Hardreams - Calling Everywhere

Hardreams - Calling Everywhere

Wydawca: Vinny Records / Perris Records
Rok wydania: 2004

  1. Intro
  2. Wings Of Fire
  3. The Crime Of Loving You
  4. Soul Dancer
  5. Calling
  6. The Right Side Of Mine
  7. I Don't Know Why
  8. A Place For Our Love
  9. Million Miles Away
  10. Pain
  11. After Hell
  12. Pain (demo version) [bonus w reedycji]
  13. Si Tú Te Vas (live) [bonus w reedycji]
  14. Two Shots (live) [bonus w reedycji]

Skład: Manu Esteve - śpiew; David Agüera - gitary; David Ruiz - instrumenty klawiszowe; Victor Muiño - gitara basowa; Sergi Hormigó - perkusja

Produkcja: Carlos Creator

Hardreams to jeszcze jeden przedstawiciel AORu ze słonecznej Hiszpanii, gdzie w ciągu kilku ostatnich lat rynek melodyjnego rocka systematycznie wydaje się powiększać. To stamtąd pochodzą nieco bardziej znane grupy jak Nexx czy 91 Suite, teraz do tego grona pomału dołącza grupa z Ripollet koło Barcelony. Zespół powstał w 2000 r. z inicjatywy dwóch muzyków grających wcześniej w Hailstorm, gitarzysty Davida Agüery i perkusisty Sergiego Hormigó, do których przyłączyli się pozostali członkowie formacji. W 2002 r. jeszcze z pierwszym klawiszowcem, Antonio Landeirą, wydana została czteroutworowa demówka Wings Of Fire, która utorowała chłopakom drogę do kontraktu z Vinny Records oraz do późniejszych występów na prestiżowych w Hiszpanii Nemelrock Festival (Madryt) i Ripollet Rock (Barcelona). Tym sposobem grupa dzieliła scenę z takimi gwiazdami jak Bob Catley (Magnum), Vaughn, Firehouse, czy Jim Peterik (Survivor, Pride Of Lions). Do niektórych z tych wykonawców muzyka prezentowana przez Hiszpanów bywa zresztą momentami całkiem podobna...

