
H.e.a.t - Tearing Down The Walls
Wydawca: earMUSIC / Marquee / Loen Entertainment
Rok wydania: 2014
- Point Of No Return
- A Shot Of Redemption
- Inferno
- The Wreckoning (instrumental)
- Tearing Down The Walls
- Mannequin Show
- We Will Never Die
- Emergency
- All The Nights
- Eye For An Eye
- Enemy In Me
- Laughing At Tomorrow
- Shame [japoński bonus track]
- She's Like The Wind [koreański bonus track]
Skład: Erik Grönwall - śpiew; Eric Rivers - gitary; Jimmy Jay - gitara basowa; Jona Tee - instrumenty klawiszowe; Crash - perkusja
Produkcja: Tobias Lindell
Nie wiem, jak ta szwedzka formacja to robi, ale co wyda album, to jest on pełen niesamowitych hitów. Tak jest i tym razem. Tearing Down The Walls to już drugi pełnometrażowy album z Erikiem Grönwallem za mikrofonem i zarazem pierwszy bez wieloletniego gitarzysty grupy Dave'a Dalone'a, który opuścił jej szeregi w lipcu ubiegłego roku, by zająć się innymi muzycznymi projektami.
Zacznę od tego, że bardzo lubiłem dokonania H.e.a.t z poprzednim wokalistą Kennym Lecremo i byłem jednym z tych, którzy nie mogli doczekać się wydania debiutanckiego krążka. Często odwiedzałem YouTube i stronę zespołu, by cieszyć się choćby doraźnie nagraniami z koncertów. Od razu wiedziałem, że ta kapela skazana jest na sukces tej samej miary co niegdyś ich rodacy z Europe. Potem chłopaki nagrali dwie świetne płyty, a nawet zagrali koncert stosunkowo niedaleko mojego ówczesnego miejsca zamieszkania (grali w Wolverhampton), na którym niestety nie mogłem być - środek tygodnia, brak transportu, występ o bardzo późnej godzinie... to boli i to bardzo. Do tego okazało się, że Lecremo postanowił opuścić kolegów - podwójna strata. Jak to zwykle bywa, pomyślałem sobie - "już po kapeli". "Gdzież oni znajdą godnego następcę?" - myślałem pełen sceptycyzmu. A jednak, znaleźli. O ile miałem jakiekolwiek wątpliwości co do Erika Grönwalla, zostały one doszczętnie rozwiane przez płytę Address The Nation, moim zdaniem nawet lepszą od Freedom Rock. Ku mojej uciesze, krążek okazał się ostrzejszy od poprzedników, a nie stracił przy tym na melodyce. Wydanie Tearing Down The Walls poprzedzały bardzo zachęcające "teasery" dość regularnie wypuszczane przez zespół, no i dość niedawno wydany całkiem udany singiel. Wreszcie jest! Album jeszcze lepszy od poprzednika! Najpierw łagodny, balladowy wstęp do Point Of No Return z delikatnymi gitarami i klawiszami, a dalej ostrzej, ale jakże melodyjnie. Mamy tu wszystko, co tak uwielbiamy w stylistyce z lat '80. Chwytliwy riff, wydzierającego się z pasją Grönwalla (w zwrotkach) i wspaniałe refreny, jakich nie powstydziłyby się największe tuzy AOR-u. Do tego pasujące do całości solówki, wprawdzie dość krótkie, ale za to dwie. A Shot Of Redemption znane mi już było z wcześniejszego singla, więc był to "pewniak". Numer ma w sobie coś z muzyki country pod względem strukturalnym, ale do tego dochodzi refren, który aż prosi się wykrzyczeć na tysiące gardeł na jakimś większym stadionie. Wpada w ucho i długo "prześladuje" - sam łapałem się na tym, że odtwarzałem go sobie w głowie podczas jazdy autobusem, samochodem i w ogóle podczas jakiejkolwiek jazdy. Główny riff napędowy Inferno brzmiał mi bardzo znajomo (jakieś echa Lillian Axe i Eclipse z domieszką jeszcze czegoś innego), może dlatego, że pobrzmiewa w nim rock'n'roll. Gdy wchodzą wokale robi się z kolei podobnie do załóg takich jak Hardcore Superstar czy Gemini 5. Dużo pozytywnej energii bije z tego kawałka. The Wreckoning nie jest właściwie utworem sensu stricto, a raczej pewnego rodzaju przerywnikiem. Panuje w nim złowieszczy nastrój grozy, jakaś burza za oknem, jakieś odgłosy niby to z kroplówki czy innej szpitalnej aparatury, przed