Elevener - Symmetry In Motion

Elevener - Symmetry In Motion

Wydawca: AOR Heaven
Rok wydania: 2011

  1. Just As I Thought
  2. Hypnotized
  3. Written In Your Eyes
  4. Dare To Love
  5. Never Would I
  6. Heal Me
  7. Cage Of Broken Dreams
  8. Tearing Me Down
  9. For The Times We Share
  10. You Get What It Takes
  11. Modern Times

Skład: Pierre Wensberg - śpiew; Johan Bergquist - instrumenty klawiszowe; Magnus Lindqvist - gitary; Robert Garnold - gitara basowa; Anton Roos - perkusja

Produkcja: Elevener

W 2008 r. płytą When Kaleidoscopes Collide zadebiutował projekt Elevener, który tworzyło dwóch kumpli z dzieciństwa - klawiszowiec Johan Bergquist i gitarzystaAndreas Brodén. Album spotkał się z dość ciepłym przyjęciem prasy, a Bergquist odszedł nawet ze swego macierzystego zespołu M.ill.ion, by całkowicie poświęcić się Elevenerowi.

Do czasu wydania drugiego krążka wiele się zmieniło. Przede wszystkim zajęty innymi sprawami Brodén odszedł, w wyniku czego Bergquist został zmuszony dobrać sobie kilku nowych muzyków, i w ten sposób czysto studyjny projekt przerodził się w pełnoprawny zespół. W obecnym składzie grupy znaleźli się zatem wokalista Pierre Wensberg (Heartbreak Radio, Tommy Denander), gitarzysta Magnus Lindqvist, basista Robert Garnold (Heartbreak Radio) i perkusista Anton Roos (Saffire). Pod koniec roku 2010 ekipa wylądowała w JM Studios, by pod okiem Martina Kronlunda zarejestrować materiał na album zatytułowany Symmetry In Motion. W porównaniu do debiutu wydawnictwo zdaje się nie być już tak przesycone instrumentami klawiszowymi, jakby większą wagę przykłada się do ogólnych aranżacji, co moim zdaniem wyszło Elevenerowi na plus. Muzycznie nadal jest to AOR w klimatach Toto, Journey, Work Of Art czy chwilami Edge Of Forever, może nawet w większym stopniu niż miało to miejsce na "jedynce". W dużej mierze odpowiadają za to linie wokalne Wensberga, który nie waha się używać wysokich tonów. Jego barwa głosu przypomina Kevina Chalfanta, ale też w wielu momentach, zwłaszcza tam gdzie pojawiają się chórki, może kojarzyć się z Tonym Harnellem (ex- TNT) z tych wolniejszych kawałków znanej norwesko-amerykańskiej ekipy. Idealnie obrazuje to choćby pierwsze z zestawu Just As I Thought. W ogóle wokalnie dużo tu nawiązań do Harnella, za to gitarowo i w podkładach bliżej piosence do twórczości Journey. Jeszcze więcej "journeyowskich" klimatów będzie w Hypnotized. Brakuje mi tutaj chwytliwych melodii, które na dłużej przykuwałyby ucho, no i szczerze mówiąc, wokalnie też jest tu dość niemrawo. Wolałem już te uderzanie Wensberga po wysokich rejestrach z pierwszego kawałka. Numer jest bardzo zachowawczy i w zasadzie dobrze pasuje do emisji radiowej. Przyjemnym dla ucha utworem jest Written In Your Eyes, gdzie tempo nieco zwalnia i od razu można pochwalić sposób, w jaki chodzą tu klawisze. To po prostu uczta dla fanów AOR-u. Wielu recenzentów słusznie wynajduje tu porównania do zespołu Heartbreak Radio, w którym zresztą udziela się dwóch muzyków Elevenera - Wensberg i Garnold. Kompletnie nie trafia do mnie za to ballada Dare To Love. Chyba zbyt bardzo przypomina mi te komercyjne ballady produkowane seryjnie przez boysbandy promowane w stacjach typu MTV. Odrzucają mnie już same aranżacje chórków. No nic, idźmy dalej. W Never Would I jest szybciej i radośniej, przez podbite tempo bardziej dynamicznie i z większą wagą przykładaną do partii gitar w podkładach. Fajna AOR-owa ścieżka ocierająca się o melodyjnego hard rocka. Od razu wpada w ucho, mimo iż brak jej oryginalności. Heal Me przypomina miejscami projekty Tommy'ego Denandera, ale niezbyt do mnie trafia. Podejrzewam, że lepiej takich kawałków słuchać w knajpie sącząc whisky. Tyle, że jestem teraz w domu i w dodatku kompletnie trzeźwy... Lepsze jest następne w kolejce Cage Of Broken Dreams, które może przypaść do gustu sympatykom dokonań Last Autumn's Dream. Podstawą są klawiszowe aranżacje i dość gęsto sadzone linie wokalne, gitary nie wybijają się i raczej ich rola ogranicza się do tworzenia tła. Klimaty oczywiście delikatne, typowo AOR-owe. Dalej najlepszy moim zdaniem numer na płycie - Tearing Me Down. Ostrzejszy, mocniejszy, bardziej hard rockowy, po AOR-ze zostają tylko chóralne zaśpiewy. Więcej gitar, więcej mroku i bardzo udana solówka, trochę kojarząca mi się ze stylem Ritchiego Blackmore'a. Ja bym chciał, by cała płyta była taka. Jak dotąd jest to chyba szczytowe osiągnięcie Elevenera. Po nim następuje wyciszenie w postaci bardzo delikatnej ballady o tytule For The Times We Share. Podstawą podkładów są tu partie gitar elektrycznych, ale odgrywanych na czystym brzmieniu, plus oczywiście ilustracyjne klawisze. Doskonale spisuje się głos wokalisty. Z jednej strony utwór wydaje się być mało rockowy, bo ma w sobie coś popowego, z drugiej słychać, że jednak za mikrofonem stoi rockowy gardłowy. You Get What It Takes to bardzo typowy jak na AOR numer, zresztą przy tym schematyczny do bólu. Słyszało się takie rzeczy u tysiąca załóg i to niekoniecznie u tych z pierwszej ligi. Wrażeń estetycznych nie psuje, ale raczej ciężko będzie mu wybić się ponad poprzedników. Tak czy inaczej, nadaje się do wolnej jazdy samochodem poprzez pola i lasy. Ostatnie w secie Modern Times swoim początkiem, a zwłaszcza brzmieniem instrumentów perkusyjnych, mocno nawiązywało do muzyki pop, dalej jednak przeistoczyło się w melodic rockowy kawałek trochę na nutę tego, co robią powiedzmy brytyjskie formacje takie jak choćbyNewman. Ujdzie, choć bez rewelacji.

Krążek jakby bardziej urozmaicony w stosunku do debiutu, mimo kilku słabszych pozycji podoba mi się bardziej od "jedynki". Może to zasługa kompozycji Tearing Me Down, która jest po prostu kapitalna. Nie ulega wątpliwości, że najwięcej dla siebie znajdą tu sympatycy AOR-u, ale po płytę może sięgnąć też każdy przygodny miłośnik melodyjnego grania.

Oficjalna strona zespołu: www.elevener.com
Oficjalny profil zespołu na MySpace: www.myspace.com/elevenelevenagain