FM - Metropolis

FM - Metropolis

Wydawca: Riff City Records / Marquee Inc Japan / Zoom
Rok wydania: 2010

  1. Wildside
  2. Hollow
  3. Unbreakable
  4. Flamingo Road
  5. Metropolis
  6. Over You
  7. Days Gone By
  8. Bring Back Yesterday
  9. I Ain't The One
  10. I Don't Need Nothing
  11. The Extra Mile
  12. Who'll Stop The Rain
  13. Still The Fight Goes On

Skład: Steve Overland - śpiew, gitary; Merv Goldsworthy - gitara basowa; Jim Kirkpatrick - gitary; Pete Jupp - perkusja; Jem Davis - harfa, instrumenty klawiszowe

Produkcja: FM

O brytyjskiej formacji FM długo nie było słychać, a to z prostego powodu - zwyczajnie nie istniała. Najbardziej aktywnym członkiem kapeli był jej wokalista Steve Overland, który nie próżnował i udzielał się w takich grupach jak So!, Shadowman, The Ladder i działał solowo pod szyldem Overland. Panowie powrócili jednak w 2007 r. na scenę, a w rok później ukazała się koncertówka Live: Back In The Saddle.

Jeszcze w 2008 r. odszedł jednak z zespołu gitarzysta Andy Barnett, jego miejsce w lutym roku 2009 zajął Jim Kirkpatrick, wieloletni fan zespołu. Jim znał dobrze repertuar grupy, więc przynajmniej na koncertach sympatycy formacji nie mieli na co narzekać. Ale czas próby to, jak to zwykle bywa, krążek studyjny i oto mamy tegoroczne Metropolis, gdzie możemy posłuchać, co też nowy wioślarz potrafi, oczywiście pamiętając, że głównym kompozytorem pozostaje Overland. Od razu uspokoję sceptyków, Kirkpatrick spisuje się znakomicie. Początkowo album trochę mnie rozczarował, spodziewałem się czegoś na miarę hard rockowego Takin' It To The Streets lub blues rockowego Dead Man's Shoes, a dostałem płytę AOR-ową. Dobrze, że nie zabrałem się za jej recenzowanie od razu, tylko odłożyłem wydawnictwo na jakiś czas, bo teraz podoba mi się ono bardziej i mogę z niego wyciągnąć więcej pozytywów. Singlowe Wildside jakoś mnie nie urzekł i nadal nie rusza, może to dlatego, iż główny riff napędowy jest tu taki sobie. Kiedy tego riffu nie ma, piosenka biegnie sobie całkiem przyzwoicie aż do zawodowej solówki. Brawa dla nowego wiosłowego, egzaminy wstępne zaliczone. Na balladę długo nie trzeba czekać, jest już na drugiej pozycji. Może nic szczególnie wyuzdanego, ale miłe dla ucha. Co do Hollow ciekawostką może być fakt, że Overland w wielu momentach śpiewa tu tak, że jego barwa głosu chwilami przypomina głos Jona Bon Jovi. I gdyby to nagrało Bon Jovi, pewnie już po dwóch miesiącach ogłaszano by złotą płytę... Że i trzeci utwór na krążku to ballada, nie należy się dziwić, wszak to wydawnictwo spod znaku AOR. Unbreakable jak przystało na konwencje gatunku, jest wolne, nastrojowe i chyba lepsze od poprzedniczki, przynajmniej mnie się bardziej podoba. Spodobałaby się i miłośnikom muzyki pop, bo to taki bardzo radiowy numer. Flamingo Road to już rocker, jakby trochę na miarę starych dokonań Bryana Adamsa. Da się wyczuć podszycie bluesowe, ale i nieco nawiązań do czasów płyty Takin' It To The Streets samych Brytyjczyków, co mnie akurat odpowiada. Tempo średnie, bez ciągot do galopad, solówka natomiast dość typowa, choć słychać trochę wymiatania tu i ówdzie. Pewnego rodzaju perełką zdobiąca wydawnictwo jest instrumentalne Metropolis. Bardzo ilustracyjne granie, gustowne i wysmakowane, od razu na myśl