Jaded Heart - Sinister Mind

Jaded Heart - Sinister Mind

Wydawca: Frontiers Records / King Japan / Locomotive
Rok wydania: 2007

  1. Hero
  2. Justice Is Deserved
  3. Sinister Mind
  4. Going Under
  5. See The Light
  6. Open Your Eyes
  7. My Eager's Red
  8. Always On My Mind
  9. Heavenly Devotion
  10. To Please And Give In
  11. Hellucinate
  12. Crush That Fear
  13. Watching You Break [japoński bonus track]

Skład: John Fahlberg - śpiew; Peter Östros - gitary, chórki; Michael Müller - gitara basowa, chórki; Henning Wanner - instrumenty klawiszowe, chórki, gitary; Axel Kruse - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Jaded Heart

Rok 2007 obfitował w liczne dobre wydawnictwa i do takich zalicza się też Sinister Mind, ostatnie jak dotąd dziecko Jaded Heart. Na poprzednim albumie usłyszeć można było nowego wokalistę, Johna Fahlberga (ex- Scudiero), który zastąpił na tym stanowisku wieloletniego gardłowego Michaela Bormanna, po tym jak tenże postanowił opuścić zespół. Również i tym razem nie udało się obyć bez zmian personalnych, bowiem z zespołu odszedł gitarzysta Kepic, a jego miejsce zajął wieloletni przyjaciel grupy Peter Östros, znany z występów u boku power metalowej formacji Insania.

