Dream Theater - A Dramatic Turn Of Events

Dream Theater - A Dramatic Turn Of Events

Wydawca: Roadrunner Records / WEA Japan
Rok wydania: 2011

  1. On The Backs Of Angels
  2. Build Me Up, Break Me Down
  3. Lost Not Forgotten
  4. This Is The Life
  5. Bridges In The Sky
  6. Outcry
  7. Far From Heaven
  8. Breaking All Illusions
  9. Beneath The Surface

Skład: James LaBrie - śpiew; John Petrucci - gitara, chórki; John Myung - gitara basowa; Jordan Rudess - instrumenty klawiszowe, continuum; Mike Mangini - perkusja, instrumenty perkusyjne

Produkcja: John Petrucci

Progmetalowcy z nowojorskiej drużyny Dream Theater mają się dobrze i do tego prowadzą życie nadzwyczaj regularne. Niemal ciągle w trasie, a także ostatnio i studyjne wydawnictwa wydają się ukazywać wedle jakiegoś zaplanowanego cyklu (czytaj "co dwa lata"). Kilka miesięcy temu szeregi formacji opuścił jeden z jej założycieli, perkusista Mike Portnoy, co zszokowalo fanów, ale jak się okazuje, okręt wciąż solidnie i stabilnie płynie dalej...

