Honeymoon Suite - Dreamland

Honeymoon Suite - Dreamland

Wydawca: Frontiers / Now & Then
Rok wydania: 2002

  1. What I Know
  2. So Hard
  3. Still Lovin' You
  4. Just Love Somebody
  5. Way I Do
  6. Dreamland
  7. Too Little, Too Late
  8. Gone
  9. Undone
  10. Lagavulin
  11. Radiant
  12. Even Now

Skład: Derry Grehan - gitary; Peter Nunn - instrumenty klawiszowe; Rob Laidlaw - gitara basowa; Johnnie Dee - śpiew; Bret Carrigan - perkusja

Produkcja: Rob Laidlaw, Everett Ravenstein, Derry Grehan i Johnnie Dee

Dreamland to ostatnia jak dotąd płyta Honeymoon Suite, zespołu, który niegdyś grał naprawdę dobrą muzykę. Piszę "niegdyś", bo słuchanie jego obecnych dokonań można sobie spokojnie podarować. W zasadzie recenzję tego albumu powinno się zamieścić raczej na jakimś sajcie poświęconemu muzyce grunge i mniej melodyjnym odmianom rocka. Tam przynajmniej zrobiłby pewnie furorę i dostał najwyższe noty, ale w serwisie hard rockowym czekają go tylko bluzgi...

Dwa pierwsze utwory załamią każdego fana hard rocka. What I Know i So Hard to mieszanka muzyki grunge i amerykańskiego alternatywnego rocka, więc by "przetrwać" te kawałki, trzeba mieć naprawdę dużo samozaparcia i zachwycać się muzą w stylu Nirvany i Pearl Jam. Wyróżnia się dopiero Still Lovin' You, do którego nakręcono teledysk. Słychać tutaj echa dawnej świetności zespołu z czasów, gdy grali coś pomiędzy hard rockiem i AOR. Just Love Somebody na szczęście kontynuuje klasę swojego poprzednika. Mocny riff i bardziej przebojowa struktura utworu pokazuje, że to nadal znane nam Honeymoon Suite. Zdecydowanie najlepsza kompozycja na płycie (z dwóch dobrych). Klimat zmienia się ponownie wraz z The Way I Do. Tym razem zespół serwuje nam muzyczkę w stylu typowego amerykańskiego rocka z początku lat '90 z dużym wpływem ówczesnej muzyki alternatywnej. Tytułowe Dreamland to w zasadzie najzwyklejszy w świecie rock, choć można się tu doszukać lekkich wpływów hard rocka. Nastrój panuje tu na wpół balladowy, solówka niestety brzmi, jak by była grana od niechcenia. Too Little, Too Late jest w czystej linii kontynuacją "krainy marzeń". Znów mamy do czynienia z typowym rockiem, przypominającym nieco ballady z Dysfunctional, niezbyt lubianej przez fanów płyty zespołu Dokken. Następujące dalej Gone nie wniesie nic nowego, chociaż zaczyna się bardziej wesoło od swoich poprzedniczek. W zasadzie styl gry jest tutaj łudząco podobny do nich, ale zagrano wszystko nieco szybciej. Undone to bardzo przeciętna balladka ze słyszalnymi wpływami bluesa i niestety muzyki grunge. Po raz kolejny na tej płycie grupa dała plamę. Lagavulin, kawałek o tytule przypominającym nazwę jakiegoś lekarstwa, również nie wniesie nic nowego, a już tym bardziej niczego dobrego. Gdzie się podziało to stare, dobre Honeymoon Suite? Radiant przypomina nieco dokonania zespołu Garbage, zaczyna się całkiem nieźle, ale niestety nawet tej klasy utrzymać w swej dalszej części nie potrafi. Zamieszczone na końcu Even Now brzmi trochę tak, jak by ktoś sobie śpiewał do akompaniamentu lecącego z radia. Dzieje się tak za sprawą faktu, że wokalistę wysunięto jakby przed zespół. Pod względem muzycznym mamy po prostu kolejną przeciętną balladkę. Na plus można zaliczyć fakt, ze tym razem refren przynajmniej pod względem wokalnym bardziej przypomina hard rocka niż grunge.

Na krążku znalazło się 12 kompozycji w stylu odmiennym od czasów największej świetności Honeymoon Suite. Płyty zdecydowanie nie polecam fanom hair metalu czy hard rocka, bo stracą tylko czas.

Oficjalna strona zespołu: www.honeymoonsuite.com