Płytę rozpoczyna nastrojowe intro kojarzące się z widokiem prezentowanym przez okładkę, czyli wyobrazić sobie możemy brzeg morza, raczej już spokojnego, podczas późnego popołudnia czy wczesnego wieczoru jak kto woli. Szumu fal wprawdzie nie słychać, dźwięki pobudzają wyobraźnię przywodząc na myśl raczej jakiś statek czy ptaki, mające nadejść z oddali, zresztą każdy usłyszy w tym co innego. Dalej nadciąga znane z demówki Wings Of Fire, bardzo obiecująca kompozycja. Mamy tu miks czegoś spomiędzy Pride Of Lions, Seventh Key, Double Cross, a nawet Tyketto. Co do tego ostatniego, to nie tylko brzmieniowo, ale przede wszystkim mocno nawiązuje głos wokalisty z domieszką Larry'ego Greene'a, choć w wyższych rejestrach może to zahaczać i o Paula Stanleya. Bardzo spokojny i wyważony kawałek, zaopatrzony w cudowny wręcz refren. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to jednak kolejny w zestawie The Crime Of Loving You jest jeszcze lżejszy i łagodniejszy od poprzednika, rzecz dla zagorzałych fanów AORu. Nie jest to stylistyka bliska memu gustowi, więc i z porównaniami do czegoś konkretnego będzie ciężko, niemniej jednak nie moge pozbyć się przeczucia, że już to gdzieś słyszałem i to nie raz. Przypomina mi to rockowe ballady z lat '70, może też ballady Rainbow z okresu, gdy śpiewali mam Bonnett i Turner. Za to Soul Dancer to jakby numer komponowany na moje zamówienie, niemal hard rockowy, z nutą tajemniczości, jeden z moich faworytów na krążku. Nie obraziłbym się, gdyby gitarzysta wyostrzył brzmienie swego instrumentu jeszcze bardziej i gdyby kładł akcenty jeszcze mocniej i jeszcze wyraźniej. Tak czy inaczej, dobrze świadczy o zespole fakt, że nie ogranicza się on do klonowania gatunkowych wzorców i sięga po inspiracje także do hard rocka. W Calling zawodzą nieco linie wokalne, ale sam utwór powinien zadowolić wszystkich lubujących się w tych wolniejszych, bluesujących piosenkach Whitesnake, czy nawet miłośników Gary'ego Moore'a. Mogłoby z tego wyjść coś naprawdę wyjątkowego, gdyby tylko wokalista zaaranżował swoje gardło w sposób adekwatny do potrzeb kawałka. Po kilku przesłuchaniach stwierdzam, że i tak jest nieźle, w końcu gitary grają pierwsza klasa, można numer polubić. Ballada o tytule The Right Side Of Mine na kolana mnie nie powaliła, ale rzadko która ballada w ogóle robi na mnie wrażenie. Lepiej robi się za połową kompozycji, kiedy to pojawia się więcej ostrych gitar i wokalista śpiewa tak, by pasowało to do tych gitar. W sumie stylistycznie wyłamuje się to poza ramy AORu, ale dzięki temu jest po prostu ciekawiej. I Don't Know Why prezentuje sobą powrót w klimaty znane z początku płyty i chyba właśnie w takim graniu zespół czuje się najbardziej pewnie. Znów utwór kierowany do bardzo szczególnego grona publiczności, kto gustuje w takim AORze, z pewnością i ten numer polubi, kto za nim nie przepada, tego również i ta piosenka do niego nie przekona. Więcej melancholii znajdziemy w jeszcze jednej, niemal popowej balladzie - A Place For Our Love. Najbardziej kojarzy mi się ona z utworami wybieranymi do ścieżek filmowych, gdzie tematyką jest miłość, rozstania, tęsknoty... Skojarzenia te potęgują jeszcze specyficznie pobrzmiewające klawisze, coś na kształt wczesnych płyt Honeymoon Suite i innych grup z okresu z wczesnych lat osiemdziesiątych. Million Miles Away już bardziej radosne i raz jeszcze przywodzące na myśl Tyketto ożenione z np. Diving For Pearls, choć zapewne można by tu wymienić niejedną kapelę grającą Adult Oriented Rocka. Także firmowe danie zespołu. W Pain spotykają się wpływy najlepszych kompozycji z lat osiemdziesiątych w podkładach i sposób śpiewania, który rozsławiony został dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Podobne rzeczy nagrywało brytyjskie Double Cross, stąd też najłatwiej mi ten numer odnieść właśnie do twórczości wspomnianych Brytyjczyków. Nie jest to wprawdzie jakiś szczególnie wybitny kawałek, ale w całym zestawie to jeden z tych, które najbardziej zapadają mi w pamięć i powodują, że po album z chęcią sięgam po raz kolejny. Płytę w wielkim stylu zamyka After Hell i już rewelacyjne intro do niego zapowiada świetny numer. Momentami blisko mu do twórczości progmetalowców z Magnitude Nine, zarówno gitarowo jak i wokalnie, zapewne dlatego robi na mnie tak silne wrażenie. Do tego jeszcze te wschodnie wstawki i odgłosy "bestii", coś wspaniałego.

Nie ulega wątpliwości, że Hardreams jest jednym z najlepszych objawień hiszpańskiej sceny melodic rockowej i warto śledzić jego poczynania. Debiut grupy zdradza liczne fascynacje wieloma gatunkami melodyjnych odmian muzyki rockowej (momentami nawet metalowej), przez co wydaje się trochę mało zdecydowany, czy też raczej próbuje trafić w gusta zbyt dużej liczby potencjalnych słuchaczy, a to niestety mało kiedy odnosi skutek. Na swym drugim wydawnictwie chłopaki podażą w kierunku nieco ostrzejszego AORu podpadającego pod hard rock, przez co cały krążek będzie bardziej wyrównany, po wielu przesłuchaniach obu dochodzę do wniosku, że i jeden i drugi ma swój urok, więc będę chłopakom kibicował i z chęcią posłucham ich kolejnego dzieła.

Oficialny profil na MySpace: www.myspace.com/hardreams