Don Airey - Keyed Up

Don Airey - Keyed Up

Wydawca: Music Theories Recordings / Mascot Music / Provogue Records
Rok wydania: 2014

  1. 3 In The Morning
  2. Beat The Retreat
  3. Blue Rondo A La Turk
  4. Solomon’s Song
  5. Claire D'Loon
  6. Flight Of Inspiration
  7. Inside
  8. Difficult To Cure (2013)
  9. Mini Suite
    a) Lament / Jig
    b) Restless Spirit
    c) What Went Wrong
  10. Adagio
  11. Grace

Skład: Don Airey - instrumenty klawiszowe; Darrin Mooney - perkusja; Laurence Cottle - gitara basowa; Rob Harris - gitary; Carl Sentance - śpiew, gitara w [11]
Gościnnie: Gary Moore - gitara w [10, 11], Graham Bonnet - śpiew w [9]; Simon MacBride - gitara w [1, 5, 9]; Alex Meadows - gitara basowa w [4, 5, 11]; Tim Goodyer - perkusja w [4, 5, 11]

Produkcja: Don Airey

Klasyczny hard rock ma to do siebie, że nigdy się nie starzeje - fakt wielokrotnie potwierdzony! Nie ważne, czy słuchasz tej samej płyty dziś, czy posłuchasz za dziesięć lat, wciąż zachowuje swoją muzyczną świeżość. Mody się zmieniają, przychodzą jedne, inne odchodzą, ale hard rock wciąż ten sam. Jeśli, Drogi Czytelniku, nie zgadzasz się z tym stwierdzeniem, nie czytaj dalej, bo oto przedstawiamy czwarty już solowy krążek w karierze doświadczonego klawiszowca Dona Aireya.

