
Joe Satriani - Strange Beautiful Music
Wydawca: Epic Records / Sony Music
Rok wydania: 2002
- Oriental Melody
- Belly Dancer
- Starry Night
- Chords of Life
- Mind Storm
- Sleep Walk
- New Last Jam
- Mountain Song
- What Breaks A Heart
- Seven String
- Hill Groove
- The Journey
- The Traveler
- You Saved My Life
- The Eight Steps [japoński bonus track]
- Slick [bonus track jeszcze nigdzie nie zamieszczony]
Skład: Joe Satriani - gitary elektryczne i akustyczne, banjo, gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Jeff Campitelli - perkusja; Eric Caudieux - instrumenty klawiszowe i obróbka komputerowa; Matt Bissonette - gitara basowa; John Cuniberti - instrumenty perkusyjne
Produkcja: Joe Satriani, John Cuniberti i Eric Caudieux
Tytuł płyty Joe Satrianiego doskonale oddaje jej zawartość. Z jednej strony mamy niewątpliwie do czynienia z dziwną muzyką, z drugiej zaś jest to muzyka piękna. Obeznani z twórczością Satrianiego z pewnością nie będą zaskoczeni stylistyką gry gitarzysty, bowiem wirtuoz wypracował sobie własne brzmienie, któremu już od wielu lat pozostaje wierny. Tym razem w przeciwieństwie do Engines Of Creation Joe porzucił zbyt daleko idące eksperymenty i stworzył dzieło dość uniwersalne, które zaspokoi chyba nawet najbardziej wybredne gusta. Ale może po kolei...
Na wstępie płyty umieszczony został utwór Oriental Melody, wbrew pozorom niezbyt mocno kojarzący się z melodiami orientalnymi, natomiast jego początek zgodnie z tytułem albumu wydaje się nieco "dziwny" i można tu usłyszeć nawiązania do najbardziej tajemniczych melodii znanych z końcówki albumu Flying In A Blue Dream. W pewnym momencie zmienia się nieco główny temat, by wreszcie przejść w dźwięki podobne do tych wolniejszych utworów zamieszczonych niegdyś na płycie The Extremist. Druga kompozycja na krążku, Belly Dancer, zaczyna się od dość "ostrożnego" użycia efektu wah-wah, a zaraz potem można usłyszeć frazowanie charakterystyczne dla melodii ludowych zza naszej wschodniej granicy. Słychać, że gitarzysta czerpie swe inspiracje nie tylko z kręgu muzyki rockowej. Starry Night to bardzo spokojny utwór, utrzymany w klimatach zbliżonych wspomnianej już płyty The Extremist w jej spokojniejszym wydaniu. Wiele wolniejszych momentów mamy też w Chords Of Life, pewne fragmenty mogą się nawet kojarzyć z dokonaniami Marty Friedmana z czasów Scenes i Introduction, ale też występują tu przyspieszenia tempa i rozwiązania rytmiczne znane z Circles i Echo Satrianiego. Mind Storm nieodparcie kojarzy się z klimatem albumu Crystal Planet, aczkolwiek tym razem słychać dużo lepszą produkcję, gdyż brzmienie gitary jest tu dużo bardziej klarowne. Kolejny utwór, Sleep Walk, może być dość poważnym zaskoczeniem dla fanów wirtuoza, bowiem tym razem słychać w nim inspiracje muzyką hawajską, a także wolniejszymi tańcami latynoamerykańskimi. By odpocząć od melancholijnych nastrojów, Joe przyspiesza tempo w kompozycji New Last Jam. Można rzec, że jest to typ gry, za który zawsze ceniły go rzesze gitarzystów - wirtuozeria na najwyższym poziomie, dokładna artykulacja połączona z kaskadami dźwięków. W Mountain Song następuje powrót do nieco spokojniejszego grania. Bardzo dobry utwór, aczkolwiek odnosi się wrażenie, że już gdzieś się podobne dźwięki słyszało. Natomiast następujący po nim What Breaks A Heart to bomba z opóźnionym zapłonem - moim zdaniem jest to najlepszy utwór na płycie. Zaczyna się spokojnie, choć może troszkę zbyt słodko, by wreszcie przejść w rytmy zbliżone do muzyki reggae, ale za to w jakim wykonaniu! Na ich tle słychać doskonałą artykulację gitary prowadzącej, która już za moment przyspieszy, wyekspoloruje najciekawsze dźwięki wzdłuż i wszerz gryfu gitary, by powrócić do stanu pierwotnego. Kolejna kompozycja, Seven String to już zupełnie inny klimat, bardziej przypominający czasy Flying In A Blue Dream, tym razem z utworów utrzymanych w średnim tempie, ale i zarazem w nieco cięższy sposób. Hill Groove jest natomiast pewną odskocznią od wszystkich poprzednich piosenek, bardzo luźną w formie i w treści (sam nie wiem, dlaczego kojarzy mi się z polskimi kreskówkami dla dzieci, emitowanymi niegdyś w naszej telewizji...). W The Journey udało się Satrianiemu uchwycić klimat charakterystyczny dla podróży. Melodie tu zawarte idealnie pasują do dalekiej jazdy pociągiem i wpatrywania się w dal. Podobnie rzecz ma się z utworem The Traveller - tworzy on w pewnym sensie całość kompozycyjną ze swoim poprzednikiem. Logicznym następstwem kolejna kompozycja powinna być dla odmiany szybsza, tak się jednak nie dzieje. Na samym końcu płyty umieszczone zostało bardzo wolne You Saved My Life, które słuchane późnym wieczorem skutecznie wyleczy z bezsenności...
Strange Beautiful Music jest pewnego rodzaju esencją stylu wypracowanego na poprzednich wydawnictwach. Zawiera wszystkie ich najlepsze cechy, zarazem nie powielając ewentualnych mankamentów takich jak np. nadmiar "wymiatania". Płycie tej niektórzy zarzucali pewnego rodzaju komercyjność, uważam jednak, że płyta spodoba się zarówno fanom szybszych melodii, jak i tych wolniejszych, co moim zdaniem jest zaletą...Zdecydowanie najlepsza płyta Joe Satrianiego.
Oficjalna strona artysty: www.satriani.com