
HARD - Even Keel
Wydawca: BLP Music
Rok wydania: 2011
- Truth Or Dare
- Bitten By You
- Pretty Little Liar
- Promises
- I Wanna Rock You
- Speeding Into Slow
- Somewhere
- Keep Out
- Scream Out To Be Heard
- In Your Arms
Skład: Björn Lodin - śpiew, gitary; Balázs Hornyák - perkusja; Gábor Mirkovics - gitara basowa; Zsolt Csillik - gitary; Zsolt Vamos - gitary
Produkcja: Björn Lodin
Węgiersko-szwedzka formacja HARD mimo silnej konkurencji nie zamierza ustępować pola. W 2010 r. ukazał się album Time Is Waiting For No One, a już rok później fani dostają kolejny krążek grupy zatytułowany Even Keel. Płytę wydano niemal po cichu, bez rozgłosu, bez szumnych zapowiedzi w mediach i informacja o jej edycji jakoś umknęła mojej uwadze, mimo iż na bieżąco śledzę, co się w świecie hard rocka dzieje.
Even Keel to już szóste z kolei wydawnictwo w dyskografii HARD, trzecie z tekstami śpiewanymi po angielsku i zarazem drugie z Björnem Lodinem za mikrofonem. Pierwszych trzech krążków nie miałem jeszcze okazji usłyszeć, za to dobrze znam trzy następne i powiem prosto z mostu, że każde kolejne dzieło tej sympatycznej ekipy jest coraz lepsze. Na Traveler grupa zdawała się wciąż szukać swego kierunku, lawirowała między hard rockiem a AOR-em. Na Time Is Waiting For No One już słuchacze dostali porządnego hard rocka, aczkolwiek na albumie moim zdaniem pojawiło się zbyt wiele ballad. Płyta Even Keel nie powiela "wad" poprzedniczek i nie dość, że główny trzon materiału to solidny hard rock, to jeszcze liczba pościelówek ograniczona została do raptem dwóch. I to są właściwe proporcje. Zestaw otwiera nadzwyczaj udana ścieżka o tytule Truth Or Dare. Porządnie bujający rocker, który od razu trafia w mój gust. Chwytliwe melodie, zadziorne riffy, otrzymujemy też fajną solóweczkę i bardzo krótkie, ale za to konkretne intro - odgłos włączenia kasety do odtwarzacza (lub coś łudząco podobnego). Takie kawałki lubię. Są tu takie momenty, że głos Lodina przypomina mi nieco Davida Lee Rotha, innym razem Davida Coverdale'a, ale przy tym przez większość liryków mamy przede wszystkim charakterystyczne "zdarte" gardło samego Björna. Bitten By You rozpoczyna się iście dokkenowskim riffem, potem dzięki wokalizom Lodina udziela się klimat Whitesnake. Tak czy inaczej, świetny numer, raz to hard rockowy, raz to nawiązujący do heavy bluesa. O shredderskiej solówce nawet nie wspomnę, by się nie uślinić ;). Już po tych dwóch utworach trzeba przyznać, że krążek zapowiada się nadzwyczaj apetycznie. Pretty Little Liar może już nie tak przebojowe, ale za to mamy tu taki ostry i dynamiczny rock'n'roll. Udziela się imprezowy klimat i jak ktoś ma ochotę poskakać, to kawałek jak znalazł. We wstępie do Promises pojawiło się trochę ambientowych klimatów i już zaczynałem podejrzewać, że ekipa zmajstruje coś podobnego jak niegdyś Włosi z DGM, lecz nic z tego. Dostajemy dość sztampowego rockera z fajnymi partiami gitary prowadzącej, w miarę przyzwoitą resztą i niestety zbyt mało hiciarskimi liniami wokalnymi. Dalej bez większego kombinowania rusza I Wanna Rock You, tu nie ma miejsca na eksperymenty, za to już tytuł zdradza, że celem jest jedynie dobra zabawa. No i numer buja jak cholera, a chropowaty głos Lodina dodaje jeszcze wszystkiemu zadziorności. Nie zapomniano także o rajcownych solóweczkach (poza główną jest i masa krótszych, wcale nie gorszych). W Speeding Into Slow trochę podobieństw do Whitesnake, wokalista śpiewa z bluesową manierą, a gitarki pogrywają sobie ostro i rytmicznie. By docenić moc tego nagrania, sugeruję zdecydowane przekręcenie potencjometru głośności w prawo. Na kolejnej pozycji trafia się ballada o tytule Somewhere. Przy pierwszym kontakcie nie wzięła mnie szturmem, przy kolejnych może też nieszczególnie rusza, ale pomału zaczyna mi się podobać. Chyba zwyczajnie potrzebuję posłuchać jej więcej razy i to wieczorową porą. Dam jej jeszcze szansę. Keep Out to już bardziej mój typ grania. Melodyjny hard rock, nieco na styl Whitesnake, trochę też podchodzi pod Gottharda, jeśli brać pod uwagę dokonania tej ekipy z połowy lat '90. Tu również działa zasada "im głośniej słuchamy, tym ścieżka wydaje się lepsza". Raz jeszcze muszę pochwalić gitarową robotę wioślarzy, ten album po prostu pełen jest fajnych zagrywek i solówek (na marginesie, jeden z riffów rytmiką i melodią przypomina mi słynne Immigrant Song Led Zeppelin). Scream Out To Be Heard już od pierwszych nut uderza z siłą wodospadu. Solidny rocker momentami przywodzący na myśl Accept, często też niektóre kawałki Shakry. Zresztą słuchając całego krążka zwróciłem uwagę na kilka momentów, które wydawały mi się bardzo "szwajcarskie". Album zamyka piękna ballada In Your Arms i tutaj Björn Lodin zmienia swój głos nie do poznania. Znika gdzieś ta jego chrypka i ciężko go poznać. To jednak zupełnie nieistotne, najważniejsza rzecz, że piosenka jest zacna. Tutaj już nie miałem żadnych wątpliwości, utwór trafił do mnie z marszu. Naprawdę piękna kompozycja, przy której można zapomnieć, iż krążek aż jeżył się od rockerów.
HARD nie przestaje mnie zaskakiwać. Muzykę tworzą panowie wysokich lotów, teraz tylko trzeba się mocno przyłożyć do promocji, by o kapeli zrobiło się głośniej. Połączone siły węgiersko-szwedzkie raz jeszcze dokonały cudu i po raz kolejny stworzono dzieło o klasę lepsze od poprzednika. Coś mi się zdaje, że to jeden z najsilniejszych kandydatów do tytułu najlepszej płyty roku 2011, a tymczasem niech sięgają po nią fani Whitesnake, Gottharda i Shakry.
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/hardhungary