Tak to już bywa, że większość słuchaczy zna zazwyczaj nazwisko wokalisty w zespole, ale zapytany o innego członka grupy błyszczy niewiedzą. Oczywiście rzecz nie dotyczy prawdziwych fanów, bo ci nawet obudzeni w środku nocy wyrecytują personalia wszystkich muzyków i nawet będą w stanie powiedzieć, który grał na której płycie i w którym roku dołączył do grupy... bo prawdziwi fani wiedzą, co to znaczy słowo "zespół". Tak więc fanom wielu zespołów z pewnością tłumaczyć nie trzeba, kim jest Don Airey, bowiem ten legendarny klawiszowiec gra przecież od ponad dekady w składzie Deep Purple, wcześniej udzielał się choćby w Rainbow, u Michaela Schenkera, Ozzy'ego Osbourne'a i Gary'ego Moore'a, ale też zaznaczył swą bytność na ponad 280 płytach (obeznani z dobrą muzą skojarzą jeszcze pewnie takie nazwy jak Whitesnake, Black Sabbath, UFO, Thin Lizzy i Phenomena)! Trzy uderzenia dzwonu i startuje mocno purplowskie 3 In The Morning. W zasadzie to w liniach wokalnych można by się doszukać nawet jakichś nawiązań do manier Coverdale'a czy Planta - zatem doskonała robota niegdysiejszego gardłowego Tokio Rose i Krokusa. Tak poza tym, numer opiera się na mocnych partiach gitar i towarzyszących im potężnych podkładach sekcji rytmicznej solidnie wzbogacanych organami Hammonda, a jego zwieńczeniem jest melodyjna solówka utrzymana w stylistyce znanej głównie z albumów Rainbow. O ile wcześniej mieliśmy szybsze tempa, o tyle w Beat To Retreat jest już wolniej. Hard rock zgrabnie przeplata się z bluesem, a organy Aireya bardziej chowają się do tyłu, oczywiście do czasu. Na szczególną uwagę zasługują muzyczne pojedynki między klawiszowcem a gitarzystą misternie ukryte pod koniec nagrania. Huśtawkę nastrojów słuchacz napotka w kolejnej ścieżce zatytułowanej Blue Rondo A La Turk. Z początku będzie trochę psychodelicznie, niemal jazzowo, by wreszcie zaatakować brzmieniem Hammondów. Dalej cytaty z muzyki klasycznej, m. in. z "Marszu Tureckiego" Mozarta, "Jeziora Łabędziego" Czajkowskiego i "Tokkaty i Fugi" Bacha, plus wariacje i improwizacje Dona. Podobno pierwotna wersja tego ciekawego dzieła została wykonana przez artystę już w czasach, gdy miał on 14 lat... Na czwartej pozycji znalazło się mniej przeze mnie lubiane Solomon’s Song, gdzie spora część utworu to wolniejsze dźwięki czasem tylko przeplatane ostrzejszym wejściem. Nie zmienia to jednak faktu, że cała środkowa część wypełniona solówkami i innymi popisami Aireya jest po prostu rewelacyjna. Claire D'Loon jest kompozycją niemal w całości instrumentalną, opartą na delikatnych, bluesowych partiach gitar wspieranych Hammondami raz to wprowadzających ostrzejsze akcenty, innym razem budujących nastroje ilustracyjne. Wraz z Flight Of Inspiration nasz muzyk i jego ekipa wędrują w klimaty nieco "kosmiczne", ale i zarazem mocno progresywne. Da się wysłyszeć inspiracje dokonaniami takich tuzów jak ELP i Rush, nie tylko w samych liniach melodycznych instrumentów, bowiem nawet wokalnie Sentance podchodzi tu w niektórych momentach manierycznie pod Geddy'ego Lee. Inside The Godbox to raptem nieco ponad półminutowy przerywnik. Ciężko powiedzieć, cóż za odgłosy tutaj mamy, może to jakiś statek kosmiczny odlatuje, może to jakaś burza piaskowa przechodzi w pobliżu? Mniejsza o to, bo zaraz potem dostajemy nową wersję jednego z klasyków Rainbow - Difficult To Cure. Tym razem także nie obyło się bez cytatu z "Ody do radości" Beethovena (nie tylko zresztą tego) i powiem, że brzmieniowo to odświeżone wydanie wraz z poszerzoną orkiestracją odpowiada mi bardziej od oryginału. Wystarczy posłuchać kawałka kilka razy, by w wieży zaczął żyć własnym życiem. Daniem głównym krążka jest ponad siedmiominutowa suita podzielona na trzy części, gdzie natrafić można na ślady starszych nagrań (z repertuaru Thin Lizzy i Colosseum II) oraz zapoznać się z występami kilku znakomitych gości (Grahama Bonneta, Simona McBride'a, oraz wmontowane partie gitary nieżyjącego już Gary'ego Moore'a). Sporo się tu dzieje, mamy więc spokojne liryczne fragmenty oparte na klawiszach i bluesujących gitarach, równie spokojne, z czasem coraz mocniejsze partie wokalne Bonneta, ale i hard rockowe/progresywne pojedynki gitarowo-klawiszowe, gdzie błyszczy umiejętnościami nie tylko sam Airey. Niejeden słuchacz ulegnie wzruszeniu w kontakcie z przedostatnim w zestawie Adagio, inspirowanym słynnym adagiem Albinoniego. Raz jeszcze mamy charakterystycznie "łkającą" gitarę Gary'ego Moore'a oraz jakby ustępujące mu, chowające się do tyłu, ilustracyjne klawisze Dona. Ten jakże ciekawy zbiór utworów zamyka "purplowe" Grace, które obejmuje sobą wszystko, co moim zdaniem najciekawsze w muzyce Deep Purple. Znajdują się tu i specyficzne stylistycznie elementy z klasycznych dokonań Deep Purple (ciężkie gitary doprawione Hammondami) i co nieco dla tych, którzy rozkochali się w późniejszych prezencjach tej grupy z czasów Perfect Strangers (melodyjne wokale podchodzące pod Gillana i Coverdale'a). Na koniec dodam jako ciekawostkę, że album nagrywany był bez żadnych nakładek studyjnych - może dlatego brzmi tak naturalnie i żywo.

Dzieło nie odbiega jakoś szczególnie od poprzednich solowych dokonań Dona Aireya, więc myślę, że fani klawiszowca nie będą zaskoczeni, ale z pewnością dostaną to, czego oczekują: klasyczne brzmienia hard rocka i rocka progresywnego lat '70 oraz dużą dawkę organ Hammonda. Gorąco polecam wszystkim słuchaczom otwartym na bardziej ambitne odmiany muzyki rockowej.

Oficjalna strona artysty: www.donairey.com