
Dream Theater - Systematic Chaos
Wydawca: Roadrunner
Rok wydania: 2007
- In The Presence Of Enemies Pt. 1
I. Prelude
II. Resurrection - Forsaken
- Constant Motion
- The Dark Eternal Night
- Repentance
VIII. Regret
IX. Restitution - Prophets Of War
- The Ministry Of Lost Souls
- In The Presence Of Enemies Pt. 2
III. Heretic
IV. The Slaughter Of The Damned
V. The Reckoning
VI. Salvation - Chaos in Progress - The Making of Systematic Chaos [w specjalnej edycji]
Skład: James LaBrie - śpiew, instrumenty perkusyjne; John Petrucci - gitara, śpiew; John Myung - gitara basowa, Chapman stick; Jordan Rudess - instrumenty klawiszowe; Mike Portnoy - perkusja, instrumenty perkusyjne
Produkcja: John Petrucci i Mike Portnoy
Dream Theater zna chyba już każdy, a przynajmniej fan muzyki rockowo-metalowej, bo nie znać go nawet nie wypada. Ci, którzy już znają, doskonale wiedzą, że jest to zespół lubujący się w eksperymentach i nie nagrywający takiej samej płyty dwa razy (ewentualnie podobne), chociaż z pewną dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że grupa nagrywa na zmianę raz ciężki, raz lżejszy materiał. Wydana w ubiegłym roku płyta Systematic Chaos nie jest tak łatwa w odbiorze jak chociażby Octavarium i szczerze mówiąc, budzi we mnie mieszane uczucia, na szczęście z przewagą tych pozytywnych.
Wstęp jest bardzo obiecujący, bo kilka zagrywek z In The Presence Of Enemies Pt. 1 przypomina mi pierwszy numer z Awake, albumu który bardzo lubię. Sporo się tu dzieje, główny trzon utworu wydają się stanowić ciężkie nuty, choć nie brak i lżejszych motywów, zwłaszcza w okolicach solówki. Podobne ilustracyjne dźwięki słyszeliśmy już na poprzednich krążkach, więc nie ma tu niczego odkrywczego. Nikt się nie czepia Iron Maiden czy AC/DC, że wciąż grają to samo, więc i tutaj cieszymy się po prostu, że kapela zrobiła dobry numer i to wystarczy. Ciekawie wypadły linie wokalne LaBrie, bowiem są one jakby z trochę innej bajki niż reszta kawałka, jednak jakoś to nie razi, a nawet intryguje. Klawiszowe intro do Forsaken od razu skojarzyło mi się z Savatage z okresu Edge Of Thorns, ale pozostałe komponenty numeru, zwłaszcza te ostre gitary, to już zupełnie inna stylistyka. Podoba mi się taki typ grania, chociaż momentami zespół niebezpiecznie zbliża się do stylu a'la Within Temptation. Solówka Petrucciego jest techniczna jak zwykle, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to już granie dla samego grania, zupełnie bez koncepcji, bez pomysłu. Tak czy inaczej jest to kolejna dobra pozycja na płycie. Chłopaki nie spuszczają z tonu i w Constant Motion udają się na wycieczkę w kierunku bardzo dobrego thrash metalu, pokazując przy okazji, że i w tym gatunku mają coś do powiedzenia. Pewne skojarzenia z Metalliką czy Anthrax pod względem gitar idą tu jak najbardziej na plus, wokalnie to już bliżej do White Zombie, może przez te samplery. Nie powiem, grupa zrobiła mi całkiem miłą niespodziankę, bo i takie nuty mieszczą się w moim guście. Petrucci tym razem spisał się lepiej i wymodził coś na nutę między Vaiem a Satrianim, z dodatkiem wczesnego Friedmana (sporo wschodnich motywów). No i następuje kompletna klapa w postaci The Dark Eternal Night. Muzykom zachciało się pozdrowić kolegów z nu-metalowej branży, która komercyjnie trzyma się jeszcze nieźle. Fakt, że brzmi to o wiele lepiej niż większość sztandarowych kawałków z tego gatunku, ale moim zdaniem, jak na tę akurat kapelę, jest to krok wstecz. Ja wiem, że obydwaj Johnowie mają gitary z większą ilością strun (zwłaszcza tych niskich), niż przystoi, ale chyba znalazłoby się dla nich inne zastosowanie, jak tylko rzeźbienie w mało efektownych riffach. Najlepiej wypada chyba Portnoy, chociaż i on daleko odbiega od czasów swojej najlepszej formy, sporo tu galopów na centralkach, jakie potrafi bez problemu zagrać każdy średnio rozgarnięty perkusista black metalowy. Repentance powinien zadowolić fanów grupy Tool w jego niegdysiejszej odsłonie, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę sam początek, bo dalej to już mamy coś w rodzaju ballady. Kolejny numer, który jest zbyt rozwlekły w formie, by mógł mi się podobać. Ratuje go tylko solówka Petrucciego (choć jest strasznie krótka) i te odgłosy mowy w połowie kawałka, przypominające mi kilka całkiem niezłych pozycji z dyskografii innych formacji. Na szczęście forma chłopakom wraca wraz z Prophets Of War, gdzie mamy jakby mieszankę Queen z U2. Niby nie do końca to rockowa stylistyka, ale wypada to znakomicie i nawet James śpiewa tu inaczej niż zwykle (odnoszę wrażenie, że chciał naśladować Mercury'ego). W sumie, gdyby Teatr nagrał całą płytę w takich klimatach jak ten numer, to wcale bym się nie obraził. The Ministry Of Lost Souls powala mnie tym czystym brzmieniem gitar i życzyłbym sobie, by ten numer był instrumentalny. No cóż, LaBrie jednak tu śpiewa i wypada to szczerze mowiąc tak sobie. Szczególnie jakoś jego głos nie razi, ale też nie wzbogaca tej kompozycji. I pomyśleć, że gdyby zaśpiewał w podobnym stylu, jak w poprzednim numerze, to byłby to prawdziwy killer. Niestety jeszcze przed połową piosenki ogólne tempo zwalnia niemal do minimum, przez co całość sprawia wrażenie przeokrutnej rozwlekłości. Lecz oto muzycy po siedmiu minutach przypominają sobie, że miał to być ciężki album i powracają do podobnej stylistyki, jak na początku płyty i teraz jest już znacznie lepiej. Chyba byłoby lepiej pociąć to na dwa odrębne utwory... Na końcu umieszczone zostało In The Presence Of Enemies Pt. 2, w którym jest różnie. Jest sporo dobrych momentów, jednak już się gdzieś podobne pomysły słyszało. Petrucci stawia tu bardziej na rytmikę, niż melodykę, ale w sumie takie są ogólne trendy od co najmniej dziesięciolecia. Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że zespół pomimo upływu lat stara się ciągle być wynalazkiem nowoczesnym.
Na pewno jest to płyta dobra i warta posłuchania, chociaż do czołówki z dyskografii trochę jej brakuje. Pewne jest też to, że jest to jedno z najlepszych wydawnictw zeszłego roku, więc tym bardziej dobrze jest się z nim zapoznać. Muszę przyznać, że Dream Theater stało się zespołem dość przewidywalnym, a osąd taki wyrobiłem sobie na podstawie kilku ich ostatnich krążków. Domyślam sie mniej więcej, jak może zabrzmieć kolejny album, ale oczywiście na niego zaczekam i sprawdzę, na ile moja domyślność pokryje się z rzeczywistością.
Oficjalna strona: www.dreamtheater.net