z Crystal Planet, przy czym jest nieco szybsze i jeszcze bardziej melodyjne. Jakichś nieziemskich popisów technicznych tutaj nie uświadczymy, ale nie o to tym razem chodziło. Myślę, że Satriani chciał po prostu umieścić na samym końcu coś bardzo lekkiego, rozrywkowego i szybko wpadającego w ucho.
Pewne porównania płyty do poprzedniczek są nieuniknione, jak to u Joego. Z jednej strony stylistycznie nic zaskakującego, z drugiej jednak masa świetnych patentów wpleciona, jak mawiają Apacze, to tu, to tam. Album bardzo dobry, na pewno jeden z najlepszych, jakie Joe Satriani nagrał w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Dla fanów gitarowych cudów rzecz bezwzględnie obowiązkowa, a jeśli ktoś jeszcze nie zna twórczości tego wirtuoza, Unstoppable Momentum to też odpowiednia pozycja, by się z nią zaznajomić. Jak najbardziej polecam.
Oficjalna strona artysty: www.satriani.com