Guns N' Roses - Appetite For Destruction

Guns N' Roses - Appetite For Destruction

Wydawca: Geffen Records
Rok wydania: 1987

  1. Welcome To The Jungle
  2. It's So Easy
  3. Nightrain
  4. Out To Get Me
  5. Mr. Brownstone
  6. Paradise City
  7. My Michelle
  8. Think About You
  9. Sweet Child O' Mine
  10. You're Crazy
  11. Anything Goes
  12. Rocket Queen

Skład: W. Axl Rose - śpiew; Slash - gitary; Duff McKagan - gitara basowa; Steven Adler - perkusja; Izzy Stradlin - guitary

Produkcja: Mike Clink

Fenomen Guns N' Roses można wytłumaczyć tym, że w zalewie technicznie grających formacji ta mogła się wydawać naturalna w tym, co robiła. Ponieważ poprzedzający to wydawnictwo krążek był tylko minilongplayem, tę płytę można uznać za prawdziwy debiut. Appetite Of Destruction jest jednym z najbardziej znanych albumów "gunsów" i zarazem najlepszym (wg mnie, oczywiście) - największa liczba potencjalnych hitów pochodzi właśnie z tego krążka. Płyta osiągnęła szczyty na amerykańskich listach przebojów i sprzedała się na całym świecie w ponad 16 milionach egzemplarzy (niektóre źródła mówią o 20 milionach), a muzycy wikłali się w kolejne skandale...

Bez wątpienia Axl Rose jest jednym z najłatwiej rozpoznawalnych wokalistów, a to z racji jego charakterystycznego falsetu. Do tego dochodzi jeszcze bogactwo artykulacyjne w postaci pojękiwań, ryków, różnych dźwięków, które trudno powtórzyć przeciętnemu człowiekowi. Słychać to już chociażby w Welcome To The Jungle, bardzo dynamicznym kawałku z interesującym riffem. Muszę przyznać, że ten kawałek ma coś w sobie, moim zdaniem jest to jeden z najlepszych numerów, jakie kiedykolwiek ekipa Axla stworzyła. It's So Easy to mieszanka rock'n'rolla i punka, zresztą do fascynacji tym ostatnim niejednokrotnie przyznawał się basista grupy, Duff McKagan. Początek tego utworu przypomina mi nieco dokonania takich zespołów jak The Shadows... Dużo ciekawiej brzmi rock'n'rollowe Nightrain. Jego zawartość to już właściwie sleaze rock, zbliżony do tego, co grały setki innych kapel w tym samych czasach (Britny Fox, Bullet Boys czy Faster Pussycat). Podobnie będzie w Out To Get Me, przy czym ten kawałek zaopatrzony został w ostry, rasowy, hard rockowy riff. Główna siła tego numeru leży moim zdaniem w jego soczystym brzmieniu. Zabawnie wypada z kolei Mr. Brownstone z doskonałym riffem. Słychać, że chłopaki potraktowali muzykę na luzie (tekst mówi o heroinie!), co idzie im oczywiście na plus. Muzycy dobrze się bawią i o to przecież głównie chodzi. Paradise City jest kompozycją dobrze znaną, a to z racji faktu, że nakręcono do niej teledysk. Mnie się jakoś ta piosenka nie za bardzo podoba, chociaż refren jest niczego sobie. Za to My Michelle to mój faworyt z tego krążka. Najbardziej podoba mi się riff napędowy i przejście z trybu ballady w rockowy utwór. Przednim numerem jest Think About You - słuchacz dostaje w prezencie dawkę rock'n'rolla, która naprawdę "dopala". Zastanawiam się, po co im przy tak energetycznych kawałkach były jeszcze narkotyki... Sweet Child O' Mine powinien trafić w gusta gitarzystów, bo na przewodnim riffie można połamać sobie palce, a to z powodu zastosowanej techniki string skipping (osobiście zagrałem to jeszcze tappingiem - też świetnie wychodzi). Dla odmiany You're Crazy to demonstracja punkowych inspiracji zespołu. Mogłoby nie być tego kawałka na płycie, z drugiej strony jak na coś punkowego, jest to nawet dość technicznie zagrane, a gdzieniegdzie pobrzmiewa pierwotny duch rock'n'rolla, który pozostanie jeszcze w Anything Goes. Płytę zamyka kompozycja Rocket Queen, moim zdaniem niezbyt udana, gdyż powiela schematy słyszane w poprzednich piosenkach.

Tekstom Axla niejednokrotnie zarzucano, że były egoistyczne, narcystyczne, seksistowskie itd. W czasach, gdy po raz pierwszy usłyszałem "apetycik", nie znałem jeszcze angielskiego, więc mnie to nie ruszało ;) (i szczerze mówiąc, nadal nie rusza) . Wspomniałem już, że muzycy z zespołu wikłali się w liczne skandale. Jeden z takich skandali wywołała pierwotna okładka płyty, która przedstawiała robota-gwałciciela. W drugim rzucie obrazek ten przeniesiono do wewnętrznej strony okładki. Do tego dochodziły jeszcze plotki, że "Axl Rose" to anagram do "oral sex", lub też interpretacje inicjałów Axla, W. A. R., jako angielskie słowo oznaczające wojnę (war). Nie wiem, czy to wszystko w jakimś stopniu miało wpłynąć na sprzedaż płyty, tak czy inaczej - zapewne wpłynęło.

Oficjalna strona zespołu: www.gnronline.com