Sięgając wzrokiem i uchem nieco wstecz, sporym zaskoczeniem było wydanie płyty Train Of Thoughts, gdzie grupa poszybowała za modą (spóźnioną zresztą) na stylistykę podobną do nu-metalu. Jeszcze bardziej zaskakiwała mniejsza ilość gitarowych solówek, które na szczęście powróciły na późniejszych dziełach Nowojorczyków. Octavarium było już dziełem rokującym duże nadzieje na powrót do formy, kolejny album zatytułowany Systematic Chaos był trochę ciężkostrawny, mimo to jednak udany. W 2009 r. przyszła pora na kolejny krążek i oto fani dostali całkiem ciekawe wydawnictwo Black Clouds & Silver Linings. Jak w zegarku, dwa lata później ukazuje się A Dramatic Turn Of Events, które już teraz, mając za sobą raptem kilka przesłuchań płyty, mogę okreslić jako najlepszą rzecz nagraną przez zespół od czasów Metropolis Pt. 2: Scenes From A Memory. Nie będę trzymał czytelnika w niepewności, wiadomo, że wszyscy czekają na informacje na temat sprawunku nowego perkusisty. Przyznam się, że należałem do osób, które nie wyobrażały sobie Dream Theater bez Portnoya, ale też wiedziałem, że Mike Mangini to też nie pierwszy lepszy bębniarz. Okazuje się nagle, że wymiana jednego Mike'a na drugiego jest całkowicie bezbolesna, mimo iż w pewien sposób zauważalna. I mówię to ja, człowiek uważający Portnoya za jednego z najlepszych perkusistów na świecie. Przyjrzyjmy się poszczególnym kompozycjom. On The Backs Of Angels zostało wydane na singlu już pod koniec czerwca tego roku, jednak celowo nie zapoznałem się wtedy z tym utworem, by mieć wzgląd na to, jak zabrzmi on na tle całego wydawnictwa. Po takim dłuższym oczekiwaniu danie robi się jeszcze smaczniejsze - jak już wspomniałem, nowy bębniarz dobrze wpasował się w styl gry grupy, ale dla mnie jeszcze istotniejszym jest fakt, że słychać tu cholernie dobrą formę gitarzysty Johna Petrucciego. Śmiem twierdzić, że jest prawie taka, jak za czasów legendarnego Images And Words. Co do samego nagrania, to nic nowego, że sporo się tu dzieje, mamy jak zawsze dużą dawkę wirtuozyjnych popisów poszczególnych instrumentalistów (Rudess też notabene wyciska ze swoich klawiszy niesamowite dźwięki). Uwielbiam tutejsze solówki, podobają mi się riffy, podziwiam solidną robotę klawiszowca i reszty świty. Nieciekawie zaczyna się Build Me Up, Break Me Down, tu z kolei jakieś dźwięki ni to kosmiczne, ni to industrialne, na dodatek wokale LaBrie zostały przepuszczone przez popularny w muzyce industrialnej i alternatywnej efekt, który kaleczy moje uszy. Wpadkę tę rekompensuje świetne brzmienie reszty ścieżki, zwłaszcza mrocznie wypadające aranżacje instrumentów klawiszowych. Innym mankamentem może być jednak bardzo oklepany w progmetalu sposób, w jaki prowadzi się linie gitar. Szczerze mówiąc, po kim jak po kim, ale po Dream Theater spodziewałem się, że wyżej ustawią sobie poprzeczkę... Odgłosy wietrzystej zawieruchy zwiastują kolejną pozycję i wprowadzają w chłodny nastrój. Najpierw jest bardzo łagodnie, a to dzięki klawiszom stylizowanym na klasyczne pianino, potem robi się coraz ostrzej. W samym kawałku nie będzie zbyt dużo kombinowania, raczej usłyszymy wypróbowane wcześniej patenty, w tym i niemal power metalowe granie. Najbardziej na plus wyróżnia się chyba nowy nabytek w zespole, czyli Mike Mangini, przynajmniej jego partie w największym stopniu przykuły moją uwagę. Za balladami z dorobku Dream Theater jakoś szczególnie nie szaleję (poza nielicznymi wyjątkami), ale kolejne w zestawie This Is The Life jest niczego sobie. Najsłabszym ogniwem jest jak zwykle głos LaBrie, z drugiej jednak strony chyba nie mamy innego wyboru, jak po prostu się do niego przyzwyczaić. Uwagę mogą zwracać delikatne aranżacje gitar i klawiszy w solówkach, nieco zresztą stylizowanych gdzieś na lata pięćdziesiąte czy sześćdziesiąte. Bridges In The Sky pierwotnie nazywało się The Shaman's Trance, jednak zdecydowano się na zmianę tytułu nagrania po tym, jak powstały do niego słowa. Zgodnie z moimi przewidywaniami, w kawałku zastosowano wiele typowo progmetalowych sztuczek, mamy więc zmiany tempa, łamanie rytmów i wywijańce w solówkach. Kilka linii melodycznych dziwnie przypomina mi dokonania Steve'a Vaia z płyty Fire Garden, którą zapewne pan Petrucci posiada w swojej kolekcji (nie raz przyłapałem go na kopiowaniu Stefana). Niezłą pozycją jest Outcry, chociaż tutaj drażnią mnie nieco te duety klawiszowo-perkusyjne próbujące robić klimaty techno-industrialne. Ale nic to, znów nieliczne drobne niesmaki rekompensowane są przez np. wschodnio brzmiące motywy i techniczne galopady po skalach. Zdaję sobie sprawę, że przeciętnego słuchacza może to znużyć, ale przeciętni słuchacze przecież nie chwytają po dzieła Dream Theater, zatem nie ma problemu. Far From Heaven to niestety ballada z serii tych, za jakimi nie przepadam. No, nie wiem, co mam dobrego o niej napisać. Bazuje oczywiście na pianistycznych partiach klawiszy, na których tle w sposób nieco musicalowy śpiewa sobie pan James. Brak perkusji, brak jakichkolwiek gitarowych popisów, po prostu wieczorno-nostalgiczny klimat robiony przez duet LaBrie/Rudess. Wreszcie przychodzi pora na moją ulubioną kompozycję z tego krążka, a jestem niemal pewien, że i jedną z moich ulubionych z całego repertuaru Teatru Marzeń w ogóle. Panie i Panowie, mowa o dwunastominutowym Breaking All Illusions, ścieżce bardzo mocno stylistycznie nawiązującej do czasów płyty Images And Words i jej późniejszej kontynuacji "Metropolis Part 2". Dla mnie to zresztą ogromna zaleta owego numeru, bo uwielbiam te dzieła Nowojorczyków. Już pierwsze nuty otwierające piosenkę potrafią skutecznie pieścić uszy, raduje mnie świetna gra Petrucciego i to, że reszta muzyków od razu chwyciła ten klimat. Potem zwolnienia i przyspieszenia, fajne riffy i całe serie mocarnych zagrywek (tu prym wiodą grający na przemian Petrucci z Rudessem). Myślę, że w tej ścieżce coś dla siebie znajdą też fani klasycznego rocka progresywnego w rodzaju Emerson Lake & Palmer. Jak dla mnie prawdziwe cudo, taka ozdoba albumu, wisienka na torcie. Krążek zamyka jeszcze jedna ballada, Beneath The Surface, jakby ballad było tu mało. Od poprzednich wyróżnia ją większa rola gitar akustycznych, wcześniej nieobecnych lub przesuniętych na dalszy plan. Mimo iż nie ma rewelacji, jakoś, może na zasadzie kontrastu z Far From Heaven, trafia w mój gust bez większych zgrzytów. Cóż, w powyższej recenzji nie mialem zbyt wiele okazji do narzekań, to ponarzekam krótko na okładkę. Wcześniejszy projekt obwoluty podobał mi się bardziej niż finalny, choćby kolorystycznie i szkoda, że go zmieniono na obecny.

Materiał, który możemy podziwiać na A Dramatic Turn Of Events, został skomponowany raptem w trzy miesiące, a nagrany i zmiksowany w ciągu pół roku. Wiele zespołów może pomarzyć o tak dobrych kawałkach i to w tak krótkim czasie (chociaż zakładam, że jakieś pomysły ekipa Petrucciego gromadziła już wcześniej), zatem kolejny punkt dla Dream Theater. Nowego dzieła "bogów progmetalu" polecać fanom kapeli nie muszę, bo to rzecz oczywista, natomiast zarekomenduję je wszystkim tym, którzy z jakiegoś powodu przestali interesować się krążkami grupy wydawanymi po Metropolis Pt. 2: Scenes From A Memory, gdyż jest to powrót do mniej więcej tej samej stylistyki grania.

Oficjalna strona: www.dreamtheater.net