Podczas nagrywania krążka zespół wspomagało kilka znanych w świecie hard rocka nazwisk, mianowicie Michael Voss, Chris Laussmann i Dennis Ward. Ten ostatni chyba odcisnął największe piętno na brzmieniu całej płyty, bo jej produkcja żywo przypomina kilka ostatnich wydawnictw Pink Cream 69. Na tym jednak się nie kończy, bo i same kompozycje tutaj bardzo przypominają to, co serwuje nam macierzysta formacja Warda. Słychać to już chociażby w pierwszym na albumie Hero. Aranżacje i refren są tu typowo pinkowe, także gitary brzmią jak w PC69. Warto przede wszystkim zwrócić uwagę na coś innego - grupa podąża w kierunku cięższego i ostrzejszego grania niż to, z którym mieliśmy do czynienia jeszcze na Helluva Time. Instrumenty klawiszowe zaczynają schodzić gdzieś na dalszy plan, w chwili obecnej główną podstawą brzmienia są przesterowane gitary. Odnoszę wrażenie, że teraz głos Fahlberga lepiej pasuje do repertuaru zespołu (choć nie wiem, jak dobrze John spisuje się w kawałkach pochodzących jeszcze z czasów Bormanna). Kolejna dawka energetycznego hard rocka przychodzi wraz z Justice Is Deserved. Może mniej przebojowo niż przedtem, ale w sumie to kwestia gustu, każdemu podoba się co innego. W środku numeru zespół przemycił jeden fajny riff, który moim zdaniem jest najlepszym momentem tego kawałka. Tytułowe Sinister Mind bazuje z kolei na ciężkiej zagrywce, rodem jak z Black Label Society, czy może nawet z White Zombie, ale nie uciekajmy jeszcze sprzed głośników, bo większa część utworu jest jednak dość typowa dla stylu gry formacji. Pojawiają się nawet ciągoty w kierunku AOR, jak to miało miejsce na poprzednim krążku, dodatkowo tez linie wokalne mogą kojarzyć się z dokonaniami wokalistów Yngwie Malmsteena. Mamy za sobą raptem trzy piosenki, a już możemy wychwycić pewną "wadę" płyty, mianowicie większość kompozycji jest do siebie podobna stylistycznie. Oczywiście nie będziemy z tego powodu płakać, bo są to akurat piosenki bardzo dobre. Refren jest główną siłą kawałka Going Under, razi trochę sam wstęp z wokalami bez akompaniamentu instrumentów, gdyż jest to schemat tysiące razy wyeksploatowany. Całkiem niezłe są natomiast riffy następujące po nim, które kojarzą mi się trochę ze stylem gry Sinergy. See The Light zdradza ciągoty grupy w kierunku power metalu. Chyba jest to jakiś zabieg komercyjny, możliwe że kapela chciała w ten sposób trafić w gusta współczesnej publiczności, gdzie ten gatunek nadal trzyma się dość mocno na muzycznej scenie. Fakt faktem, że recenzję opisywanej płyty widziałem w niejednym metalowym serwisie, co jest o tyle znamienne, że płyty hard rockowe raczej rzadko recenzowane są poza specjalistycznymi serwisami. Jeszcze drobna uwaga na temat solówki - brzmi ona, jakby grał ją Roland Grapow. Teraz chłopaki idą w kierunku Pella i prezentują nam Open Your Eyes. Utwór wypada jak kompozycja Axela z czasów, gdy wokalował u niego Soto, zwłaszcza że i linie wokalne układane są bliźniaczo. Dalej jeden z najciekawszych numerów na krążku - My Eager's Red. Tym, co powoduje, że wyróżniam ten utwór, jest interesujący riff napędowy, który w połączeniu z trochę industrialnie brzmiącą perkusją po prostu cieszy ucho. Zaskakuje natomiast gitarowe solo, ponieważ pojawia się w najmniej spodziewanym momencie (ze względu na poprzedzjące je melodie oczywiście, bo samo miejsce w kawałku jest jak najbardziej logiczne), a jego początek zupełnie nie pasuje do klimatu kompozycji. Tytuł Always On My Mind od razu kojarzy mi się z jakimś coverem, ale kiedy padają pierwsze nuty, wiem, że to na pewno nie ten numer, jaki miałem na myśli. Dość interesująca mieszanka stylistyczna, bowiem styl gry przypomina Mercenary, solówka jest jakby żywcem wyjęta z Malmsteena, a chórki zapożyczone z Wicked Sensation. Po prostu kolejny dobry numer. Heavenly Devotion gitarowo nawiązuje do klasyki hard rocka z lat '70, może nawet zahacza o Hendriksa. Wokalnie natomiast bliżej temu do stoner rocka a'la Monster Magnet, plus co nie co z Shotgun Messiah, tyle tylko, że zmieszanego z falą skandynawskich kapel melodic rockowych. Słychać, że zespół eksperymentuje i na szczęście całkiem dobrze mu to wychodzi. Jeszcze jeden eksperyment w To Please And Give In, jednak tym razem znacznie cięższy od poprzednika. Tutaj znów jakieś inspiracje zaczerpnięte z Black Label Society (pod względem gitarowym), skrzyżowanego dla odmiany z Pink Cream 69 (wokalnie). Może się podobać. Dla fanów bardziej melodyjnego hard rocka grupa przygotowała znakomite Hallucinate. Pulsujący bas, odważne klawisze, mocne gitary rytmiczne, solówka jak z lat '80, a linie wokalne znów pinkcreamowe. Dość ciekawa polityka, że tak dobry utwór umieszczono pod koniec płyty. Może nie chciano dawać tam zapychacza, nie chciano zanudzić słuchaczy na finiszu. Tak czy inaczej, jest to jedna z najlepszych kompozycji w zestawie. To samo można powiedzieć o nieco tajemniczym Crush That Fear, które klimatycznie oscyluje gdzieś pomiędzy dwójką Wicked Sensation a jedynką Evidence One. Bardzo udany numer zamykający album i sprawiający, że ma się ochotę posłuchać go raz jeszcze. Właśnie takie płyty lubię.

Kto powinien sięgnąć po ten krążek? W pierwszej kolejności fani Pimk Cream 69 i Wicked Sensation, bo im się ta płyta spodoba od razu. W dalszej równiez fani hard rocka zahaczającego o heavy metal, bo ciężko tu znaleźć łagodniejsze momenty. Miłośnicy AORu mogą być tym razem nieco zawiedzeni, gdyż zespół ewidentnie poszedł w kierunku ostrzejszego grania i jeśli tę płytę porównać np. z debiutem, to można dojść do wniosku, że grają dwie zupełnie inne kapele. Bez wątpienia jedna z najlepszych płyt roku 2007 i bez znaczenia jest tu fakt, że powiela ona wzorce wypracowane wcześniej. Powiela dobre wzorce.

Oficjalna strona zespołu: www.jadedheart.de