
Focus - Moving Waves
Wydawca: Imperial / EMI-Bovema / Sire Records / I.R.S. Records / Red Bullet / JVC Japan / Music On Vinyl / Musicrama / Koch / Polydor / Blue Horizon / MSI Music Corp.
Rok wydania: 1971
- Hocus Pocus
- Le Clochard
- Janis
- Moving Waves
- Focus II
- Eruption:
Orfeus
Answer
Orfeus
Answer
Pupilla
Tommy
Pupilla
Answer
The Bridge
Break
Euridice
Dayglow
Endless Road
Answer
Orfeus
Euridice
Skład: Thijs van Leer - organy Hammonda, pianino, melotron, syntezator, akordeon, flet poprzeczny, śpiew; Jan Akkerman - gitary, gitara basowa, instrumenty perkusyjne; Cyriel Havermans (Cyril Havermans) gitara basowa, głos w "Pupilla"; Pierre van der Linden - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: Mike Vernon
Początek lat '70 - publiczność podnieca się Deep Purple czy Led Zeppelin i nie wie, że np. w takiej Holandii istnieje grupa, która tamte bije na głowę. Mowa o Focus, zespole którego sam do niedawna nie znałem. Zespół specjalizuje się w rocku progresywnym, lubi eksperymentować, a co najważniejsze, efekty tych eksperymentów brzmią zacnie.
Formację powołał do życia w 1969 r. Thijs van Leer, muzyk mający za sobą klasyczne wykształcenie w grze na organach i flecie. Pierwsze wydawnictwo Holendrów zatytułowane Focus Plays Focus pojawiło się już w 1970 r. i poza rodzinnym krajem członków zespołu dużego rozgłosu nie zyskało. Z grupy zaczęli kolejno odchodzić muzycy, po przetasowaniach personalnych skład ponownie się uformował i w roku kolejnym wydano drugą płytę - Moving Waves (gdzieniegdzie figurującą pod szyldem Focus II). Wylansowano z niej jako hit utwór o tytule Hocus Pocus, ale o tym za chwilę. W dzisiejszych czasach nastał pewien renesans tego kawałka, m. in. dlatego, że użyto go w podkładzie do reklamy Nike 201 World Cup. No właśnie, od niego zaczyna się album. Numer pełen eksperymentów, mamy tu bowiem choćby jodłowanie na wzór mieszkańców Alp (są to zresztą najbardziej charakterystyczne momenty piosenki), partie śpiewane operowym falsetem (we wczesnych latach '70 podobne miewało np. Uriah Heep i Queen), jakiś "śpiew krasnoludków", do tego dochodzą partie organowe, akordeonowe, czy nawet solówka zagrana na perkusji, choć główny motyw utworu kręci się wokół hard rockowego, gitarowego riffu. Kompozycja przednia, bo mimo eksperymentów nie zapomniano o melodyce, ale muszę dodać, że słyszałem i widziałem kilka wykonań na żywo i one podobały mi się jeszcze bardziej od wersji studyjnej - były po prostu szybciej odegrane i przez to bardziej dynamiczne. Inaczej pogrywa zespół w kolejnym nagraniu, króciutkim bo raptem dwuminutowym Le Clochard. Tutaj jest bardzo spokojnie, grupa tworzy nastrój balladowy, mogący kojarzyć się z sonatami czy serenadami i jakoś tak przywodzący na myśl klimaty hiszpańskie. Sama gitara akustyczna z towarzyszeniem melotronu, ale ten minimalizm instrumentalny ma swój niepodważalny urok. Mimo krótkości ścieżki uwielbiam ją i zawsze słucham kilka razy z rzędu. Na pozycji trzeciej Janis i tu też jest spokojnie i bez szaleństw. Linie przewodnie prowadzi flet, tło robi mu delikatnie grająca gitara i skromnie wykorzystane instrumenty perkusyjne. Kompozycja nie robi na mnie już takiego wrażenia jak dwie poprzednie, lecz ujmy wydawnictwu również nie przynosi. Można przecież posłuchać czegoś takiego dla odmiany. Tytułowe Moving Waves ukazuje pianistyczny talent van Leera i trochę szkoda, że dodano tutaj partie wokalne. Niby wokale uszu nie gryzą, ale odnoszę dziwne wrażenie, że jednak utwór bez nich byłby lepszy, no i można by nim zainteresować również słuchaczy na co dzień gustujących w muzyce poważnej. Swoją drogą, do tego numeru spokojnie można doaranżować balet... Przychodzi pora na Focus II, spokojniutką, progresywną balladę, gdzie pojawia się kilka bardziej dynamicznych momentów. Krytycy często zwracają uwagę, że bardzo kunsztownie gra tu na gitarze Akkerman i zaliczają tę ścieżkę do najlepszych w jego karierze. Poza gitarą oczywiście pełno ciekawych akompaniamentów na klawiszach. Album wieńczy progresywne, 23-minutowe dzieło o tytule Eruption, składające się z 16 części utrzymanych w różnych nastrojach i tempach. Osnowa utworu kręci się wokół adaptacji opery autorstwa Jacopo Periego opowiadającej o losach Orfeusza i Eurydyki. Nie znam tej opery, za to bardzo dobrze znany jest mi ów grecki mit. Zasadniczo większa część kompozycji jest raczej wolna i nastrojowa, czasem pojawiają się inne partie, jak np. perkusyjne solówki i gitarowe improwizacje. Są i chwile bardziej skoczne, momenty raz to radosne, raz psychodeliczne, gdzieś tam przewinie się nawet hard rockowy riff. Dosłyszałem się nawet dalekich inspiracji dziełami z muzyki poważnej, choćby z Rossiniego... W sumie fajna rzecz, jednak zostająca nieco w tyle za pierwszym w secie numerem Hocus Pocus.
Moving Waves zyskało sobie pewną popularność po obu stronach oceanu, nawet dotarło do pierwszych dziesiątek na listach amerykańskiego Billboardu (choć dopiero dwa lata po wydaniu). Z jednej strony mamy tutaj granie eksperymentalne, z drugiej bardzo melodyjne, więc krążka da się słuchać bezboleśnie, nawet kiedy nie jest się jakimś zdeklarowanym fanem progresu. Moja osobista rekomendacja.
Oficjalna strona zespołu: www.focustheband.com