przywodzi muzyczne podkłady z amerykańskich filmów z lat '80 pokroju "Miami Vice". Kompozytorski duet Neal Shon i Jan Hamer by się tego nie powstydził... Następne w kolejności Over You złe nie jest, choć pozostając w cieniu poprzedniczki może wydawać się nagraniem słabszym. Fani AOR-u z pewnością będą usatysfakcjonowani, gdyż nie brakuje tu charakterystycznych dla tego gatunku aranżacji wokalnych, że już o reszcie nie wspomnę. Utwór utrzymany w tempie średnim, jednak chwilami słychać pewne podbicie, jakby więcej energii i gdyby muzycy bardziej się w to wciągnęli, mógłby to być prawdziwy żywioł. Spokojnym numerem jest Days Gone By, da się w nim nawet wyczuć ukłony w kierunku publiczności gustującej w country i to mnie akurat nie gryzie. Gorzej już z samym początkiem, gdzie pojawiają się dość banalne zaśpiewy pokroju "na na na na". Takie zagrania mogę wybaczyć tylko Bon Jovi i to tylko w stosunku do jednej z ich klasycznych płyt. Bring Back Yesterday to z kolei ścieżka poprawnie zagrana, aranżacyjnie bez zarzutu, jednak bardzo generyczna, zbyt podobna do tysięcy innych AOR-owych kawałków. Rzecz jak najbardziej słuchalna, ale w związku z tym wspomnianym podobieństwem raczej nie zapowiada się, bym często do niej wracał. Wciąż w konwencji AOR-u pozostaje I Ain't The One, chociaż klawisze idą nieco w tył i głośniej słyszalne są gitary, nawet jeśli tylko rytmiczne. Co do tempa, to nadal nie jest ono jakieś zawrotnie szybkie, jednak jest to zdecydowanie kompozycja żywsza od poprzednich. No i wreszcie mamy kolejnego rockera, I Don't Need Nothing. Kto lubił FM z czasów i stylistyki "Takin'...", poczuje się, jak by otrzymał danie na zamówienie. Ja wcale nie obraziłbym się, gdyby takich numerów było tu więcej. By urozmaicić aranżacje i nie zanudzić słuchacza, mamy tu dodatkowe partie instrumentów dętych.The Extra Mile to wolny, nastrojowy bluesior. Kilka nutek podobnych do tego, co grywał Gary Moore, gdzieś tam w tle się przewija. Ale panowie nie byliby sobą, gdyby zbyt daleko odeszli od stylistyki AOR-owej, tak więc finalnie mamy taki AOR-blues. Świetny kawałek, by nalać sobie drinka, wbić się w jakiś fotel i odpoczywać. Typowy AOR to też przedostatni w zestawie Who'll Stop The Rain. Tym razem ekipa wędruje gdzieś w stylistykę wczesnego Honeymoon Suite i chyba fanom tej formacji właśnie poleciłbym owo nagranie. Nie są to rzeczy, które często kręciłyby się w moim odtwarzaczu, ale czasami lubię czegoś takiego posłuchać. Niespecjalnie za to rusza mnie zamykające krążek Still The Fight Goes On. Może to znów efekt znacznie lepszego poprzednika, któremu ten utwór nijak nie dorównuje.Może gdyby tej ścieżki tu nie było, albo gdyby wrzucono ją gdzieś w środek płyty, kawałek Who'll Stop The Rain bardziej zachęciłby do jak najszybszego, ponownego odsłuchania albumu; kto wie...

Jak na razie jest to jedna z najlepszych płyt z gatunku AOR, jakie wyszły tego roku i fani takiego grania nie mogą tego wydawnictwa zignorować. Polecam je przede wszystkim miłośnikom samego FM, a także sympatykom Journey, Honeymoon Suite i ogólnie wszystkim tym, którzy chcą w XXI wieku usłyszeć coś nowego, a brzmiącego jak "vintage 80's". Przed wyrobieniem sobie zdania proponuję też posłuchać krążka kilkakrotnie.

Oficjalna strona zespołu: www.fmofficial.com