oczami staje obraz jakiejś kraksy, która musiała się przed chwilą wydarzyć. Wchodzi pianino i startuje tytułowe Tearing Down The Walls. Bardzo ciepłe, jakby balladowe nagranie plasujące się gdzieś na pograniczu AOR-u i melodyjnego hard rocka, słowem znów stylistycznie stare, dobre lata '80. Wokalnie i klimatycznie rewelacja, nie pasują mi tu tylko trochę partie gitar rytmicznych, ale pewnie nikt poza mną narzekać nie będzie. Mannequin Show przywołuje mi na myśl niektóre wolniejsze numery Brother Firetribe, chociaż bez utraty tożsamości samego H.e.a.t. Przy okazji jest tutaj także coś z muzyki pop, jakieś deja vu, ale niczego konkretnego do tablicy nie wywołam, bo moja wiedza na temat popu jest raczej dość wybiórcza, a już na pewno niezbyt rozległa. Kolejne w secie We Will Never Die to murowany hicior, a przynajmniej byłby puszczany w każdej stacji radiowej, o ile płyta wyszłaby w drugiej połowie lat '80. Jeden z riffów gitarowych przypomina mi Whitesnake i ich Crying In The Rain, a podkłady pod solówkę słynny saksofonowy utwór Candy Dulfer, ewentualnie ilustracyjne podkłady z wielu mainstreamowych filmów lat '80. Emergency też potwierdza niezaprzeczalną umiejętność zespołu komponowania kawałków niezwykle łatwo wpadających w ucho. Ta akurat ścieżka mocno przypomina mi nagrania Szwedów z ich pierwszej płyty, jeszcze z czasów z Kennym przy mikrofonie. Ballada All The Nights wraz z jej pianistycznym tłem z początku nie rzuciła mnie na kolana, jednak przy każdym kolejnym przesłuchaniu podobała mi się coraz bardziej. Po kilku podejściach nawet nie jestem w stanie wskazać, co mnie wcześniej nie urzekło. Musiałem być zmęczony ;). W Eye For An Eye H.e.a.t prezentuje swoją złotą receptę na przebój. Gdy się dobrze wsłuchać, to podobne zagrywki i linie wokalne mieliśmy już na dwóch pierwszych płytach. Przyznam się szczerzem, że do takich akurat odgrzewanych kotletów mam dziwną słabość i trudno jest mi takie powtórki poczytywać grupie in minus. Podobne odczucia mam przy kolejnym, skądinąd cholernie dobrym Enemy In Me. Tutaj stylistycznie dostajemy miksturę rzeczy słyszanych na drugiej i trzeciej płycie tej szwedzkiej ekipy. Świetnie słucha się refrenów i dość zgrabnej solówki. "Zwykłe" wydanie krążka zamyka AOR-owo-popowe Laughing At Tomorrow z kapitalnymi wręcz chórkami. Klimat wspaniałych muzycznie lat '80 wręcz unosi się nad tym miodnym kawałkiem. Wszyscy są ukontentowani, ale zaraz zaraz... Japończycy dostali jeszcze utwór bonusowy w postaci rewelacyjnego Shame i tutaj czuję się ogromnie zazdrosny!!! Ścieżka zaczyna się nieco na miarę westernową, dalej jest bardzo dynamiczna i cholernie dobra od początku do końca. Ja po prostu muszę mieć to japońskie wydanie! Na razie zerkam na eBay i cena trochę odstrasza (mniej więcej jakieś 120 zł w przeliczeniu na polską walutę), ale coś mi się zdaje, że trzeba będzie jak Herakles, zadusić tego węża w kieszeni ;). Jeden z najlepszych kawałków na płycie. Z kolei Koreańczycy dostali na otarcie łez bardzo udany cover ballady Patricka Swayze o tytule She's Like The Wind. Tutaj już będzie łatwiej, bo piosenka znalazła się na singlowym A Shot Of Redemption, które jest bezproblemowo dostępne na europejskim rynku i po cenach niekaleczących portfela.
Co tu dużo mówić, Tearing Down The Walls to obowiązkowa pozycja w płytotece każdego fana melodyjnego hard rocka i AOR-u, a najlepiej jeszcze na którymś z wydań azjatyckich. Zdecydowanie jedno z najlepszych wydawnictw ostatniego dziesięciolecia, a jestem pewien, że i postawione obok najlepszych krążków lat osiemdziesiątych też dzielnie by się broniło. W skali od jednego do dziesięciu, murowane dziesięć i pół.
Oficjalna strona zespołu: www.heatsweden.com