Firehouse - Full Circle

Firehouse - Full Circle

Wydawca: FireHouse Music
Rok wydania: 2011

  1. Overnight Sensation
  2. Shake And Tumble
  3. Hold The Dream
  4. All She Wrote
  5. Love Of A Lifetime
  6. Don't Treat Me Bad
  7. Reach For The Sky
  8. When I Look Into Your Eyes
  9. You Are My Religion
  10. I Live My Life For You
  11. Christmas With You

Skład: C.J. Snare - śpiew, instrumenty klawiszowe; Bill Leverty - gitary; Michael Foster - perkusja; Allen McKenzie - gitara basowa

Produkcja: Firehouse

Mija dobrych parę lat i nowego materiału od ekipy Firehouse wciąż brak. Jednak by uczcić dwudziestą rocznicę wydania swego debiutu, chłopaki postanowili przypomnieć się przeróbkami swoich największych hitów z pierwszych płyt. Dlaczego akurat w taki sposób? Cóż, nie zabrakło ku temu powodów.

Okazuje się bowiem, że Firehouse dołączyło do grona zespołów, które zostały po "dżentelmeńsku" wydymane przez wytwórnie płytowe. Grupa nie ma praw do własnych nagrań i otrzymuje jedynie tzw. "royalties" od różnego rodzaju składanek, na których wytwórnia chętnie umieszcza ich ballady. By odzyskać choć w części prawa autorskie, formacja musi nagrać ponownie piosenki w nowych wersjach. Nie może po prostu wziąć własnych, wcześniej zarejestrowanych już przebojów i samodzielnie zrobić z nich kompilacji, ani nawet sama zrobić reedycji klasycznych albumów. Oczywiście z okazji wspomnianej dwudziestej rocznicy wystarczyłoby nagrać choćby dzieło koncertowe, ale przecież takowe grupa już ma na swoim koncie - wszak krążek Bring'em Out Live z 1999 r. zawiera dość podobny zestaw ścieżek do wydanego obecnie Full Circle. Pogłówkowano i wymyślono zarejestrowanie ponownie starych kawałków w studiu, ale z zamiarem uchwycenia energii, jaka towarzyszyłaby im podczas wykonania na żywo (ten zamysł w zasadzie został zrealizowany). Jako fan formacji miałem mieszane odczucia w związku z tym pomysłem. Jeszcze zanim materiał trafił w moje ręce, wyczytałem na jednym z forów, że zamieszczone w Internecie sample, mimo dość wysokiego próbkowania dźwięku, zdradzają kiepskie brzmienie. Na forum wypowiedział się też sam CJ Snare, który zapewniał, że na oryginalnej płycie brzmienie jest znacznie lepsze... Cóż, sampli nawet nie słuchałem, postanowiłem cierpliwie zaczekać na album. Na starcie atakuje słuchacza Overnight Sensation, de facto jedna z moich ulubionych kompozycji "Strażaków". Od pierwszych dźwięków uwagę starego fana przykuje oczywiście wspomniane brzmienie. Takie trochę tekturowo-garażowe, ostrzejsze od oryginalnego, debiutanckiego wydawnictwa. Rzekłbym nawet, że jest to jakość nagrań demo, jakie zespoły mają w zwyczaju wysyłać wytwórniom, gdy liczą na podpisanie kontraktu. Całkiem nieźle wypada wokalista, ale słyszalnym jest fakt, że ma on już te dwadzieścia lat więcej. Solówka odegrana dość wiernie w stosunku do wersji pierwotnej, niektóre flażolety wzdłuż całej piosenki jakby niedociągnięte. To w sumie nie ma znaczenia, bo numer jak był kiedyś rewelacyjny, tak i dalej jest. Shake And Tumble, jeden z najpotężniejszych kawałków w historii kapeli wyszedł nawet nieźle. Nowe wykonanie jest ostrzejsze gitarowo, to mi nawet odpowiada, natomiast przyczepiłbym się do partii sekcji rytmicznej. Perkusja brzmi tak sobie, a bas jest jakoś tak mało słyszalny, co tę legendarną już potęgę ścieżce