
Güru - Güru
Wydawca: Güru Records
Rok wydania: 2011
- Addiction Love
- Salvation
- Sometimes
- Your Smile
- Staring At Your Door
- I Just Can’t Get Away
- No More Time
- Flavour Of Desire
- I Found My Way
- Someone Else’s Song
- Your Energy
- I Want You Out
- The End Is Coming
Skład: David Palau - gitary, śpiew, chórki; Pau Sastre - śpiew, gitara akustyczna; Jordi Portaz - gitara basowa; David Simó - perkusja, chórki; Kyke Serrano - instrumenty klawiszowe
Produkcja: David Palau
Ta płyta wpadła w moje ręce już jakiś czas temu, ale nijak nie mogłem zabrać się za jej przesłuchanie. Odstraszała mnie nieciekawa okładka, sekciarsko kojarząca się nazwa zespołu, wreszcie kraj pochodzenia muzyków, który raczej nie słynie z dostarczania jakichś górnolotnych artystów w gatunku melodyjnego rocka. Wreszcie posłuchałem i w ramach pokuty wyznaję, że wszelkie uprzedzenia były głupie.
Tak więc Güru pochodzą z Hiszpanii, a konkretniej z Barcelony. Grupę założyli śpiewający gitarzyści David Palau i Pau Sastre w 2007 r., którzy już wtedy mieli poukładaną koncepcję, jak powinien brzmieć ich zespół. Sami będąc doświadczonymi muzykami sesyjnymi dobrali sobie innych muzyków tego samego kalibru, by komponować utwory dopięte na ostatni guzik. Zasadniczo styl gry formacji oscyluje między melodic rockiem a AOR-em, ale tu i ówdzie wplatane są fragmenty inspirowane np. bluesem, popem, jazzem, czy nawet muzyką funk. By za długo nie przynudzać, od razu zabiorę się za opisywanie poszczególnych kawałków. Pierwszy strzał to piosenka Addiction Love. Zaczyna się bardzo skocznie, funkowo, a do tego dochodzą aranżacje instrumentów dętych. To może zmylić, bo dalej jest już bardziej AOR-owo. Da się wychwycić wpływy Toto i kilku innych podobnych kapel. Akcent wokalisty zazwyczaj nie zdradza kraju jego pochodzenia, aczkolwiek są momenty, że wyczuwa się Hiszpanię. Gitarowa solówka na wysokim poziomie; któryś z recenzentów porównał ją do stylu Paula Gilberta, ale chyba na wyrost. Na pozycji drugiej nieco ostrzej - solidny rocker o tytule Salvation. Trochę tak, jakby skrzyżować AC/DC z Mr. Big, ale też dodać co nieco z Terra Nova (linie wokalne chwilami przypominają mi jedną z moich ulubionych ścieżek tej holenderskiej formacji). Tutaj może nie jest tak zaskakująco jak w pierwszym kawałku, ale rekompensuje to już sama przebojowość nagrania. Sometimes to z kolei rasowy AOR, którego wartość aranżacyjną mocno podnosi artykulacja gitarowych smaczków. Trochę przypomina mi to co bardziej epickie fragmenty z twórczości Journey, natomiast wokalnie głos gardłowego próbuje chyba "podejść" pod Jona Bon Jovi. W Your Smile da się wyczuć wpływy tzw. muzyki rozrywkowej (może to przez te dęciaki), ale i progresywnej. Niby numer dość prosty, a jednak wcale nie jest tak lekkostrawny, jak można by przypuszczać. Zaskoczyć może następne w zestawie Staring At Your Door. Jest to taka łagodna ballada, która nieodparcie kojarzy mi się ze swingiem (Sinatra chyba by się tego nie powstydził). Razi trochę sposób gry perkusji, który z kolei przypomina mi popowe ballady boysbandów... Sympatykom jazzowych i bluesowych naleciałości w muzyce rockowej zapewne spodoba się kompozycja I Just Can’t Get Away. Taka bardziej jazzowa wersja Toto - nie słucham takich rzeczy na co dzień, ale raz na jakiś czas dla odmiany warto za coś takiego chwycić. No More Time brzmi jak jakaś ambitniejsza, bardziej pokombinowana wersja Bon Jovi. Mieszanina hard rocka, bluesa i funka, całkiem zresztą udana. Dodam, że doprawiona gitarową solówką w stylu Steve'a Vaia, pełną zwrotów akcji i "kociej muzyki". Jakoś w mój gust nie trafiło kolejne Flavour Of Desire. Dziwne dźwiękowe eksperymenty ("kapanie wody w kosmosie"?), połączone później z funkowymi rytmami i stylem śpiewania Petera Gabriela. Hmmm... No, nie jestem przekonany i tyle. Coś bardziej tradycyjnego dostajemy wraz z nieco AOR-ową balladą I Found My Way (w powietrzu gdzieś tu wisi Foreigner). Pianistyczne podkłady i bardziej melodyjne linie wokalne czynią utwór lekkostrawnym. Gdyby coś takiego teraz nagrało Bon Jovi (znów wokale mi się z tą ekipą kojarzą), zapewne byłby to murowany hit na miarę MTV. Ciekawie wypada utwór Someone Else’s Song, który magicznie przypomina mi Honeymoon Suite we wcieleniu z połowy lat '80. Chciałoby się rzec - kanadyjski AOR. Raz jeszcze partie wokalne kierują moją uwagę ku Jonowi BJ. Your Energy ma trochę floydowskie brzmienie, ale bardziej ciąży ku jazzująco-bluesującej wersji muzyki funk. Bas jest wyraźnie słyszalny, zwłaszcza gdy wygrywa ósemki, podczas gdy reszta instrumentów stara się raczej robić tło, czasem tylko dodając różne smaczki. Uwagę zwraca też gitarowa solówka. I Want You Out to już powrót w rockowe klimaty, choć tu i ówdzie z posmakiem bluesa. Główny riff dość ostry, natomiast wokale podpadają mi tym razem pod późne Bonfire. Album zamyka jakoś mało ekscytująca kompozycja o tytule The End Is Coming. Jest to takie dość mamrotne Bon Jovi, urozmaicone jakimiś dźwiękami z kosmosu. Nic na to nie poradzę, ale numer ten działa na mnie usypiająco. Trudno.
Wydawnictwo bardzo przemyślane, zresztą cały czas słychać, że muzycy tworzący skład Güru są nie tylko nadzwyczaj sprawni technicznie, ale i ambitni. Na bazie AOR-u i melodyjnego rocka zaserwowali słuchaczom sporą dawkę eksperymentów i najprawdopodobniej z tego powodu mało kto gładko przełknie całość materiału. Płyta jest przez to różnorodna stylistycznie, dlatego polecam ją przede wszystkim słuchaczom otwartym na wszelkiego rodzaju niespodzianki.
Oficjalna strona zespołu: www.gururockband.com