Jason Becker - Perpetual Burn

Jason Becker - Perpetual Burn

Wydawca: Shrapnel Records / Roadrunner
Rok wydania: 1988

  1. Altitudes
  2. Perpetual Burn
  3. Mabel's Fatal Fable
  4. Air
  5. Temple Of The Absurd
  6. Eleven Blue Egyptians
  7. Dweller In The Cellar
  8. Opus Pocus

Skład: Jason Becker - gitary, instrumenty klawiszowe, gitara basowa; Marty Friedman - gościnnie gitarowe solówki w [5, 7]; Atma Anur - perkusja

Produkcja: Mike Varney

Jak wspomina Jason Becker, po nagraniu płyty Speed Metal Symphony wraz z Martym Friedmanem i pod szyldem Cacophony gitarzysta miał głowę pełną pomysłów i zrealizował je w postaci albumu solowego. Ten niespełna dwudziestoletni muzyk przy pomocy pożyczonego od Friedmana "ćwiczebnego" Marshalla, przesteru firmy Boss i gitary marki Hurricane wygenerował jedno z najlepszych gitarowych wydawnictw pod słońcem.

Spokojne, coraz bardziej głośne klawisze rozpoczynają to cudowne dzieło. Altitudes przechodzi w dłuższe dźwięki grane na gitarze przy wciąż powolnym podkładzie i jakby bardziej nieśmiałej, nieco schowanej w tyle perkusji. Potem króciutki motyw zagrany na nieprzesterowanym brzmieniu gitary i nagle wymiatanie w postaci arpeggiów, legato i szybkiego staccato, a to wszystko na tle gustownych klawiszy. Tak wysmakowanych kompozycji można ze świecą szukać. Arcydzieło. Dla odmiany od razu z kopyta rusza neoklasyczne tytułowe Perpetual Burn. Wiele jest tu momentów, które brzmią klasycznie skrzypcowo. Długo nie mogłem wyjść z podziwu nad umiejętnościami technicznymi młodziutkiego Beckera, a cały krążek wywarł na mnie tak samo silne wrażenie jak usłyszane nieco wcześniej Surfing With The Alien Satrianiego. Od tamtej pory zacząłem kolekcjonować płyty z instrumentalną muzyką gitarową i zbieram je po dziś dzień. Mabel's Fatal Fable wita słuchaczy symulacją głosu ludzkiego wykonaną na gitarze, coś w stylu Vaia jak jego zagrywka w Yankee Rose wykonana u Lee Rotha. Becker zaserwował dalej kolejną porcję wymiatania, a'la skrzypcowego, a jakże. Muzyczne motywy zdają się tu wznosić i opadać na zmianę, niesamowite, jak Jasonowi udało się oddać nastroje napięcia. Zdarzają się momenty nieco nieopierzone, można łatwo zauważyć, że nagrań dokonał muzyk młody, ale ogólny poziom wykonania jest bardzo wysoki. Po takim wymiataniu nadszedł czas na mały odpoczynek i tak oto kolejny w zestawie jest bardzo spokojny Air. Najpierw trochę klawiszy, potem już gitarowa ballada w stylu muzyki poważnej, nawet barokowej, skomponowana na bazie kontrapunktu i z dogranymi nakładającymi się na siebie partiami gitar. Granie bardzo kameralne, z pewnością rewelacyjnie wypadłoby to na żywo zagrane w jakiejś stylowej kamieniczce czy ratuszu. Jeszcze jeden punkt dla Beckera. I całkowita zmiana klimatu w postaci Temple Of The Absurd. Ten utwór przypomina bliźniaczo twórczość Cacophony i z powodzeniem mógłby znaleźć się na którejś z płyt tego projektu. Nastroje są tu gdzieniegdzie demoniczne, ponure. Łatwo za to poznać solówkę, jaką gościnnie zagrał tu Friedman - stylowo podobna jest ona do tego, co grał dwa lata później w Megadeth. Warto wspomnieć, że również Jason zagrał gościnne solo na płycie kolegi. Eleven Blue Egyptians opiera się na ostrym riffie i na zagrywkach kojarzących się z muzyka Egiptu, stąd pewnie i jego tytuł. Nasuwają mi się skojarzenia z wydawnictwami Kinga Diamonda z podobnego okresu, nie wiem, na ile Becker czerpał z twórczości tego zespołu, ale jego gra przypomina stylistycznie patenty Andy'ego LaRocque. W środku numeru Jason zapodał jeszcze godną odnotowania zagryweczkę harmoniczną i zastanawiam się nad tym, czy użył tam harmonizera, czy też wygenerował to tylko gitarą i pogłosami. Dalej będzie jeszcze dość interesujące bluesowe solo, ale zagrane z rockowym zacięciem, również bomba. Tajemniczy tytuł Dweller In The Cellar, zatem i tajemniczy nastrój. Najpierw spokojne nieprzesterowane gitarki, potem już przesterowane, ale wolne, tworzące nastrój, jakby ktoś przestraszony pomału i ostrożnie schodził do piwnicy. Napięcie przybiera na sile, czuć strach i niepewność zbliżającego się punktu kulminacyjnego, coś jakby dźwięki otwieranych drzwi (wszystko zagrane na gitarze!) i niespodzianka:nie ma tego punktu kulminacyjnego. Kilka neutralnych dźwięków i powtórzony cały patent raz jeszcze. Nagle znaczne przyspieszenie i podobne "skrzypcówki" jak na początku płyty. Lubię takie niespodzianki u Beckera, to nie jest tylko muzyka, to cały muzyczny spektakl. Ostatni w zestawie jest Opus Pocus zaczynający się typowo beckerowo. Jason gra tu dźwięki w większych interwałach, by uzyskać efekt rozciągłości, potem coś w szybszym tempie, a następnie coś w rodzaju zwrotek i refrenów granych na przemian. Powala mnie cała melodyka, z jaką Becker wydaje się nie mieć żadnych problemów, jaka w jego przypadku jest po prostu zupełnie naturalna. Wielu gitarzystów próbuje obmyślać różne patenty, Becker po prostu bierze gitarę i gra.

Nie owijając w bawełnę, płyta jest genialna. Spodoba się nie tylko gitarzystom, skruszy najtwardsze serca. Minęło ponad 15 lat od czasu, kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy i podoba mi się dokładnie tak samo jak wtedy. Powiem więcej, powala mnie na kolana tak samo jak wtedy. Jest to dzieło ponadczasowe, może dlatego, że instrumentalne, ale z pewnością dlatego, że po prostu wspaniałe. "Musisz mieć".

Oficjalna strona artysty: www.jasonbecker.com