odbiera. Zadowolony jestem za to z roboty pana CJ'a. Hold The Dream brzmieniowo wypada lepiej od poprzedników, może dlatego, że w większości mamy tu do czynienia z dźwiękami wydobywanymi przez czyste gitary akustyczne. Dzięki wycofaniu gitar przesterowanych słyszalny robi się też i bas. No, nieźle, nieźle. Następna pozycja to prawdziwe wyzwanie, wszak zmierzenie się z takim przebojem jak All She Wrote wymaga nie lada brawury. Podoba mi się nowa wersja tej piosenki, wypada bardzo pozytywnie, trochę jak wzięta z koncertu, tyle że bez odgłosów publiczności (chyba by się tu jednak przydały). Zastrzeżeń nie mam. Balladę Love Of A Lifetime zawsze uważałem za rzecz zbyt przesłodzoną i nie potrafiłem zrozumieć tych zachwytów nad nią roztaczanych. Chyba już się do niej do końca nie przekonam, ale z obowiązku muszę poinformować, że tutejsza wersja jest dość wierna oryginałowi i jedyne co ją to tutaj szpeci, to brzmienie blach zestawu perkusyjnego. Przeróbka Don't Treat Me Bad wyszła chłopakom nadzwyczaj dobrze, ba, nawet tak dobrze, że ciężko poznać, iż to w ogóle przeróbka! Przyłożono się także do chórków, co również idzie na plus. Jestem pod wrażeniem. Kolej na coś z drugiego krążka "Strażaków" i oto trafiony-zatopiony, Reach For The Sky, jeden z moich faworytów spośród całej dyskografii Firehouse. Na tamtej płycie był to kawałek bezbłędny i byłoby chyba niemożliwym, by powtórzyć klimat tamtejszego wykonania. Dalej słychać, że to kapitalny numer, choć moim zdaniem nie ma już tej siły rażenia co oryginał. Pierwotna wersja When I Look Into Your Eyes powalała na kolana jakością dźwięku i rewelacyjnym zgraniem klawiszy i gitar akustycznych ze wstępu, tutaj wszystko niemal identyczne. Oczywiście słychać pewne różnice w ogólnym brzmieniu całości, ale i tym razem dałbym się pewnie nabrać, gdyby ktoś wmawiał mi, że to oryginał. Dobra robota, panowie. Ballada You Are My Religion to przede wszystkim świetnie wypadający CJ Snare. Prawdziwy cud, że po niemal dwudziestu latach ten wokalista wciąż potrafi śpiewać jak dawniej. Gratka dla fanów muzyki.. country. Chyba nie należy się dziwić, że i I Live My Life For You wypada nadzwyczaj dobrze, wszak zespół słynie z ballad i pewnie ograł je tysiące razy na koncertach. Pierwowzór urzekał i nowe wykonanie też urzeka. Ta pościelówka moim zdaniem jest i zawsze była tysiąc razy lepsza od przereklamowanego Love Of A Lifetime. Płytę zamyka jeszcze jedna ballada, Christmas With You, której dziwnie się słucha w środku lata ;). Piosenkę wydano na singlu w czasach trzeciego krążka Firehouse, ale jakoś nigdy nie miałem okazji jej posłuchać, choć znam inne świąteczne propozycje tej grupy z różnych składanek. Bardzo miła dla ucha, spokojna i ciepło brzmiąca balladka. Album zawiera tylko 11 utworów i pewnie można by było zmieścić na nim jeszcze ze trzy lub cztery kompozycje, niemniej jednak tyle, ile jest, też styka.

Przy pierwszym zetknięciu z płytą razi jej brzmienie, ale z czasem idzie się do niego przyzwyczaić. Niektóre kawałki plasują się blisko nagrań oryginalnych, inne mimo drobnych mankamentów i tak pokazują, że grupa jest wciąż w dobrej formie. Aż człowiek nabiera ochoty na nowy materiał pod szyldem Firehouse. Może coś nagrają, a jeśli tak, to niech to przypomina stare klasyki z pierwszych albumów.

Oficjalna strona zespołu: www.firehousemusic.com